Bug – Strefa 51

Zimny tydzień spowodował, że zaczynało mnie „nosić”. Pierwszy od dłuższego czasu dzień natychmiast poderwał mnie z rana i ruszam do Niemirowa. Już w drodze spotyka mnie pierwsza niespodzianka: przy drodze stoi tajemnicza ekipa, na drodze rozłożone jakieś maty i i wielka plansza: „UWAGA. TEREN SKAŻONY”. Zapowiada się ciekawie. Druga identyczna ekipa stoi w Gnojnie, tuż przed miejscem mojego dzisiejszego startu. Tu jest już informacja, że chodzi o afrykański pomór świń. Dojeżdżam wreszcie pod prom. Przeprawa nieczynna jest już od maja. O ile wcześniej mówiło się o niskim stanie wody, to teraz sytuacja jest klarowna – na środku przeprawy widać piaszczystą wyspę.

Rower złożony, ruszam w drogę. To nowy teren i jeszcze nie wiem co mnie dziś spotka. Plan zakłada dotarcie do Janowa w okolice stadniny. Ruszam ostro i po około 500 metrach wjeżdżam w pierwsze dziś zarośla. Droga jest dość dobra, choć chwilami pojawiają się na niej błotniste doły. Już po około kilometrze osiągam pierwszy punkt dzisiejszej trasy – początek zielonej granicy. W tym miejscu kończy się lub zaczyna – zależy z której strony patrzeć – granica na Bugu. Za rzeką widzę szeroki wyorany pas ziemi, trochę zasieków i dwa słupy graniczne.

DSC_1416bug6

Dalej leśna ścieżka omija kilka leśnych jezior – pozostałości starego koryta Bugu i wreszcie wyjeżdżam na łąkę.

Już z daleka widzę tajemnicze obiekty. Tak – to Strefa 51. Jestem tak daleko od cywilizacji, że jestem przekonany, że to idealne miejsce lądowania Obcych i właśnie tu zostawili po sobie szereg śladów. Już na początek rzuca się w oczy stanowisko obserwacyjne do kierowania ruchem Obcych. Najprawdopodobniej nadlatywali ze wschodu.

DSC_1427bug6

Teraz przejazd przez rozlewisko, ale na szczęście droga jest usypana z kamieni, między którymi słychać szum przeciskającej się wody. Tu z ziemi bije źródło wody. Miejscowe legendy mówią, że sięga ono 100 metrów w głąb i potrafi wciągać całe krowy 🙂 Podwodne gejzery zdają się potwierdzać tę teorię.

DSC_1430bug6

Za chwilę spotykam tajemniczą wydrążoną kolumnę – być może pod ziemią znajduje się jakiś zbiornik i widzę naziemną część służącą do tankowania pojazdów Obcych. Teraz czas na dziwną budowlę, która wygląda jak spychacz z desek, który utknął. Nie mam teorii, do czego mogła służyć. Za rozlewiskiem spostrzegam wielkie budowle stojące na palach przypominające szkielety ryb. Niestety, nie mam pewności czy to jakieś miejsce kultu, czy też Obcy chcieli pozostawić nam swoje wizerunki.

DSC_1437bug6

Za chwilę na drodze pojawia się system naprowadzania statków Obcych. System wiszących kamieni miał prawdopodobnie na celu precyzyjne ustalenie wpływu ruchu obrotowego ziemi na trajektorię.

DSC_1439bug6

Ruszam dalej. Natykam się w trawie na tajemnicze pale, być może początki osiedla obcych. Z jakiegoś jednak powodu porzucili oni budowę, bo wygląda ona na niedokończoną.

DSC_1445bug6 Panorama

Nie wiem czy Obcy planowali dłuższy pobyt, w niewielkim jeziorku odkrywam początki budowy parku wodnego.

DSC_1441bug6

Jadę dalej. Nagle na jednym z drzew spostrzegam konia. Jest to niewątpliwie koń. Czy jednak na pewno jest to ziemski egzemplarz? Jest to mój pierwszy w życiu koń na drzewie. Nie mam pomysłu, jak interpretować jego pojawienie się.

DSC_1459bug6

Oddalam się od miejsca działania obcej cywilizacji, gdy pojawia się jeszcze jeden dziwny obiekt. Być może tak właśnie wyglądają Obcy, gdy zmierzają całą grupę na kolonizację kolejnej planety.

DSC_1464bug6

Mocno poruszony znaleziskiem jadę dalej. Droga robi się bardziej wyraźna, jadę wzdłuż naturalnego obniżenia, które stanowi obszar zalewowy Bugu. W pewnym momencie droga zjeżdża w dół, kolejne metry zielska i nareszcie trochę lasku. W lasku zaskoczenie – odcinek do mierzenia prędkości chwilowej. Czyżby nie koniec obszaru działania Obcych?

DSC_1466bug6

Dokładnie. Tu lądowali znacznie później bo i obiekty wyglądają na nowsze. I wygląda to raczej na próbę osiedlenia się.

Najpierw widzę elektrownię.

DSC_1467bug6

Na horyzoncie pojawiają się początki budowy osiedla. I są nawet domki dla ptaków. Chyba mieli poważne zamiary.

DSC_1468bug6

Wreszcie coś odmiennego – jestem przekonany że to teleporter. Być może tylko z Polski na Białoruś i odwrotnie ale pewności nie mam.

DSC_1469bug6

Przekraczając wrota (w dziwnym języku pisało The Gate), natykam się na kolejny obiekt. No tak – służył na pewno rozrywce. Bo przecież wygląda jak huśtawka. Wiem już na pewno że Obcy mierzyli około 4 metrów wzrostu, z czego nogi miały około 50 cm…

Wracam przez wrota do roweru, by kontynuować podróż. W oddali pojawia się wieś. To Bubel. Po dłuższej jeździe jestem w miejscu, które już znam. Tu była Noc Kupały i tu straszyły czarownice. I tu też zanikają wszelkie ślady działalności Obcych.

Teraz czeka mnie dziewiczy i jak się okazuje trudny kawałek trasy. Z lewej strony mam Bug, z prawej zbliża się do mnie wysoka skarpa doliny Bugu, poprzecinana licznymi wąwozami. Ścieżka robi się ledwo widoczna, jadę praktycznie zboczem góry, co jakiś czas przekraczam kolejne strumienie wypływające ze zbocza – i tak około kilometra w górę i w dół. To chyba najbardziej widowiskowy z dotychczas przejechanych odcinków.

DSC_1478bug6

Nagle moja droga się kończy. Na wprost gąszcz, w prawo wydeptana ścieżka pod górę, w lewo zejście na zielony dywan. Chwila zastanowienia, idę w lewo. Po około 100 metrach jest znowu droga. Wracam po rower, przebijam się przez doły i dalej jazda.

DSC_1482bug6

Dłuższy czas jest spokój. Do czasu. Droga obniża się stopniowo i kończy się nagle zarośniętym rozlewiskiem. No to mamy problem.

DSC_1488bug6

Wycofuję się kawałek, ruszam przez łąkę. Jest skoszony pas, więc ktoś tu musiał przetrzeć dalej szlak 🙂 Niestety ten kończy się nagle kilkumetrowej szerokości zarośniętym rozlewiskiem. Widać, że ktoś się tu przedarł – obstawiam jakiegoś pogranicznika na quadzie. Skoro jemu się udało… to się przeprawiamy. Brrr, woda jest dziwnie lodowata. Po kilku minutach jestem z wszystkimi klamotami na drugim brzegu.

DSC_1489bug6

Drogi brak. Na horyzoncie widać wieże kościelne z Janowa Podlaskiego. Idę więc kilometr po ściernisku i nareszcie znowu jest droga. Teraz szybko dojeżdżam w okolice stadniny w Janowie Podlaskim. Tu już zgodnie z planem łapię dojazd do Pawłowa, zaraz asfalt i zostaje tylko powrót do Gnojna w celu zamknięcia pętli. Przed Bublem jest efektowny zjazd w dolinę Bugu, mijam senną i cichą wieś i po 3 godzinach jestem znowu przy samochodzie.

DSC_1501bug6

Galeria z wyprawy:

I trasa.

Zrzut ekranu 2016-08-19 o 14.26.12

Zapych.

Zrzut ekranu 2016-08-19 o 20.35.06

I jeszcze komentarz. Instalacje, które oglądałem pochodzą z dwóch edycji Land Art Festiwalu. Byłem, robiłem zdjęcia, pisałem 🙂

I drugi komentarz. Ktoś ukradł jedną z huśtawek, bo były dwie. Naród zaradny, uważa że wszystko niczyje – przyda się. Pewnie teraz cieszy się jaki to on sprytny. Nie, nie jesteś sprytny… jesteś pospolitym złodziejem.

 

Bugu odsłona piąta – Łęgi-Kuzawka

W piątkowy poranek mam plan na kolejne kilometry… od rana upał, więc zaczynam już przed ósmą –  dokładnie tam, gdzie ostatnio skończyłem – w Łęgach. Dojeźdźam na koniec nasypu przed jeziorem, rower znowu zmontowany i jazda. Ruszam łąką, bo po chwili wjechać na nadbużankę. Wysoki nasyp jest mocno zarośnięty, tylko wąska dróżka przede mną, pokrzywy i tak szybko zmierzam w stronę Bugu.

DSC_0977_bug

Nie dojeżdżam jednak do rzeki przy palach – skręcam z nasypu i docieram do niej w okolicach końca mojej ostatniej rowerowej przygody. Droga jest oczywista – nie ma tu przedzierania się przez chaszcze czy zarośnięte rozlewiska. Docieram szybko do Krzyczewa, tu przeciskam się wąską ścieżką ponad samą rzeką i już widzę drewniany kościółek. Obok wodowskaz pokazuje wyjątkowo niski stan wody – do alarmowego brakuje około 4 metrów wody.

DSC_0989_bug

Teraz czas na teren, którego nie znam. Schodzę z rowerem z wysokiej skarpy i ruszam w gąszcz. Jakoś się przebijam, ale fragmenty trasy są mocno piaszczyste, opony grzęzną i trzeba pokonać je „z buta”.

DSC_0997_bug

Piaski się kończą i zaczyna się leśna droga, wiodąca początkowo ponad samą wodą a potem stopniowo się wznosząca. Las się przerzedza i pojawiam się w Neplach. Podziwiam piękny widok na kanion (no prawie) i jazda dalej.

DSC_1010_bug

Mijam wąwozy i czołg. Jestem na asfalcie. Tylko kawałek i zaraz skręcam w stronę Krzny. Szukam przeprawy… niestety – będzie objazd. Wracam na asfalt i przez most wracam na polne drogi. Jadę wstecz by dotrzeć nad połączenie rzek… i tu odkrycie –  można się było tutaj przeprawić, bo wody po kolana. Zabrakło 100 metrów 🙂 Prąd jest dość bystry, a całe ujście Krzny to wielka piaszczysta łacha.

DSC_1032_bug Panorama

DSC_1051_bugRobię krótką przerwę, bo jest dość wcześnie, a do końca zaplanowanej trasy zostało już niewiele. Teraz ruszam wzdłuż rzeki aż do Kuzawki, prawie do mostu przejścia granicznego w Kukurykach. Tereny zupełnie dzikie, ale droga jest bardzo wyraźna. Do tego niesamowicie widokowa. Przypomina trochę trasy krosowe w górach 🙂

DSC_1055_bug

Wreszcie Kuzawka. Odwrót – wystarczy 🙂 Przejeżdżam wieś – cichą i senną. Polna droga prowadzi znowu do Nepli. W Neplach czeka mnie lotna premia z podjazdem, potem w dół, GPS pokazuje na zjeździe około 32 km/h 🙂 Demon prędkości 😉

Wracam asfaltem do Krzyczewa i tu skręcam znowu w boczne drogi, bu dotrzeć skrótami do Łęgów. Zahaczam jeszcze nad jezioro, które jakoś zawsze omijałem. Krótka przerwa na kanapkę i za 15 minut jestem przy samochodzie.

DSC_1060_bug Panorama

Podsumowanie – czas 4 godziny, dystans około 34 kilometry.

Trasa:

Zrzut ekranu 2016-08-08 o 22.23.05

Wereja

Sobotnie popołudnie… telefon od Andrzeja „fajna impreza będzie, jedziesz?” Jadę 🙂

I tak trafiamy do Lubenki. „Czeladońki” przedstawiać nie trzeba. Podziwiałem ich ostatnio przy okazji Nocy Kupały nad Bugiem, będącej częścią Landart Festiwalu. No co tu dużo gadać – zakochałem się w czarownicach w ich wykonaniu 🙂

Pełna nazwa organizatora imprezy na którą dziś trafiłem, to Stowarzyszenie Rozwoju Wsi Lubenka „Czeladońka”.

Teatr obrzędowy Czeladońka  z miejscowości Lubenka  istnieje już 30 lat i na przestrzeni tych lat w teatrze zagrało już blisko 100 aktorów amatorów. Obecnie teatr liczy trzydzieści osób.

Teatrem kieruje Kazimierz Kusznierow, który od 1977 roku kierował domem kultury w Lubence. W tamtych czasach został wydelegowany na Uniwersytet Ludowy w Gardzienicach, co wpłynęło na jego wiedzę i doświadczenie w zakresie teatru, obrzędu i tradycji. Grupa z Lubenki, zachowując gwarę i tradycję, inscenizuje obrzędy i życie wsi w sposób bardzo autentyczny. Teatr w swoim repertuarze ma m.in. Herody, Sobótki oraz Wereję.

Teatr Czeladońka wpłynął na rozwój wsi, zaznacza więzi społeczne i poczucie przynależności do tradycji regionu. Członkowie grupy wspólnie podejmują inicjatywy mające na celu rozwój regionu, a jednocześnie pielęgnowanie tradycji. Członkowie zespołu wybudowali w Lubence amfiteatr i niewielki skansen.

Teatr z widowiskiem Wereja brał udział w dożynkach powiatowych i gminnych w wielu miejscowościach, a także na Powiatowym Przeglądzie Teatrów Obrzędowych w Drelowie i Wojewódzkim Sejmiku Wiejskich Zespołów Teatralnych w Stoczku Łukowskim zdobywając nagrody i wyróżnienia [źródła różne].

Lubenka słynna jest jeszcze z innego powodu. To tu powstały zdjęcia do albumu „Karczeby” Adama Pańczuka. Adam w swoim dorobku ma już wiele prestiżowych wyróżnień i nagród z krajowych i międzynarodowych konkursów fotograficznych, m.in. Grand Press Photo, BZ WBK Press Photo, Sony World Photography, Magnum Expression, National Geographic Photography Contest, BBC News Photographer of the Year. Wydana własnym sumptem książka Karczeby została uznana za najlepszą książkę fotograficzną na świecie (Pictures of the Year International Best Photography Book Award). No i najważniejsze – początki kariery fotograficznej Adama związane są z naszym Fotoklubem 🙂

Jesteśmy na miejscu tuż przed 17, a za chwilę rozpoczyna się widowisko. Całkiem spory tłumek – zarówno aktorów jak i widzów. Aktorzy maja od roku do lat stu 🙂 Zaskakuje mnie pięknie zagospodarowane miejsce wydarzenia, przypominające trochę skansen. Widać tu gospodarza i widać, że ludziom coś się chce zrobić. Opisywać nie będę – przecież zrobiłem zdjęcia 🙂

DSC_0646_lubenka

DSC_0675_lubenka

Krótkie powitanie i kolumna żniwiarzy rusza w kierunku pól. A za nimi widzowie. Za wsią czeka na nas przygotowany skrawek nie skoszonego zboża, za które ochoczo zabierają się panie. Z sierpami 🙂 Panowie wypoczywają pod drzewem, dzieci bawią się na łące. Panie szybko uwinęły się z koszeniem, prowadząc przy tym ożywione dyskusje. Oj dostało się panom 🙂 Ci wkraczają, gdy całe zboże już leży i trzeba je powiązać w snopki. Na koniec wszyscy zgodnie ubierają wereję. Jest to najładniejszy, przyozdobiony kwiatami polnymi snopek. Zgodnie z tradycją część ziaren z tego pęku zasiewano na nowo, żeby kolejnego roku zebrać równie dobre plony, część zaś zostawiano dla ptaków w kłosach, by śpiewały na chwałę Boga.

DSC_0685_lubenka

DSC_0741_lubenka

DSC_0728_lubenka

DSC_0785_lubenka

Po zakończeniu prac polnych cały korowód rusza do wsi, gdzie czeka nas druga część przedstawienia – biesiada i świętowanie  zakończenia żniw przy zastawionych stołach. Było to jednocześnie pożegnanie założyciela i dobrego ducha Czeladońki, pana Kazimierza, który w końcu wybrał się na emeryturę.

DSC_0805_lubenka

DSC_0831_lubenka

Podziwiam dbałość o szczegóły, ilość pracy włożonej w przygotowanie strojów, scenografii, list dialogowych. I autentyczność gry aktorskiej – w końcu amatorów. Scenki nie są sztuczne, nie odczuwa się, że aktorzy chcą tylko wyrecytować wyuczone kwestie. Widać, że świetnie się bawią. Będąc w środku wydarzeń, uczestniczymy w autentycznym życiu, jakie toczyło się tu 100 lat temu 🙂

No i najważniejsze – zdjęcia które tu zrobiłem, uważam za jedne z lepszych w tym roku. Bo temat sam „niósł” 🙂

Dzięki, Andrzej!

 

Bug – wzdłuż granicy

Czwarty rowerowy wypad ponad Bugiem nie był nastawiony na odkrywanie nowych miejsc, bo większość z nich już odwiedziłem. Chciałem jednak połączyć je w całość, korzystając z faktu, że mogę się przemieścić na dystansie większym niż zwykle i do tego domalować na swojej mapce kolejny dłuższy fragment rzeki 🙂

W niedzielny poranek zaczynam więc od Woroblina, gdzie korzystam z gościnności Mirka i parkuję przed jego hacjendą 🙂 Zdziwienie gospodarza bezcenne 🙂 Ma gości i pije z nimi poranną kawę, więc nie chcę im za bardzo przeszkadzać – szybko wypakowuję rower, zamieniam kilka słów i w drogę.

Początek jazdy to trasa trochę w nieznane 🙂 Jadę najkrótszą drogą nad rzekę, zastanawiając się czy w lesie ponad Bugiem będzie przejazd. Na mapach satelitarnych wyglądało, że może być problem. Przejeżdżam piaskowe wydmy i jest rzeka. Są też ścieżki pograniczników 🙂 Ruszam ponad rzeką i przejazd na szczęście jest całkiem dobry. Mijam las, zatrzymuję się na chwilę nad wyschnięta odnogą Bugu. Woda w tym roku znowu jest bardzo niska, choć o około 40 cm większa niż rok wcześniej. Znowu widać wielkie piaskowe wyspy.

DSC_0554_bug

Docieram w znane mi już rejony przy wielkim zakolu z piaszczysta plażą. Pojawiły się nowe dróżki, widać, że pogranicznicy dbają o ich przejezdność. Jest niedziela, więc i wędkarzy sporo. Mijam kilka samochodów schowanych w krzakach. Zamieniam kilka słów z panami na plaży i ruszam dalej.

DSC_0566_bug

Docieram w okolice Derła. Tutejsze drogi już znam, więc tempo jazdy jest spore, bo wszystko tu już sfotografowałem i nie zatrzymuję się co chwila na zdjęcia 🙂 Przejeżdżam wzdłuż łąki, na której rok temu grasowało stado traktorów 😉

Teraz czeka mnie przeprawa przez pole dyń 🙂 Na szczęście widoczna jest ścieżka, po której jedzie się całkiem nieźle. Za chwilę ostry zjazd w dół i przekraczam odnogę Bugu. Suchą 🙂

DSC_0576_bug

Kolejny odcinek to jazda po wielkim „prawie stepie”, który kończy się w Pratulinie. Nie wjeżdżam jednak do wsi, tylko wbijam się w łęg, który obadałem kiedyś na plenerze. Jadę około kilometra wysoką skarpą ponad samą rzeką i ścieżka skręca nagle na łąkę. W tym miejscu zaskakuję dwóch sympatycznych pograniczników. Obwieszeni jak choinki ciężkim sprzętem, ubrani szczelnie w maskujące stroje, narzekają trochę na gorąco. Jest koło 11, słoneczko daje już mocno znać o sobie, więc im się nie dziwię. Ucinamy chwilę pogawędkę, tradycyjne „spokojnej” i w drogę.

DSC_0580_bug

Kolejny odcinek nie jest już taki łatwy. Docieram do kolejnego zakola i tu ścieżka wbija się w zarośla. Badam możliwość przejazdu, ale po około 100 metrach zarządzam wycof. Teraz niestety muszę oddalić się od rzeki, bo przez pole żyta też nie ma przejazdu. Powoli zbliżam się do Łęgów. Odnajduję dróżkę, którą przebijałem się na którejś ze starych wycieczek, jeszcze tylko kilkadziesiąt metrów forsowania miedzą i znowu rzeka. Tu drogę już znam, więc szybkim tempem docieram w okolice starego mostu na nadbużance. Zdjęcie pamiątkowe pali wystających z rzeki i jadę dalej do kolejnej plaży. Zdjęcia robię tylko do celów dokumentacji wycieczki, bo mam ich stąd już sporo 🙂

DSC_0602_bug

Ruszam w kierunku Krzyczewa. Miałem plan jechać dalej, ale dziś muszę wcześniej wrócić, więc skręcam w pierwszą napotkaną drogę ku cywilizacji. Ponad rzeką jadą kolejni pogranicznicy, a ja szybko zbliżam się do Łęgów. Teraz będzie długa prosta – około 10 km do Woroblina – asfaltem. Mijam Pratulin, Zaczopki, Derło, Cieleśnicę i skręcam tam, gdzie zaczynałem 🙂  Czas mam niezły – około 3,5 godziny a przejechane 35 kilometrów. Zważywszy na trudności terenowe i szukanie drogi – ujdzie 🙂

Zrzut ekranu 2016-07-24 o 18.13.16

Olsztyn

Ostatni dzień naszej wycieczki. Tym razem już bez pośpiechu wstajemy około 7, pakujemy nasz bagaż i ruszamy do umówionego przez Renię baru na śniadanie. Chwila pogawędki z panią z okna i jedziemy do centrum Olsztyna. Czeka tu na nas umówiona pani przewodnik, która zabiera nas na trzygodzinną wycieczkę po mieście. Potwierdza się to, co zauważyłem dzień wcześniej – to jedno z najładniejszych polskich  miast, jakie widziałem. Czysto, wszystko zadbane, czytelny i przejrzysty układ komunikacyjny, piękna starówka, mnóstwo ludzi, knajpek, zieleni, wzgórza, schody, jeziora – no i koncerty (akurat odbywają się Olsztyńskie Spotkania Bluesowe). Zwiedzamy park, skąd przechodzimy na Zamek Olsztyński. Na jego zwiedzaniu zejdzie nam godzina.

DSC_0503_olsztyn

Kapituła warmińska rozpoczęła budowę olsztyńskiego zamku przypuszczalnie w roku 1346 w granicach niewielkiego, wysoko wyniesionego cypla, na wschodnim brzegu rzeki Łyny. Prace przy jego wznoszeniu przebiegały w kilku etapach. Najpierw postawiono ceglane ściany głównego, podpiwniczonego skrzydła mieszkalnego i kurtynę południowo-wschodnią z bramą wjazdową. W latach 70-ych XIV wieku podciągnięto zasadnicze odcinki murów obwodowych od strony zachodniej z wprowadzoną w ich narożniku cylindryczną wieżą o podstawie opartej na kształcie kwadratu. Regularny zespół warowny ustawiony był narożami do kierunków świata i posiadał wymiary zewnętrzne około 40×57 metrów. Zamek składał się wówczas z głównego domu mieszkalnego – siedziby burgrabiego, oraz budynku o funkcjach gospodarczych i wspomnianej wcześniej wieży.

W ostatnim 20-leciu XIV wieku podwyższono mury obwodowe i obydwa przeciwległe skrzydła. Główny gmach przyjął formę trójkondygnacyjnego ceglanego budynku o wymiarach 40×23 metry, do którego od dziedzińca przylegały piętrowe krużganki. Na jego piętrze znajdowała się izba mieszkalna administratora z wykuszem latrynowym, kancelaria, refektarz, a także nakryta czteroramiennym sklepieniem gwiaździstym kaplica pw św. Anny. Gdzieś w pobliżu usytuowano też zapewne główny skarbiec kapituły. Budynek południowy podwyższono o trzy poziomy z przeznaczeniem na magazyn, browar, spiżarnię i kuchnię, a od strony zewnętrznej mury zwieńczono drewnianymi hurydycjami, służącymi do obrony pionowej oraz kontroli podjazdu do warowni. Cylindryczna wieża pełniła wielorakie funkcje: była jednocześnie lochem więziennym, mieszkaniem straży, łącznikiem pomiędzy murem kurtynowym i skrzydłem południowym, a także strategicznie najważniejszym stanowiskiem obserwacyjnym i obronnym. Po XV-wiecznej nadbudowie wieża mierzyła około 30 metrów wysokości. W obrębie twierdzy znajdowały się ponadto: zbrojownia, prochownia, stajnia, łaźnia i wozownia. Te ostatnie prawdopodobnie ustawiono wzdłuż murów kurtynowych na dziedzińcu. Od strony zachodniej, na terenie bezpośrednio przylegającym do zamku, istniał w średniowieczu folwark i młyn wodny.

Podczas wojny z Zakonem w 1410 roku obiekt chwilowo zajęły wojska polskie. Przejął go wówczas w zarząd książę Janusz I Mazowiecki, który obok Olsztyna otrzymał także Ostródę i Działdowo. Nie na długo jednak, bowiem zamek dość szybko wrócił w ręce kapituły. Cztery lata po tamtych wydarzeniach, w trakcie tzw. wojny głodowej, 8 sierpnia 1414 roku Polacy ponownie stanęli pod murami warowni. Na wieść o ich nadejściu załoga dokonała sprawnej samoewakuacji i budowlę bez walki zagarnęła drużyna pod dowództwem rycerza Dziersława z Włostowic. Trzymała ją zaledwie do września, wtedy bowiem zamek odbili Krzyżacy, którymi dowodził dzielny komtur pokarmiński Helfrich von Drahe. Po wojnie nastąpiła rozbudowa ceglanych fortyfikacji zewnętrznych z Bramą Dolną, stanowiącą wówczas główny wjazd do zamku. Obwód warowny wzmocniono cylindrycznymi basztami, dostosowanymi częściowo do użycia broni palnej. W pierwszej połowie XV wieku olsztyńską twierdzę połączono z obwarowaniami miejskimi, zachowała ona jednak strategiczną oraz komunikacyjną autonomię i była oddzielona od miasta szeroką fosą.

Na początku wojny trzynastoletniej, w lutym 1454 roku niezadowoleni ze zwiększenia obciążeń podatkowych okoliczni chłopi ruszyli na zamek z intencją jego zburzenia (a może by tak zburzyć Sejm?). Zamiary były jak najbardziej szczytne i uderzająco odważne, ale jak to w życiu, z planów tych niewiele wynikło i ostatecznie inwazja skończyła się marnie, tj. na odebraniu kluczy administratorowi kapitulnemu i spaleniu jednego z mostów. W roku następnym twierdzę podstępem opanował najemny dowódca zaciężnych wojsk na usługach Zakonu Jerzy von Schlieben. Najpierw zmusił kanoników do ustępstwa, a potem osadził wszystkich w ponurym więzieniu. Obiekt przejęli najemnicy, którzy doszczętnie obrabowali swoją nową siedzibę. W roku 1466 na mocy pokoju toruńskiego Olsztyn wraz z całą Warmią został przyłączony do Polski. Z początkiem XVI stulecia przebudowano zamkowe wnętrza w domu południowo-zachodnim i wykonano nowe sklepienia w budynku mieszkalnym oraz w kaplicy. Jej wystrój zaprojektował i zrealizował olsztyński murator Mikołaj, zainspirowany jakoby wystrojem kościoła dominikańskiego w Elblągu. Być może prace te prowadzono pod okiem Mikołaja Kopernika, który w okresie 1516-21 (z roczną przerwą) mieszkał tutaj, pełniąc funkcję administratora dóbr kapituły warmińskiej. Astronom dowodził skuteczną obroną twierdzy, jaka miała miejsce w 1520 podczas ostatniej wojny polsko-krzyżackiej.

Dalszy rozwój nowoczesnej techniki wojennej sprawił, iż z czasem znaczenie militarne zamku uległo znacznej dewaluacji. U schyłku XVI wieku pełnił on już tylko funkcje mieszkalne. W fatalnych dla Polski latach Potopu przez gmach przeszła nawałnica szwedzka, ograbiając go ze wszystkiego, co przedstawialo jakąkolwiek większą wartość. Po pierwszym rozbiorze nastąpiła sekularyzacja aktywów biskupa i kapituły. Olsztyńską warownię przejęła pruska administracja, urządzając tam siedzibę Urzędu Kontroli Majątków Państwowych, a w 1779 roku pierwsze piętro skrzydła mieszkalnego zagospodarowała nowo utworzona gmina ewangelicka. W 1756-58 na miejscu średniowiecznej bramy wjazdowej powstał barokowy budynek mieszkalny dla administratorów, a w drugiej połowie XVIII wieku wzniesiono most łączący miasto z twierdzą. W okresie 1909-11 budowlę przeznaczono na siedzibę i kancelarię prezydenta rejencji wschodniopruskiej. Podczas adaptacji do nowych funkcji część wnętrz zmodernizowano i regotyzowano. W latach międzywojennych odbudowano uszkodzony sto lat wcześniej w pożarze hełm wieży, przeprowadzono też pierwsze badania archeologiczne. Nie zniszczony w czasie II wojny zabytek aktualnie pełni funkcje muzealne.

Do czasów współczesnych średniowieczna twierdza biskupów warmińskich zachowała się w nad wyraz dobrej kondycji i na tle większości podobnych budowli ten zgrabny zameczek sprawia bardzo korzystne wrażenie. Obecnie mieści się w nim Muzeum Warmii i Mazur, a od 1997 działa tutaj również Bractwo Rycerskie. Cenne i bogate zbiory obejmują m.in. ekspozycję archeologiczną, kolekcję sztuki zdobniczej, rzemiosło artystyczne, sztukę współczesną, stare ikony. Osobne miejsce zajmuje stała wystawa biograficzna poświęcona Mikołajowi Kopernikowi, prezentowana w komnacie wielkiego astronoma. Oprócz muzeum na zamku funkcjonuje niewielka galeria oraz sklep z pamiątkami, a na podzamczu kawiarnia [źródło: zamkipolskie.pl].

Z zamku przechodzimy na starówkę, mijając m.in. pomnik Kopernika, Stary Ratusz docieramy pod bazylikę archikatedralną św.Jakuba. Naszą wycieczkę kończymy obok pomnika patrona Olsztyna, św. Jakuba i Domu „Gazety Olsztyńskiej”. Tu też rozstajemy się z naszą panią przewodnik, a za chwilę odkrywamy obok czeską piwiarnię 🙂 No grzech nie skorzystać 😉

DSC_0541_olsztyn

Niespiesznym spacerkiem docieramy do polecanego przez miejscowych przyjaciół Jarka baru Jakubek Muszle św. Jakuba z „muszelkami”, czyli małymi, nadziewanymi, pierożkami. Są pyszne 🙂

Posileni, ruszamy na miejsce zbiórki, gdzie czeka już na nas niezawodny Mirek z busem. Zostaje nam tylko droga powrotna – około 400 km. Bus znowu robi się „wesoły”. Każdy kolejny przystanek wzmaga tą wesołość 😉 Jeden z ostatnich kończy się turniejem w rzucie jabłkiem na odległość 🙂 Zwycięzcy nie wyłoniono… za to śmiechu mnóstwo!

Ostatnie kilometry to już snucie planów na kolejną wycieczkę 🙂 Zapewne jesienią!