XII Jesienne Warsztaty Fotograficzne w Janowie Podlaskim

Kolejne Jesienne Warsztaty Fotograficzne niestrudzona szefowa Fotoklubu zorganizowała w nowej formule – wykorzystała dodatkowy dzień 11 listopada, dzięki czemu mogliśmy sie cieszyć swoim towarzystwem dzień dłużej.  Zmiany organizacyjne wymusiło też smutne wydarzenie – w tym roku spłonęła Stara Plebania, w której tradycyjnie janowskie Stowarzyszenie Turystyczno-Kulturalne w Janowie Podlaskim organizowało nam wystawę prac z poprzednich Warsztatów.

W czwartkowy wieczór spotykamy się w BCK, aby obejrzeć „Znaki wiary na Podlasiu” – bo taki tytuł nosi wystawa powarsztatowa. Stąd przenosimy się do Janowa Podlaskiego, gdzie po raz kolejny będziemy gościć w Stadninie Koni w hotelu Wygoda. Co roku słyszymy, że to ostatni raz, ale Wygoda trwa i pewnie przeżyje kolejnych decydentów…

Zaczynamy od spotkania z pierwszym zaproszonych gości. Jest to Paweł Figurski, który przestawia nam autorską prezentację o swoich podróżach do Izraela. Jeszcze tylko kolacja i spotykamy się na wieczorze integracyjnym. Dyskusje toczą się długo, a najwytrwalsi wracają do pokojów nad ranem 🙂

Jesienna rzeka” to temat przewodni tegorocznych Warsztatów. Nie mogłem trafić lepiej: nie dość że moje ulubione pejzaże będą na wystawie mile widziane, to jeszcze będą to pejzaże nadbużańskie. Po śniadaniu wielkie fotografowanie zaczynamy od zdjęcia grupowego, które jak zwykle przyozdobi pamiątkowy kubek.

dsc_2662

Czas na wyjazd w teren. Tłum fotografujących rozprasza się na odcinku kilkudziesięciu kilometrów. Moja grupka zamierza odnaleźć białego konia – pozostałości zeszłorocznego Landart Festiwalu, który jest tematem żartów od kilku godzin, odkąd zainteresował się nim nasz niestrudzony i dyżurny wesołek Jacek Z. 🙂

Do Bubla mamy zaledwie kilka kilometrów, więc nie tracimy wiele czasu na dojazd. Parkujemy w dole pod drzewkiem i ruszamy. Będę dziś robił za przewodnika, bo jako jedyny byłem latem gościem Landart Festiwalu.

dsc_2687

Odrębny temat to pogoda. „Jesienna rzeka” nabiera dziś nowego znaczenia… Od rana sypie… śnieg 🙂 Jesienne rudości przebijają spod świeżej, nieskazitelnej bieli, na drzewach przysypane białym puchem wiszą kolorowe jabłka. Mimo pierwszego wrażenia sugerującego złe warunki do fotografowania – zdjęcia wychodzą rewelacyjnie. Że miejsce ma potencjał, wiedziałem od dawna, ale dziś jest tu wyjątkowo. Omawiam każdą z instalacji, trochę wspierając się pamięcią, a trochę fantazjując, a grupka realizuje swe pomysły fotograficzne. A inwencję to oni mają 🙂

dsc_2673

Już na początku powstaje bałwanek. Stoi na szczycie pieca chlebowego i szerokim uśmiechem przyprawionym przez Angelikę zachęca nas do uwiecznienia, nim się roztopi. Potem wpadamy w odmienne stany świadomości, podziwiamy wiatrak a za chwilę grób z leżącymi na dnie zwłokami. Snuję opowieść z letniego wernisażu… a ekipa chłonie moje historie 🙂

Potem zmierzamy w kierunku rzeki. Gęsty śnieg przysłania horyzont, na jego krańcu widać jakieś postaci. Czyżby też szukali białego konia na drzewie? Rysujemy starym harcerskim sposobem oznaczenia dla dzielnych tropicieli i wyruszamy wzdłuż rzeki na łęg.  Kolejne krajobrazy, kolejne dzikie drzewa owocowe i groźna rzeka w tańczących płatkach śniegu.

dsc_2762

Konia nie widać, za to głód i brak czasu sugeruje odwrót. Wracamy tą samą trasą, zaglądamy jeszcze do Wrót na Białoruś, potem na przełaj mijamy Wulkan i docieramy do Żółwia, gdzie kończymy naszą wędrówkę.

Popołudnie to kolejny gość. Niesamowita osobowość, ciepły, uśmiechnięty, z każdym zamienia słowo. Przed nami Andrzej Dudek-Dürer. Dwugodzinny pokaz kończy się pytaniami i długą dyskusją. Jako że jest to artysta wszechstronny, nie ograniczający się jedynie do fotografii, z przyjemnością zamieniam kilka słów na temat dźwięków, które towarzyszyły pokazom. 

dsc_2796

Wieczór, to tradycyjnie pokazy autorskie. W tym roku miałem wyjątkowo bogaty materiał zdjęciowy i problem z wyborem, co pokazać. Postanowiłem w związku z tym zrobić dwie kompilacje: jedna z podróży nadbużańskich, których odbyłem w tym roku kilkanaście, zaś drugi to oczywiście góry 🙂 Cykle te ułożyłem w 4 pory roku, co w  jakiś sposób uporządkowało te pokazy. Nie odmówiłem też sobie przyjemności pokazania chyba najlepszego tegorocznego zestawu – zdjęć z Lubenki, gdzie wspólnie z Andrzejem fotografowałem widowisko „Wereja”.

 Kolejny dzień Warsztatów powitał nas poprawiającą się pogodą. Mirek odpalił swoją terenówkę i ruszyliśmy na coroczny szlak błotny, wiodący ponad Bugiem z Wygody do Derła. 

Ruszamy betonówką i przed łęgiem dębowym odbijamy na pole. Jest mokro, grząsko, ale Mirkowy bolid prowadzony fachowo przełazi przez największe doły i kałuże. Pojawiamy się na umocnionym faszyną zakręcie Bugu, który w tym miejscu próbował się przedrzeć na skróty i odkroić trochę ziemi dla sąsiadów z drugiej strony rzeki. 

dsc_2819-panorama

Nim skończę robić panoramę, pojawiają się pogranicznicy. Jest lodowato, opatuleni są w kilka warstw i wyglądają jak niedźwiedzie na swoim quadzie. Dobrze nas pilnują 🙂 Za chwilę okazuje się, że to pan pogranicznik i pani pogranicznik. Pani sugeruje, aby fotografować kolegę, bo jest przystojniejszy 🙂 Kolega przyzwalająco milczy i w ogóle jest mało rozmowny 🙂 Ale zdjęcie mam.

dsc_2831

Łęg dębowy dziś wygląda przeciętnie (był plan zajrzeć tu o świcie, ale było szaro, buro i ponuro i plan poległ), więc mijamy go dość szybko i zmierzamy w kierunku tzw. Pralni. Tu zawsze coś fajnego wychodzi. Tak jest i tym razem.

dsc_2866_7_8_tonemapped

Panorama z cypelka, pojawia się światło, odbicia i już mam kilka serii do dalszej obróbki w domu. 

dsc_2847-panorama

Ruszamy dalej. Znowu błoto, kałuże, doły i górki. Mirek czujnie lustruje teren, bo na tylnej kanapie słychać lekkie objawy paniki 😉 Docieramy szczęśliwie do Woroblina.

Kolejne fajne miejsce i tu szczęście się do nas uśmiecha. Wychodzi na chwilę słońce, co natychmiast zostaje wykorzystane. Kolejna porcja materiału ląduje na karcie 🙂

dsc_2888-panorama

Wpadamy jeszcze do czatowni Mirka, przejeżdżamy wieś i polnymi skrótami docieramy do Derła. Na końcu wsi robimy żelazny zestaw: lipy z krzyżem i wijącą się dróżkę widzianą z góry. Mirek mówi, że to nie jego teren i nie ryzykuje zjazdu w dół w celu dotarcia do rzeki. 

Kolejny cel na dziś to Pratulin. Polną drogą docieramy do Zaczopek i nareszcie widzimy asfalt. Dwa kilometry dalej jesteśmy w Pratulinie. Tym razem interesuje nas tylko rzeka, gdzie pojawiamy się za chwilę. Wody jest sporo, więc do łęgu raczej nie uda się dojść, ale mogę go sfotografować od strony wsi. Znowu efekty zaskakują mnie mile 🙂

dsc_2933_4_5_tonemapped

Teraz tylko powrót do Janowa. Mirek trzyma fason i w Werchlisiu zjeżdża z asfaltówki i sobie znanymi skrótami przez lasy, pola i kałuże dowozi nas na miejsce 🙂

Warunki wykorzystane maksymalnie, więc powstało całkiem sporo HDR. Jest na czym oko zawiesić 😉

Po kolacji prezentację ma kolejny z gości – Andrzej Rutyna. Autorski pokaz prezentuje różne typy fotografii, którymi zajmuje się twórca. Najwięcej emocji wzbudza niespodziewanie akt. Za sprawą Jacka. Wszystkie Jacki to fajne chłopaki 🙂 

Podsumowanie drugiego dnia – oczywiście zdjęcia zamiast tekstu 🙂

 

 

 

 

 

25-lecie Fotoklubu Podlaskiego – wystawa okolicznościowa

25-lecie Fotoklubu stało się okazją do wydania okolicznościowego albumu, w którym znalazły się też moje fotografie.

Pierwsza część wydawnictwa zawierała wybrane przez autorów fotografie z ich dorobku, w drugiej znalazły się obrazy naszego rodzinnego miasta – Białej Podlaskiej.

Zdjęcia pamiątkowe z serwisu http://www.bialapodlaska24.info

foto-1-php foto-php

Z przyjemnością prezentuję oba swoje zestawy.

f25-3 f25-2 f25-1 f25-4

Biała Podlaska.

25-1 25-2