Landart Festiwal czyli sztuka plenerowa

Zaledwie tydzień minął, gdy z NGP lustrowaliśmy początek prac przy szóstym Landart Festiwal. Przed wyjazdem niebo wyglądało dość niepokojąco więc uzbroiłem się w zestaw przeciwdeszczowy i o piętnastej znowu zawitałem w Bublu. Zestaw okazał się niepotrzebny, bo wypogodziło się i całą wystawową trasę przeszliśmy przy pięknej pogodzie.

Na miejscu zastaję całkiem spory tłumek i oczywiście NGP w komplecie 🙂

Krótkie powitanie i ruszamy. Wita nas chleb z domowego pieca, zbudowanego na środku łąki 🙂 Swoje dzieła prezentują młodzi ludzie z Bubla – na tyczkach niosą wykonane z papieru domy…

DSC_9485_landart

Kolejne dzieło… wyglądały jak jajka, ale to są podobno pieczone kartofle 🙂

DSC_9505_landart

Łódki? A może miejsce lądowania UFO?

DSC_9507_landart

W drodze…

DSC_9537_landart

Domki 🙂 Dużo domków 🙂

DSC_9568_landart

Huśtawka, ale chętnych do huśtania nie było 😉

DSC_9596_landart

To dzieło było najbardziej przeze mnie oczekiwane. Tydzień wcześniej autor rozwinął przed nami wizję wulkanu, z którego wyskakuje drzewo. No i wyskakuje 🙂

DSC_9609_landart

Trochę panoramicznie.

BezNazwy_Panorama1

BezNazwy_Panorama3 DSC_9618_landart

A teraz reportażowo.

Jak się rodzi sztuka

Koledzy z NGP po raz kolejny wypatrzyli na mapie wydarzeń kulturalnych LANDART FESTIWAL. Jest to impreza organizowana po raz szósty przez Urząd Marszałkowski Województwa Lubelskiego,a po raz drugi na bliskich mi terenach nadbużańskich.

Szybka mobilizacja i organizujemy spontaniczny wypad, by popatrzeć na twórców przy pracy. Ponieważ dopiero zaczynają swe dzieło, wiele do podziwiania na razie nie ma… Ale reportaż powstał. Zapraszam do oglądania 🙂

DSC_9262_laf

DSC_9273_laf
DSC_9312_laf DSC_9376_laf DSC_9403_laf

A za tydzień mam nadzieję być na wernisażu 🙂

Bug Trophy 3: Mężenin – Korczyn

Po dwutygodniowej przerwie znowu ruszam na rower. Wybór trochę inny, bo na północny odcinek Bugu. Trasa mniej oczywista i przetarta – nie jest to fragment graniczny, więc na ścieżki wydeptane przez pograniczników nie ma co liczyć.

Około dziewiątej dojeżdżam do Mężenina, szybkie wypakowanie roweru i w drogę.

Na początek trafiam na niezwykły budynek. Mam różne dziwne skojarzenie, łącznie z domem niejakiej Pippi 😉 Po przeciwnej stronie rozciąga się dolna część parku, a 200 metrów dalej na wzniesieniu stoi dworek w Mężeninie, który odwiedziłem rok temu.

DSC_8906_bug3

Szybko dojeżdżam do Bugu. Jest szeroki, płynie majestatycznie. Po chwili zaczyna się dzielić na kilka odnóg – węższych, szerszych, tworząc kilka wysp. Trafiam na niedużą wiatkę, której cechą charakterystyczną jest totalny bałagan wokół oraz stosy szkła i śmieci. Czy Polacy przestaną się kiedyś kojarzyć z brudasami?

Ruszam dalej. Droga rozdziela się na dwie. Kuszony jak zwykle bliskością rzeki, wybieram bardziej zarośniętą. To pierwszy dziś błąd 🙂 Jadę może z kilometr, droga zmienia się z w dróżkę, w końcu znika… W dodatku przede mną wielki dół starego bużyska. Nie ma odwrotu. Przeprawiam się przez trawy i trzciny wyższe ode mnie – na szczęście jest sucho. Z rowerem nie jest to jednak takie łatwe 🙂 Wspinam się na skarpę, a tu … pole owsa 🙂 Idąc miedzą docieram do rzeki. Drugi błąd – nad rzeką nie ma ścieżki. Ciągnę rower wzdłuż rzeki i wreszcie jest kawałek łąki – na przełaj udaje się przebić do drogi. Podejmuję męską decyzję, że trzeciego błędu nie będzie i będę wybierał lepsze drogi 🙂

Zrzut ekranu 2016-06-19 o 16.16.58

Teraz już spokojnie docieram do lasu, potem dłuższa jazda lasem ponad leśnymi jeziorami i już widać kolejną łąkę. Pod lasem stoją dwa domy… jak potem sprawdzę na mapach, do najbliższej wsi jest z 5 kilometrów. Tak sobie ktoś tu żyje z dala od cywilizacji.

Trudność polega jednak na tym, że dalsza droga prowadzi przez podwórko. Nikogo nie widać, za to po dojściu do bramy wypadają trzy wściekłe psy – takie co to nie gryzą tylko łykają w całości. Ich jazgot zwabia gospodynię, która ucisza towarzystwo i mogę spokojnie przejść 🙂

Zrzut ekranu 2016-06-19 o 16.17.25Teraz jazda na rower i zbliżam się do znanej sprzed roku rzeki Kałuży. Będzie przeprawa, bo najbliższy most jest w Drażniewie. Wody na szczęście niedużo, więc za chwilę cały majdan jest po drugiej stronie.

Znacznie ciekawsze jest to co zobaczyłem. Kolejny dowód, jak nieprzewidywalny jest Bug. Wielka łacha piasku, po której chodziłem rok temu – zniknęła. Za to ujście rzeki kończyło się mały plackiem piasku i dalej była głębia. Teraz ujście wpada na wielką płyciznę, która kończy się w okolicy połowy rzeki piaszczystą wyspą. Nie mogłem sobie odmówić krótkiego trekingu rzecznego 🙂

DSC_8917_bug3

Czas w drogę, bo za chwilę druga przeprawa. Mniej przyjemna. Najpierw kilkadziesiąt metrów przebijam się przez trawy  wyższe ode mnie, potem znowu buty z nóg i przełażę przez grząskie rozlewisko. Te będzie dziś na szczęście ostatnie 🙂

DSC_8934_bug3

Teraz już spokojnie ponad rzeką jadę w stronę Drohiczyna. Niestety, jest problem… Oglądałem ten odcinek na mapach wielokrotnie, łącznie z laserowymi skanami terenu i nie wypatrzyłem żadnego przejazdu ponad rzeką. I to niestety się sprawdza. Droga odbija od rzeki w kierunku wsi. Mam nadzieję że trafię na jakąś leśną ścieżkę, ale nie ma żadnej.

DSC_8943_bug3

Dojeżdżam do Drażniewa.

Zrzut ekranu 2016-06-19 o 16.17.39

Korzystam z okazji, aby sfotografować pomnik, który ostatnio przegapiłem. Nieźle się schował w trawach 🙂 Znalazłem informację, że pomnik w Drażniewie ufundowany został przez mieszkańców i poświęcony jest pamięci dwóch nauczycieli zamordowanych w 1946 roku.
DSC_8951_bug3

Szybki przejazd przez wieś, czas jest dobry, więc ruszam w kierunku sąsiedniej miejscowości, tym bardziej że ładnie się nazywa 🙂 Góry. Tam skręcam w znajomą już szutrówkę w kierunku promu.

Zrzut ekranu 2016-06-19 o 16.18.01

Cztery kilometry mijają błyskawicznie i już jestem na wprost Drohiczyna na tzw. Ruskiej Stronie. Tu też rzeka się zmieniła. Nie ma piasku, jest jednolite koryto płynącej spokojnie rzeki. Przy promie trochę czekających osób, woda jest, więc przeprawa czynna. Ja jednak nie przeprawiam się, chociaż mam pomysł na kolejną wyprawę, by przejechać drugą stroną rzeki aż do mostu w Kózkach.Zrzut ekranu 2016-06-19 o 16.18.16

Ruszam dalej i dojeżdżam do Bużysk. Miejscowość taka trochę z końca świata. Jako ciekawy akcent  – trafiam na rondo, przy którym stoi przystanek i gdzie kończy się bita droga.

DSC_8981_bug3

Tą właśnie drogą ruszam dalej, mijając kolejne rozlewiska i zmierzam w kierunku Starczewic. Mijam nieduży rezerwat i skręcam w kierunku Korczewa. Przy drodze ciągną się stawy hodowlane – zaglądam na chwilę za nasyp, bo intryguje mnie co też kryje się za wysoką skarpą 🙂

Wreszcie Korczew. Spora gminna miejscowość, w której czeka mnie „lotna premia z podjazdem” 😉 Na szczycie podjazdu odkrywam pałac. Gdzieś do tej pory mi umknął, ale już nadrabiam zaległości w czytaniu o historii tego miejsca.

DSC_9001_bug3

Czas na „ostatnią prostą”, czyli powrót do Mężenina. Po wyjeździe z Korczewa odkrywam, że jadę wysoko ponad doliną Bugu, która ciągnie się aż po horyzont. Pięknie widać stąd Drohiczyn. Długi zjazd w dół, szum powietrza w uszach i już mijam Laskowice, za parę minut później docieram do Gór (ale fajna nazwa) 🙂 Znowu Drażniew, gdzie dopadam sklep, aby wypić buteleczkę oranżady w sympatycznym wiejskim sklepiku 🙂

Zrzut ekranu 2016-06-19 o 16.18.54Przejeżdżając nad rzeczką Kałużą, mijam ciekawy budynek wyglądający jak dawny młyn. Szukając informacji, udało mi się jedynie potwierdzić przypuszczenia. Tak, to młyn. I nic więcej…

DSC_9019_bug3

Z Drażniewa już tylko 5 kilometrów leśną szutrówką.

Intryguje mnie tajemniczy krąg w lesie przy drodze, widoczny na mapach satelitarnych, ale nigdzie nie mogę namierzyć choćby śladu ścieżki, która by do niego prowadziła. Musi zaczekać do następnego razu 🙂

Zrzut ekranu 2016-06-19 o 16.19.09

Punkt czternasta jest znowu przy samochodzie. Za mną 39 kilometrów. Coraz dłuższe te trasy wychodzą 🙂

Zrzut ekranu 2016-06-18 o 16.46.51

Niedzieli ciąg dalszy w scenerii nabużańskiej

Nasyciwszy oczy kolorami kwiatów i zielenią pól, jadę dalej do Gnojna. Na końcu wsi zjeżdżam na „szuterki” w kierunku promu do Niemirowa. Prom nadal nie pływa – to ten sam, którym próbowaliśmy się przedostać z ekipą NGP na drugą stron rzeki. Za to na przystani impreza na całego. Palą się grille, samochody kursują w obie strony, panie szykują przekąski, panowie chłodzą piwo 🙂

Trafiam znowu na GreenVelo.

DSC_8839_kwiaty

Szybko uciekam na łąkę, gdzie panuje cisza i spokój. Plan minimum na dziś, to dotarcie wzdłuż Bugu do słynnej skarpy w Gnojnie od nietypowej strony – spoza odnogi zwanej Bindugą. I oczywiście jak to ja – starając się trzymać możliwie blisko rzeki – wpakowałem się w jakieś chaszcze, krzaki i rozlewiska. Na szczęście dość szybko się z nich uwolniłem, potem już tylko spacer do małego kawałka piasku i już jestem na miejscu.

DSC_8853_kwiaty

Oceniam sytuację zdjęciową – zdecydowanie należy tu przybyć świtem. Teraz skarpa jest w cieniu i prezentuje się raczej mało fotogenicznie.

DSC_8857_kwiatyAnd2more_tonemapped DSC_8860_kwiatyAnd2more_tonemapped

Chwilkę kręcę się nad jeziorkiem, łapiąc jakieś ptaszyska w obiektyw i pora na odwrót. Droga powrotna przebiega „na azymut”, dzięki czemu 3 kilometry pokonuję w ekspresowym tempie.

Efekty fotograficzne może nie rzucają na kolana, ale coś tam mam 🙂