Bug Trophy – odsłona wrześniowa

Chyba trzeba pomału kończyć sezon rowerowy. Próbowałem to zrobić tydzień wcześniej, ale zbyt dużo zajęć spowodowało, że odłożyłem wyprawę. Pogoda na szczęście okazała się przychylna i zaczekała kolejne siedem dni.
Szybka pobudka o siódmej, rower do bagażnika i za pół godziny jestem w Kodniu. Plan dość ambitny, bo chcę przejechać odcinek Okczyn – Szostaki, który domknie lukę w nieobejrzanych odcinkach Bugu.

Kilka minut po ósmej ruszam nadbużanką do Okczyna. Jest chłodno, albo jak kto woli – rześko 🙂 Kilka kilometrów asfaltem mija błyskawicznie i już skręcam do wsi. Mijam kilka domów i znajduję zjazd nad Bug.

Zmierzam ponownie w stronę Kodnia, ale tym razem znowu po ścieżkach idących nad samą rzeką. Na tym odcinku są one dość dobrze przetarte przez pograniczników, ale też mocno piaszczyste i wiele fragmentów trzeba będzie ciągnąć rower, bo grzęźnie tak, że nawet najmocniejsza przerzutka nie daje rady (a raczej rowerzysta) 🙂

dsc_1986koden-panorama

Dojeżdżam do pierwszych zabudowań i tu skręcam w dół, na ogromny łęg. Główna ścieżka idzie prosto, no ale przecież plan zakłada jazdę po linii Bugu. Droga na szczęście nie jest najgorsza, tylko mocno wyboista. I mogę podziwiać wysokie skarpy po białoruskiej stronie. Chwilami osiągają one kilkanaście metrów, podczas gdy ja jadę metr nad lustrem wody.

DSC_1975koden

Której zresztą jest w tym roku znowu bardzo mało i podejrzewam, że przy wyższych stanach tak łatwo by mi nie poszło. Co więcej widać co chwila ogromne płycizny, które ciągną się na całej szerokości rzeki i kończą nagłym uskokiem. Za tydzień może ich nie być, albo utworzy się wyspa. Dzika rzeka.

DSC_1981koden

Na jednym z zakrętów natykam się na miejscówkę wędkarzy. Samotny stołek i kilka podpórek 🙂

DSC_1996koden

Po zrobieniu ogromnego łuku docieram znowu do Kodnia.

DSC_2003koden

Tu muszę na chwilę wjechać na asffalt, bo drogę przegradza mi park z pałacem. Pałacyk zwany Placencją został wybudowany w latach 70. z XVIII w. przez Sapiehów jako letnia rezydencja rodu. Jest to klasycystyczny piętrowy budynek z położonym na osi wysokim, dwukondygnacyjnym portykiem wspartym na czterech smukłych kolumnach. W naczółku widoczny jest kartusz herbowy dawnych właścicieli. Obecnie w zabytku mieści się Dom Opieki im. Brata Alberta.

Kolejny raz też napotykam znaki czerwonego szlaku nadbużańskiego. Spotkałem się wiele razy z opisem problemów z szukaniem tego szlaku i ktoś chyba sobie wziął te narzekania do serca, bo oznakowanie jest teraz wyraźnie odnowione i bardzo dokładne – czasem widać jednocześnie nawet 2-3 znaki 🙂

zrzut-ekranu-2016-09-18-o-12-43-20

Mijam klasztor w Kodniu i ruszam na łąkę. Przecinam przy okazji ogrody klasztorne i znowu trafiam na wąską ścieżkę ponad rzeką. Zza drzew widzę wieże kodeńskiej bazyliki, na polu wokół znaku granicznego traktor pracowicie obrabia pole.

DSC_2013koden

Ponownie docieram do miejsca, gdzie z głównej drogi muszę zjechać na tzw. łęg kodeński. Oznacza to piaski, nierówności, korzenie, ale też dalej trzymam się rzeki. No i widoki wynagradzają niedogodności w jeździe 🙂

DSC_2015koden

Robi się ciepło 🙂 Droga wiedzie czasem lasem, czasem pojawia się pole. Na drogę wychodzi sarna. A niedługo potem widzę hotel klasy turystycznej 🙂

DSC_2029koden

Chwilę później w krzakach czają się dwaj pogranicznicy. Nie zaczepiają – w końcu jestem na znakowanym szlaku turystycznym 🙂

Zbliżam się do miejsca, które wypatrzyłem na zdjęciach satelitarnych i które wyglądało na najciekawsze na dzisiejszej trasie. Nie rozczarowałem się. Ogromne piaszczyste zbocze stromo wpada prosto do Bugu. Piasek jest biały i w słońcu aż razi w oczy. Do
tego na górze rozległa plaża. Miejsce jest piękne.

dsc_2045koden-panorama

Pozwalam sobie na chwilę relaksu. I oczywiście czas na zdjęcia.

DSC_2040koden

Z mapy wynika, że do końca dzisiejszej trasy zostało już niewiele.Znowu leśna ścieżka, czasem kolejne łęgi, piasek i tak dojeżdżam do pola kukurydzy. Droga robi się jakaś nieoczywista, ale jadę na do przodu przez dzikie łąki w nadziei, że gdzieś znowu się pojawi. Nie zawiodłem się. Pół kilometra dalej znowu pojawia się ścieżka i rzeka.

DSC_2065koden

Tu Bug zbliża się do głównej drogi, którą mam zamiar wracać. Słyszę już przejeżdżające samochody, jeszcze kilkaset metrów i jestem na asfalcie.

Został tylko powrót do Kodnia. Kilometry lecą szybko i jestem w punkcie startu. Wyszło 38 kilometrów, czas 5 godzin.

zrzut-ekranu-2016-09-18-o-12-45-41

Grudniowe słońce

Jedne z najkrótszych dni w roku… połowa grudnia. Śniegu jednak nie widać, słońce ledwo się pokaże, zaraz znika. W piątek wyruszam w długo odkładaną służbową podróż w teren, a że światełko piękne, wrzucam na przednie siedzenie aparat, niech będzie pod ręką 🙂

Jadę przez jakieś odludzia, zagubione podlaskie wioski i docieram do Hanny. To rejony Bugu, których nie miałem okazji bliżej zwiedzić, więc po zakończeniu pracy pozostaje przyjemniejsza część – powrót przez nadbużańskie pola i łąki.

Zaraz za Hanną stoi wieża – to część infrastruktury towarzyszącej projektowi Green Velo – ścieżki rowerowej biegnącej wzdłuż granicy. Piękna wyasfaltowana droga dla rowerów robi wrażenie. Włażę oczywiście na wieżę, mimo zimnego wiatru 🙂 Panorama nie oszałamia, więc będę musiał się zastanowić, „co autorzy mieli na myśli”, stawiając ją tutaj 😉

Green Velo to olbrzymi projekt unijny (274 mln zł) budowy ścieżek rowerowych, którymi można przejechać od Olsztyna do Końskich na Podkarpaciu. Tylko w województwie lubelskim trasa liczy ponad 401 km długości, a ich wybudowanie kosztowało 55 mln złotych. Udało się zrealizować największy taki projekt w Europie, a województwo lubelskie było pierwszym, które zakończyło prace. Ścieżki na Lubelszczyźnie nie wszędzie wyglądają tak samo. 44 km z nich jest asfaltowych, reszta to kostka brukowa lub kruszywo, a 18 procent trasy stanowią drogi gruntowe. Jest tak w miejscach, gdzie trasa wiedzie między lasami czy polami. Green Velo na Lubelszczyźnie wiedzie przez dolinę Bugu, Wieprza i Roztocze. I nie jest to przypadek, bo twórcy trasy chcieli pokazać rowerzystom najbardziej urokliwe zakątki wschodniej Polski. Na Lubelszczyźnie trasa zaczyna się na granicy z Podlasiem w Janowie Podlaskim, jest poprowadzona przez Włodawę i Chełm, żeby dotrzeć do Zwierzyńca i dalej na Podkarpacie. Na szlaku rowerowym znajdują się perełki lubelskiej architektury, roztoczańskie Stawy Echo, Szczebrzeszyński Park Krajobrazowy z wąwozami lessowymi czy liczne sanktuaria – w Kostomłotach, Kodniu czy Jabłecznej [źródło: Kurier Lubelski].

Mapa trasy

Za chwilę docieram do leżącej nad samym Bugiem wsi Kuzawka. Obowiązkowy przejazd przez samą wieś, cichą i senną, ale troszkę już ucywilizowaną. Przy remizie wypatruję dzwon alarmowy zrobiony z szyny kolejowej 🙂

Zaraz za wsią Bug podchodzi pod samą drogę, korzystam więc z okazji, by zrobić kilka zdjęć.

DSC_4962_3_4_tonemapped
DSC_4965_6_7_tonemapped

Mijam Sławatycze i kieruję się na Kodeń. Zaraz za Sławatyczami korzystam z pierwszej okazji by odbić „na wioski”. Absolutna błogość 🙂 W ciepłym, popołudniowym słońcu wszystko jest pogrążone w brązach. Mijam kolejne jeziora, pojedyncze domy, wąska droga kręci się pomiędzy rozlewiskami, rzędami wierzb, za chwilę natykam się na boczną drogę do Mościsk – słynących z zalewania przez wiosenne roztopy i docieram do Nowosiółek. Stare spróchniałe płoty, rzędy wierzb – jaka tu cisza i spokój. Do cywilizacji zdecydowanie tu daleko 🙂

Ruszam dalej i tak docieram do Jabłecznej. Jestem tu pierwszy raz, ale znam miejsce ze zdjęć mego przyjaciela Tadeusza Żaczka, który jest bardzo zżyty z tym miejscem i jak nikt inny potrafi ująć w swojej fotografii duchowość prawosławia.

Historia miejsca jest dokładnie opisana na stronie www monastyru.

To już ostatni punkt mojej wycieczki – dojeżdżam do Kodnia i stąd najkrótszą drogą wracam do Białej.

Leśne wędrówki

Miał być jesienny wypad na grzyby.. ale jak to u mnie bywa – wyszło więcej zdjęć jak grzybów.

Rano podziwiam sympatyczne trawki, potem zapuściłem się w leśne wąwozy wokół Serpelic. Przynajmniej widać, że Podlaski Przełom Bugu to nie jakiś strumyk na łące, a prawdziwy przełom 🙂 Chociaż zdjęcia tego nie oddają, to skarpy często osiągają paręnaście metrów.

Zrobiłem zrzut okolicy z mapy laserowej – widać na nim świetnie całą okolicę.

1 2

W drodze powrotnej zahaczam jeszcze o najsłynniejszą podlaską widokówkę, czyli skarpę w Gnojnie. Wody w Bugu nadal nie ma (wrzesień), za to chmurki bardzo fotogeniczne. Tyle że nic z nich nie pada…

Zakręt widziany „z dołu”.

DSC_1883 Panorama DSC_1894_5_6_tonemapped
DSC_1900_1_2_tonemapped

Listopadowy zachód słońca

W tym roku pojechałem 1 listopada do Leśnej nieco wcześniej niż zwykle. Słońce nie zdążyło jeszcze zajść i zapowiadało ciekawe widowisko. Nie zawiodłem się. Wyjazd, mimo iż przede wszystkim celem zapalenia zniczy, nie mógł się odbyć bez aparatu.

Jadę kilka kilometrów i już jest zalew. No takie światło, że grzech odpuścić. Zatrzymuję się na pół godziny i spaceruję nad brzegiem wody, pomiędzy trzcinami, szukając ciekawych ujęć na odbijające się w wodzie słońce. Wszystkie są ciekawe 🙂 Od razu mam tytuł roboczy dla tej serii – żar tropików 🙂

Docieram wreszcie do Leśnej. Słońce zaszło, mam wrażenie, że najciekawsze widowisko już za mną. Obchód grobów, zapalam znicze i wychodzę z cmentarza. I widzę panoramę, od której szczęka opada mi do ziemi.

DSC_4141 Panorama

Od razu mam pomysł aby ruszyć w okolice leśniańskiego kościoła nad stawy. Kilka minut później rozkładam statyw i do dzieła. Zaczyna się widowisko, które trwa ze 20 minut.

Oj pięknie było….

DSC_4161

DSC_4169DSC_4167

Jesienne cmentarze

Dwa dni – a jakże inne warunki do fotografowania. I czas na zadumę przy okazji…

Przedświąteczne sprzątanie grobów to okazja do objazdu kilku cmentarzy – w Wisznicach dominowały modrzewie na tle błękitnego nieba, bialski cmentarz to biało-czerwone flagi, a Leśna…  niezwykłe niebo po zachodzie słońca, co w efekcie stworzyło kompozycję kolorystyczną, od której bolała głowa 😉

A po lekkim podciągnięciu rozpiętości tonalnej… abstrakcja 🙂

DSC_4108_09_10_tonemapped DSC_4111_2_3_tonemapped DSC_4114_5_6_tonemapped