X Jesienne Warsztaty Fotograficzne w Janowie Podlaskim

X Jesienne Warsztaty Fotograficzne w Janowie Podlaskim – to już dziesięć lat.

Tradycyjnie na początku listopada po raz kolejny spotkaliśmy się w Janowie na  warsztatach połączonych z integracją środowiska.

W piątkowe popołudnie Janów Podlaski przywitał nas padającym deszczem. I taka aura towarzyszyła nam w tym roku aż do niedzieli.

O godz. 17:30 gościliśmy w Starej Plebanii w Janowie Podlaskim. Odbył się tam wernisaż wystawy prac, które powstały na IX Warsztatach. Jak zwykle serdeczne przyjęcie, pyszne ciasto, występy młodzieży – tak w ogromnym skrócie wyglądała kolejna godzina.
Potem kolacja, a po niej prezentowali swoje zdjęcia uczestnicy Warsztatów.

8 listopada aura od rana nie sprzyjała pracy w plenerze. Po śniadaniu udało nam się zrobić fotografię grupową, a następnie zebraliśmy niewielką grupkę twardzieli i pojechaliśmy nad Bug. Jako że to granica Unii, szybko okazało się, że jesteśmy całkiem dobrze pilnowani, bo już kilka minut po naszym pojawieniu się byli przy nas pogranicznicy 🙂

Zdjęć za wiele nie zrobiłem… padało 🙂 Dorobiłem kilka panoram zakrętów do mojej kolekcji, ale będą do powtórki w bardziej sprzyjających warunkach 🙂

bug wygoda

bug pralnia

Po obiedzie swoją prezentację autorską przedstawił pierwszy gość – Paweł Żak.

Po kolacji przybył do nas kolejny gość – Marcin Jastrzębski.

Po prezentacjach gości pokazali swoje prace członkowie Fotoklubu.

Niedziela przywitała nas troszkę lepszą pogodą. Po śniadaniu swoją prezentację autorską przedstawił Witold Krassowski.

Po Warsztatach przejechałem się jeszcze do Nepli, w nadziei na zrobienie kilku zdjęć – ale aura nie odpuszczała 🙁

Trochę burej jesieni…
neple_HDR2

 

Plener Fotograficzny Malowa Góra 2014

Doroczny plener Fotoklubu Podlaskiego  zaplanowaliśmy w kolejnej z gmin bialskiego powiatu – Zalesiu. Poszukiwania odpowiedniej kwatery zakończyły się wyjątkowym sukcesem – agroturystyka „Malówka” w Malowej Górze okazała się strzałem w dziesiątkę. Sympatyczny gospodarz, wyśmienite domowe jedzenie, ale przede wszystkim okolica i krajobrazy trafiły idealnie w mój gust. Do tego fantastyczna, słoneczna pogoda, której skutkiem są spalone czoło i ramiona 🙂 Sztuka wymaga poświęceń 😉 Przyjechaliśmy około 17 w piątkowe popołudnie, a wieczór spędziliśmy na integracyjnym spotkaniu nad rzeką. Gospodarstwo ma do tego celu specjalna miejscówkę – altanka, ławeczki i fachowy grill, obok jest przystań dla kajaków, bo jedną z form działalności gospodarstwa są spływy kajakami po Krznie i Bugu. Niezmiennie powodzeniem cieszyły się ogórki małosolne i smalec domowy przygotowane tradycyjnie przez – Małgosię szefową Fotoklubu.

Każdy znalazł tu coś dla siebie: były modelki, które chętnie pozowały i do tego mruczały, modelki nieletnie prychały i szczerzyły ząbki i za karę zostały nazwane gremlinsami 🙂 Żeby nie było wątpliwości, to mam na myśli koty 🙂 Kury znosiły zielone jajka a pies Gacek zazdrośnie pchał się w obiektyw. Wokół prowokacyjnie latały różne ptaszyska, co wywoływało zbiorowy odruch sięgania po teleobiektywy 🙂

Kiedy w końcu komary wygoniły nas znad rzeki, rozłożyliśmy rzutnik i zaprezentowaliśmy trochę swoich zdjęć w postaci diaporam wyświetlanych na ekran zrobiony z prześcieradła 🙂

Coś z klimatu Laibach 🙂

t063

Ranek nie zapowiadał się najlepiej, kilka rzutów oka o 5 rano wystarczyło, bym zrezygnował z porannej sesji – spałem błogo do 7. Na łowy poszedł tylko Andrzej, który poszukiwał od świtu śniętych pająków w porannej rosie 🙂

Do śniadania pogoda się klarowała,a potem to już… patelnia. Ekipy się rozjechały w teren a my ruszyliśmy w kilka osób na poszukiwania miejscowego „celebryty”, którym okazał się przemiły i pełen życia i pogody ducha pan Leon Szabluk. Mimo, że ma 80 lat, można mu pozazdrościć energii. Z uśmiechem przyjął naszą wycieczkę, pokazał swoje prywatne muzeum, gdzie trzyma swoje prace, oprowadził po warsztacie, o wszystkim opowiedział i cierpliwe znosił nasze fotograficzne zapędy 🙂 I tak nie wiadomo kiedy zleciała godzina.

Teraz moje i pozostałych drogi się rozeszły – postanowiłem odszukać wypatrzone internecie w ramach przygotowań do pleneru meandry Krzny wbijającej się w las. Pozostali wrócili do wsi, a ja w przeciwna stronę, nabijając licznik kilometrów 🙂 Już poprzedniego dnia miałem wrażenie, że w rzece jest bardzo wysoki stan wody, ale teraz tylko się to potwierdziło. Po przejściu około 100 metrów wybrana przeze mnie droga nagle skończyła się … pod wodą. Wycofuję się i ruszam drugą drogą przez las. Wkrótce trafiam tabliczkę że wjazd zabroniony, bo teren prywatny, no ale ja idę nie jadę… Pół kilometra dalej napotykam siedlisko, gdzie trwa budowa domu. Gospodarz na szczęście okazuje się pomocny i doradza, jak skrócić drogę przez las i trafić na szukaną skarpę.

Jeszcze ze 2 kilometry marszu i wychodzę na mała polankę. Tu Krzna wykonuje kilka zwrotów o 180 stopni, wbijając się nurtem w las, efektem czego powinna być piaszczysta skarpa, opadająca do wody. Powinna być… ale wody jest 1.5 metra więcej niż powinno, więc woda sięga około pół metra poniżej polanki. Jak na Krznę, wygląda to nawet dość groźnie, bo na ogół jest to płytka, spokojna rzeczka. A dalej już tylko łąka, a na niej woda… W gorącym słońcu wygląda to wszystko niesamowicie: błękit nieba, intensywna wiosenna zieleń trawy, woda, w której to wszystko się odbija i jeszcze płynące po niebie obłoki.

DSC_7475 Panorama DSC_7480 Panorama DSC_7523 Panorama DSC_7528 Panorama

W wodzie widać wyraźną ścieżkę prowadzącą wzdłuż rzeki, na kolejne wyższe brzegi. No cóż, buty na plecy i robimy za bociana. Tak udaje mi się przejść kilka kolejnych zakrętów Krzny. W końcu jednak trafiam na rozległe rozlewisko, poprzecinane kanalikami leżącej trawy, położonej przez szybki prąd płynącej w nich wody. Obszar jest bardzo rozległy, ale kończy się brodzenie, bo wody jest tam sporo i nie uśmiecha mi się podtopienie sprzętu 🙂 Wracam więc na wyższy brzeg, aby chwile popatrzeć na płynące leniwie obłoki i ciemną, szybko płynącą wodę w rzece.

A słońce robi swoje…tylko jeszcze o tym nie wiem 😉

Tu robię to co lubię: panoramy, pejzaże, HDR – i tak szybko zlatuje godzina. Przypominam sobie o obiedzie, więc zarządzam odwrót i godzinę później jestem znowu w „bazie” 🙂

Biegniemy nad rzekę, bo mieli pojawić się kajakarze… niestety do obiady zostaje 5 minut a ich nie ma, więc decydujemy, że teraz oni będą czekać na nas 😉

Po obiedzie najpierw wracamy nad rzekę, aby obfotografować kajakarzy, którzy wreszcie dojechali swoimi rowerami. Chwilę trwa wodowanie, krótka sesja i tyle ich widziano 🙂

Mirek zarządza wyjazd w poszukiwaniu tajemniczego „wzgórza z ruinami”, które widział po drodze dzień wcześniej. Wyjeżdżamy więc poza Malową Górę, jadąc większymi i mniejszymi drogami, aż w końcu znajduje owo wzgórze, gdzie ruiny okazują się nieczynną żwirownią 🙂 Mimo wszystko warto było zajrzeć, bo widok stąd jest ładny, widać jakieś klasyczne pejzaże znane z pulpitów Windows 😉 Wracając, nie odmawiamy sobie przyjemności sfotografowania suszących się gatek 🙂 Potem wyruszamy na poszukiwania sklepu w celu nabycia stosownego zapasu płynów skutecznie chłodzących – czyli piwa 🙂 Jeszcze po drodze trafia nam się piękny obrośnięty dzikim bzem domek, chwilę tez podziwiamy Krznę z mostu w Nowosiółkach. Wracamy na kwaterę, a tu gospodarz proponuje, że zawiezie nas na kilka okolicznych punktów widokowych. Oczywiście nie odmawiamy, pakujemy się w komplecie do busa i za chwilę jesteśmy na sporym wzgórzu za wsią. Widok rzeczywiście efektowny, mam nawet jakieś skojarzenia z Bieszczadami 🙂

Drugi przejazd kończy się na wzgórzu, które już znamy, bo byliśmy tam całkiem niedawno. To „wzgórze z ruinami” 🙂 Tym razem jednak wyjeżdżamy na sam szczyt, skąd szeroko podziwiamy Malową Górę. Potem jeszcze podjeżdżamy nad staw, gdzie w wodzie ładnie odbija się panorama Malowej Góry, a na uschniętym drzewie siedzi czapla, która z miejsca staje się obiektem westchnień posiadaczy zoomów 🙂

Światło się kończy więc pora wracać. Znowu rozstawiamy sprzęt do pokazów i oglądamy wspólnie nasze dokonania, przy autentycznej 30 letniej Russkiej, którą serwuje gospodarz 🙂

Nocka jest krótka, bo dziwnie szybko się wysypiam i o 4 rano zaliczam pierwsze przebudzenie. Były ładne mgiełki, ale jakoś nie zmobilizowałem się do powstania. Tylko tradycyjnie Andrzej od rana gania pająki i inne ptaszyska. Ja za to przed śniadaniem buszuję w makach i chabrach na łące 🙂

Po śniadanku wrzucamy spakowane już bagaże i kończymy plener. Jak zwykle było sympatycznie, trafiliśmy świetną kwaterę z jeszcze lepszym gospodarzem, dopisała pogoda, humory dopisały, czego efektem była kolejna sesja Tres Amigos 🙂

t089

HDR:

Sobotnia trasa:

malowa

Jesienne Warsztaty Fotograficzne – Janów Podlaski

W dniach 8 – 10 listopada 2013 r. odbyły się IX Jesienne Warsztaty Fotograficzne. Jak co roku, „baza” warsztatów mieściła się w Janowie Podlaskim. Dom Gościnny „Wygoda” zapewnił noclegi, wyżywienie oraz salę do prezentacji.

Gośćmi Warsztatów byli: Chris NiedenthalLorne Liesenfeld oraz Maciej Pawelec.

W Janowie pojawiliśmy się około 16, aby zrealizować pierwszy punkt programu czyli wernisaż wystawy powarsztatowej z roku 2012. Wystawa miała miejsce tradycyjnie w Starej Plebanii w Janowie Podlaskim, gdzie niestrudzona Marzena organizuje nam kolejne miłe przyjęcia wraz z całym naszym dorobkiem 🙂 Wystawę uświetniły jak zwykle występy artystyczne – tym razem była to ogromna niespodzianka w postaci tajemniczego projektu zwanego Akustyczny Makaron, który zrobił na wszystkich ogromne wrażenie.

W piątkowy wieczór Warsztaty rozpoczął swoim pokazem Maciej Pawelec, którego zainteresowania bliskie są moim – fotografuje on zanikający nadwiślański świat wsi, ludzi, tradycji. Po prezentacjach Macieja nastąpił tradycyjny wieczór integracyjny.

Sobota to dzień przeznaczony na fotografowanie. Wczesnym rankiem zrobiłem mały spacer po stadninie, bo świt nie zapowiadał się na tyle efektywnie, by wybrać się na nadbużańskie łęgi.

Po śniadaniu 40 osób ruszyło w świat szukać czegoś, co przykuje uwagę i pozwoli się uwiecznić. Z przyjemnością wsiadłem do Mirkowego bolida, któremu niestraszne nadbużańskie wertepy, rozlewiska i zryte ostatnio przez dziki łąki. Klucząc polnymi dróżkami przebiliśmy się do wsi Ostrów, a następnie omijając Woroblin dotarliśmy do Derła i Zaczopek. Czego tam szukaliśmy? Wszystkiego – garnków na płotach, starych pustych siedlisk, trafił się wygrzewający się kot, tańczący pies i kilku sympatycznych gospodarzy, z którymi zamieniliśmy parę słów. To taki świat na uboczu, gdzie czas się zatrzymał a wszystko powoli zamienia się w zmurszałe ze starości stosy desek. Warto go uwieczniać.

Po obiedzie dotarł do nas nasz główny gość – Chris Niedenthal, człowiek-legenda – polski fotograf, jeden z najbardziej cenionych fotoreporterów europejskich, członek rzeczywisty ZPAF, który współpracował m.in. z takimi magazynami jak „Newsweek”, „Time”, „Der Spiegel”. Dwugodzinna prezentacja minęła momentalnie. Chris jest człowiekiem niezwykle sympatycznym, cierpliwie znosił fotoreporterskie zapędy słuchaczy, którzy robili mu dziesiątki zdjęć 🙂

Po kolacji nastąpił blok prezentacji autorskich – zarówno w postaci odbitek jak i prezentacje elektroniczne. W tym roku pokazałem bieszczadzkie pejzaże, zrobione 3 tygodnie temu.

W niedzielę wykład wygłosił drugi z naszych gości, Lorne Liesenfeld, wykładowca w Warszawskiej Szkole Fotografii. W dwugodzinnej prezentacji opowiedział m.in. o swojej drodze zawodowej, filozofii swego fotografowania, projektach zrealizowanych samodzielnie i wspólnie z innymi znanymi fotografami. Całość ilustrował związanymi z tematyką wykładu prezentacjami zestawów własnych fotografii.

3 dni minęły błyskawicznie i po obiedzie nastąpił smutny moment pożegnań. Już chcemy na kolejne Warsztaty, a póki co spotkamy się w styczniu na wystawie powarsztatowej 🙂

VIII Międzynarodowe Jesienne Warsztaty Fotograficzne w Janowie Podlaskim

Kolejne spotkanie z Janowem i kolejne poszukiwania pomysłów na fotografie. W niezmienionej trzydniowej formule spotkaliśmy się ponownie w Stadninie Koni w Janowie Podlaskim, by wysłuchać ciekawych wykładów, zaprezentować swoje prace, podyskutować, a przede wszystkim fotografować. Warsztaty miały miejsce w dniach 9-11 listopada.

Piątkowe popołudnie rozpoczęło się od prezentacji Piotra Maciuka, uznanego lubelskiego fotografa, który przybliżył nam temat fotografii w podczerwieni. Piotr na co dzień pracuje w Muzeum Zamku Lubelskiego w Lublinie przy dokumentacji dzieł sztuki. Hobbystycznie, amatorsko od wielu lat jeździ i fotografuje Lubelszczyznę, ostatnio fotografuje lubelskie powiśle. Po części oficjanej zgodnie z tradycją nastąpił wieczór integracyjny a dyskusje trwały do rana – dosłownie, bo ostatni zeszli z placu boju o 4 rano.

dsc_0877  Sobotni dzień poświęcony został głównie na fotografowanie Janowa Podlaskiego. Naszym celem była przede wszystkim Kolegiata Świętej Trójcy – barokowy kościół kolegiacki. Wzniesiony został wraz z dzwonnicą w latach 1714-1735 i był kościołem katedralnym w latach 1818-1867 i 1918-1924. W kościele tym znajduje się sarkofag i pomnik biskupa, poety i historyka Adama Naruszewicza (1733-1796), który w Janowie Podlaskim spędził ostatnie lata swego życia. Dzięki wrodzonemu urokowi Jacka Zaima kościelny udostępnił nam m.in. kryptę kościelną, gdzie pochowani są janowscy biskupi  a wśród nich wyżej wymieniony Adam Naruszewicz. Po krótkich negocjacjch wręczył nam także klucz od dzwonnicy i po spróchniałych schodach dostaliśmy się na samą górę 🙂

dsc_0844  Z janowskich ciekawostek – znajduje się tu zabytkowa stacja paliw, jedna z najstarszych w Polsce z ręcznymi dystrybutorami firmy Temper Extakt z 1928 roku, która została odrestaurowana i można ją podziwiać obok odnowionej części współczesnej stacji.

Na podstawie, w której znajduje się dźwignia ręcznej pompy, umocowane są dwa szklane 5-litrowe zbiorniki w formie walców. Pracownik stacji napełniał benzyną jeden ze zbiorników, po czym przekręcał zawór i benzyna spływała wężem do baku samochodu. W tym czasie napełniał drugi zbiornik, i tak na zmianę. Ów zabytkowy dystrybutor był w użyciu co najmniej do końca lat 70. XX w. Gdy przed stacją zatrzymywały się autokary wypełnione turystami, a kierowca rzucał „Do pełna, proszę”, turyści mieli trzy kwadranse przerwy na podziwianie zabudowy rynku. Dzisiaj dystrybutor nie jest już używany, ale pracownicy dbają o niego, doceniając wartość tego niezwykłego zabytku techniki. (źródło: www.miplo.pl)

dsc_0984  Mając jeszcze dwie godziny w zapasie, z Janowa wyruszyliśmy ponad Bug w okolice wsi Łęgi – takiej prawie na końcu świata, pośród rozlewisk, łąk i pól, gdzie wiedzie jedna nieremontowana od lat droga. Tuż przed Łęgami przywitał nas tutejszy król – dostojny i wielki łoś przyglądał się ciekawie, kto przyszedł w gości, po czym powoli schował się w lesie. Do samej wsi nie weszliśmy, udaliśmy sie natomiast nasypem starego traktu z Janowa do Brześcia, mijając po drodze starorzecza i dochodząc do miejsca, gdzie kiedyś był stary most na Bugu. Droga ta, zwana „carską”, to fragment historycznego traktu łączącego Mazowsze z Litwą a biegła nią najkrótsza trasa z Warszawy do Brześcia. Po wybudowaniu w 1823 roku nowej bitej drogi do Brześcia przez Białą Podlaską i Terespol, stara droga straciła znaczenie i była wykorzystywana tylko do komunikacji lokalnej. W czasie wojny most został zniszczony, a po wytyczeniu po wojnie granicy na Bugu już go nie odbudowano. Pozostał tylko nasyp traktu, który we władanie szybko objęła przyroda. Nasyp ciągnie się na odcinku około 2 km, jest w kilku miejscach przerwany starorzeczami i z wysokości kilku metrów pozwala na podziwanie charakterystycznego nadbużańskiego krajobrazu: podmokłych łąk, starorzeczy, lasów łęgowych, zarośli i drzew typowych dla tego rejonu: wierzb, topoli i dębów. Wzdłuż nasypu prowadzą znaki ścieżki przyrodniczej „Bużny Most”, wytyczonej przez Zarząd Parku Krajobrazowego „Podlaski Przełom Bugu”.

dsc_0973  W starorzeczach mogliśmy obserwować pale wystające z wody – zwykle są pod wodą, tym razem jednak suche lato i jesień odsłoniły skryte tajemnice tego miejsca. Ich historia wiąże się ze specjalnością Terespola – kiszonymi ogórkami. Gęsto wbite w dno pale, przetykane poziomymi żerdziami służyły do przytrzymywania beczek pod wodą. Sposób ten zresztą jest wykorzystywany do dziś. Zdarzało się, że wylewający Bug porywał beczki 🙂

A wszystko to w ciszy, spokoju, w otoczeniu i dzikiej przyrody nietkniętej ludzką ręką – takie klimaty najbardziej lubię uwieczniać 🙂

dsc_1132  Po południu wykład i prezentację własnej twórczej drogi poprowadził Tadeusz Rolke – legenda i mistrz fotografii, człowiek z przebogatą biografią i dokonaniami. Moje wrażenia – człowiek bardzo skromny, ciepły, z miejsca budzi sympatię 🙂 Po wykładzie tradycyjnie odwiedziliśmy Starą Plebanię, by otworzyć wystawę powarsztatową sprzed roku. Niestrudzoną organizatorką tych imprez jest Marzenka – szefowa janowskiego Stowarzyszenia Kulturalno-Turystycznego.

Do północy trwały pokazy uczestników warsztatów – zarówno w postaci zdjęć jak i prezentacji elektronicznych (diaporam). Zaprezentowałem zebranym swój cykl z jesiennymi Bieszczadami, który mam nadzieje spodobał się chociaż trochę i jego wersję elektroniczną wzbogaconą o bieszczadzkie panoramy. Drugi pokaz zawierał letnie zdjęcia z pewneej zamglonej wycieczki w Tatry 🙂

dsc_1160 Niedzielny poranek postanowiliśmy przywitać na ścieżce przyrodniczej wiodącej wokół stadniny w miejscu określanym jako łęg dębowy. Na miejscu stawiliśmy się przed wschodem słońca, niestety nie było tego, na co najbardziej liczyliśmy – porannych mgiełek nad rozlewiskami, nawet słońce siedziało długo ukryte w jakichś chmurach nad horyzontem. Wychyliło się na kilka chwil, bo oświetlić na czerwono okolicę, co skrzętnie zostało wykorzystane 🙂 Ze spotkanych miejscowych modelek wymienię stadko łabędzi i nie mniejszą ekipę sarenek kicających niedaleko. Jak było – widać na poniższych zdjęciach 🙂

I na koniec – być w Janowie Podlaskim i nie sfotografować koni? 😉