Po raz kolejny pojawiamy się w Świętokrzyskim. Niezawodny Jarek znowu wyszukał nam zestaw atrakcyjnych i wartych zobaczenia miejsc, Radek zapewnił serwis kwaterunkowo – żywieniowy i ruszamy w drogę. Wyjazd około 5 rano zapewnia bezproblemowy dojazd o 9 na miejsce pierwszej zbiórki w Szydłowcu i spotkania z umówioną panią przewodnik.

Na pierwszy ogień idzie szydłowiecki kościół, na którego tyłach znajdujemy parking.

DSC_2247 Szydłowiecki kościół parafialny pod wezwaniem św. Zygmunta został erygowany w 1401 roku przez braci Jakuba i Sławosza Odrowążów, którzy od nazwy posiadłości przyjęli później nazwisko Szydłowieckich. Pierwotnie kościół był drewniany, ale w 1493 roku Jakub Szydłowiecki (burgrabia krakowski i podskarbi wielki koronny) rozpoczął budowę murowanej świątyni. Dzieło zakończył jego brat Mikołaj Szydłowiecki (kasztelan radomski i podskarbi wielki koronny) około 1525 roku.

Budynek wzniesiono z miejscowego piaskowca, a cały kościół obiegają profilowane gzymsy. Świątynia składa się z prezbiterium i prostokątnej nawy. Nawa nie jest sklepiona, posiada strop (obecny pochodzi z pierwszej połowy XVIII wieku, pierwotny znajdował się niżej). Do prezbiterium przylegają od północy gotycka zakrystia i skarbczyk. Od strony południowej do nawy głównej przylega kaplica Najświętszej Marii Panny, wybudowana pierwotnie jako nekropolia Szydłowieckich, a od północy – kaplica św. Stanisława i kruchta. W czasach Radziwiłłów od strony zachodniej, na osi kościoła, dobudowano do głównej nawy nową kruchtę. Wieżyczka z sygnaturką pochodzi z połowy XVII wieku.

W wystroju wnętrza dominuje styl renesansowy. W narożu nawy głównej, tuż obok wejścia do kaplicy Najświętszej Marii Panny, znajduje się późnogotycka chrzcielnica z miejscowego piaskowca, ufundowana przez Mikołaja Szydłowieckiego. W prezbiterium na północnej ścianie umieszczony jest przepiękny późnogotycki poliptyk, przedstawiający Wniebowzięcie Najświętszej Marii Panny i sceny ewangeliczne, wykonany w 1509 roku w warsztatach krakowskich. Na poliptyku wyobrażeni zostali także członkowie rodziny Szydłowieckich, którzy byli jego fundatorami.

Prezbiterium sklepione jest gwiaździście. Wykonano je według projektu rozrysowanego na północnej ścianie nawy głównej. Doskonale zachowany naścienny ryt sklepienia jest rzadkością w tej części Europy. W ścianie prezbiterium znajduje się płyta nagrobna Mikołaja Szydłowieckiego z czerwonego marmuru, wykonana w warsztacie Bartolomeo Berecciego – budowniczego kaplicy Zygmuntowskiej na Wawelu. Autorem częściowo zachowanych polichromii w nawie głównej, a także na pierwotnym stropie nawy jest prawdopodobnie sprowadzony z Mogiły przez Mikołaja Szydłowieckiego Stanisław Samostrzelnik.

W nawie głównej, obok północnego wejścia znajduje się klasycystyczny nagrobek Marii z Gawdzickich Radziwiłłowej. Postać kobieca wsparta na urnie wzorowana jest na rzymskiej kopii greckiej rzeźby Śpiąca Ariadna (obecnie w Muzeum Kapitolińskim w Rzymie).

Swoistą dekorację zewnętrznych ścian kościoła (od strony południowej), a zarazem oryginalną atrakcję dla zwiedzających stanowią inskrypcje (graffiti) wyryte w blokach piaskowca. Zawierają imiona, nazwiska i daty wskazujące, iż powstały na przełomie XVI i XVII w. Zapewne stanowiły formę upamiętnienia spoczywających na przykościelnym cmentarzu mieszkańców miasta (źródło: Polska Niezwykła).

DSC_2314 Po zwiedzeniu kościoła udajemy się na kirkut, który swoją wielkością bardzo nas zaskakuje. Jest ogromny, jest na nim podobno 3000 kamiennych tablic, rozrzuconych na wielkim obszarze. Jednocześnie, jak wiele innych, sprawia wrażenie zaniedbanego i dzikiego, wszędzie rośnie zielsko, tablice chylą się, opierają jedna o drugą.

Szydłowiecki cmentarz żydowski to szczególne miejsce. Jest pamiątką dziejów tysięcy mieszkańców miasta, którzy od XVIII wieku do II wojny światowej stanowili znaczącą, a w pewnych okresach nawet dominującą liczebnie część jego społeczności. Żydzi szydłowieccy, oprócz działalności gospodarczej, istotnej dla rozwoju miasta, prowadzili aktywne życie religijne, kulturalne, a nawet polityczne. W mieście funkcjonowały: synagoga, cheder (szkoła) i mykwa (rytualna łaźnia żydowska).

Społeczność żydowska Szydłowca przestała istnieć w latach 1942-43 w wyniku wysiedleń i zagłady w obozach hitlerowskich. Pozostały po niej dokumenty w archiwach i cmentarze. Szydłowiecki kirkut jest lapidarium, w którym zgromadzono ponad 3 tysiące kamiennych XIX- i XX-wiecznych macew – płyt nagrobnych, pochodzących także z dwóch innych, nieistniejących już szydłowieckich cmentarzy żydowskich. Płyty te w zdecydowanej większości wykonane są z szydłowieckiego piaskowca. Właściwości tej skały sprawiają, że wyrzeźbione na płytach symbole oraz napisy (wykonane w języku hebrajskim) są do dziś czytelne. Mówią one wiele o cechach charakteru zmarłych, czym trudnili się za życia, jakimi byli rodzicami, sąsiadami, braćmi. Szczególnie dużo miejsca poświęcają ich pobożności. Szydłowiecki kirkut jest dzisiaj jedynym zachowanym świadectwem obecności wielu pokoleń Żydów w Szydłowcu (źródło: Polska Niezwykła).

DSC_2299 Ponownie wracamy na rynek, na którym trwają prace renowacyjne. Namawiamy panią z Ośrodka Informacji Turystycznej na otwarcie wieży ratusza, którą zdobywamy ekspresowo po krótkiej walce z kluczem w zamku 🙂 Wieżę okala gzyms – zabezpieczony kratą – po którym można pojedynczo obiec ją dookoła, podziwiając rozległą panoramę Szydłowca. Dominuje w niej artystyczny koszmarek – pomnik papieża, którego autor usilnie próbował wyrzeźbić karykaturę – i najgorsze, że mu się to udało 🙁

Schodzimy i dalej w drogę. Zatrzymujemy się jeszcze na chwilę obok pałacu na wodzie, ale ponieważ trwa remont, wszystko jest zamknięte, łącznie z bramą na wyspę, więc pozostaje nam tylko podziwiać budowlę z daleka.

Teraz czeka nas kilka kilometrów jazdy do Chlewisk.

Początki Chlewisk sięgają XII wieku, wtedy to Piotr Dunin stał się pierwszym właścicielem tych ziem. Wybudował on w 1121 r. kościół a w 1135 r. część pałacu. Przez kolejne stulecia owe ziemie przechodziły z rąk do rąk, lecz za panowania hrabiego Stanisława Sołtyka i jego syna Romana rozpoczął się szczególny okres rozkwitu Chlewisk i okolicznych terenów. Powstała walcownia blach i fabryka gwoździ. Chlewiska, które wchodziły w skład Staropolskiego Okręgu przemysłowego były wówczas jednym z największych ośrodków przemysłowych wschodniej Polski.

DSC_2469 Obiekt obejmuje zespół wielkopiecowy wybudowany przez Francuskie Towarzystwo Metalurgiczne w latach 1882–1892, w którego skład wchodzi wielki piec (produkował 13 t surówki na dobę) z urządzeniami zasypowymi typu Parry, trzy prażarki rudy, wieża wyciągowa (tzw. gichtociąg wodny – materiały wsadowe transportowane były do wielkiego pieca windą działającą dzięki przepompowywaniu wody), dwie dmuchawy leżące (w tym jednej produkcji polskiej – z wytwórni Andrzeja Zamojskiego), dwa komplety nagrzewnic rekuperatorowych, odpylacz oraz warsztat mechaniczny. Piec ten działał aż do 1940 r. jako ostatni w Europie Środkowej tego typu obiekt pracujący w oparciu o węgiel drzewny. Niezbędną do produkcji rudę uzyskiwano z szybów i kopalń rozrzuconych po okolicy, głównie w rejonie Skłobskiej Góry, skąd dowożono ją kolejką wąskotorową (zachował się jeden z parowozów), a za opał służył węgiel drzewny otrzymywany na drodze zwęglania drewna w najbliższej okolicy. Energię mechaniczną zapewniała spiętrzona rzeczka, nad którą leżą Chlewiska. Warto również wspomnieć, że ewenementem w swoim czasie było zastosowanie przy wyprażaniu rudy gazu wielkopiecowego.
Huta początkowo należała do rodziny Platerów, następnie przejęta została przez spółkę Akcyjną Handlowo-Przemysłową „Elibor”, a w 1939 r. wydzierżawiła ją Huta „Pokój”. Po wojnie w części zakładu uruchomiono produkcję.
Z zachowanych elementów najciekawszy jest gichtociąg, którego zasada działania była dość prosta. Winda została zamontowana wewnątrz kwadratowej wieży, wyższej niż sam wielki piec. Ma ona dwie klatki zawieszone na wspólnej linie. W jednej transportowano surowiec do pieca, a w drugiej był zbiornik na wodę z zaworami spustowymi. Chcąc podnieść w górę pojemniki z wsadem do pieca, do zbiornika w drugiej klatce pompowano wodę, aż jej ciężar przeważył klatkę transportową i wciągał ją na górę. Po opróżnieniu klatka sama wracała na dół, bo wodę ze zbiornika wypuszczano (źródło: Chlewiska).

DSC_2473 Chwila oczekiwania i pojawia się przewodnik – pan Stanisław Turek, 80-letni pan o energii 18 latka 🙂 Związany jest on z tym miejscem „od zawsze” – pracował tu jako ślusarz, potem behapowiec i szef związku zawodowego.

Zaczynamy zwiedzanie od ekspozycji starych samochodów i motocykli – zgromadzono tu niezwykłą kolekcję prezentującą historię polskiej motoryzacji – są syrenki, warszawy i wiele prototypów, których nie powstydziłyby się światowe marki, ale które nigdy nie weszły do produkcji.

DSC_2410 Zwiedzamy też mini wystawę maszyn do szycia. W kolejnych halach eksponaty nie są już „mini” – zgromadzono tu tokarki, wiertarki, szlifierki i wiele innych maszyn stanowiących niegdyś wyposażenie zakładów Norblina w Warszawie. Sprzęt jest naprawdę „ciężki” 🙂 Maszyny mają po kilka metrów długości, niektóre wysokości i czuć drzemiącą w nich moc. Czas ich świetności już jednak minął, więc stoją tu teraz dając świadectwo ludzkiej pomysłowości.

Ostatnią i największą atrakcją muzeum jest huta żelaza. Hutę w Chlewiskach uruchomiono w latach 1890-1892. W owych czasach był to duży zakład, wytapiano do kilkunastu ton surówki dziennie. Ruda pochodziła z najbliższej okolicy, a maszyny napędzała woda z rzeczki. Zakład działał do 1940 r. Po półwieczu stał się szacownym zabytkiem. Chlewiska były ostatnim miejscem w Europie, gdzie do wytopu używano węgla drzewnego. Huta zachowała się w doskonałym stanie i niemała w tym zasługa pana Stanisława, dla którego jest ona całym życiem.  Można podziwiać w niej cały proces obróbki – łącznie z zapleczem, które ten proces wspomagało i ma się wrażenie, że za chwilę wszystko mogłoby ruszyć – wystarczy rozpalić w piecu. Wielkim piecu 🙂 W końcu mam 22 metry wysokości. Można zresztą na niego wejść drogą, którą niegdyś dostarczano rudę, czyli szybem windy. Winda wodna też jest elementem niezwykłym i chyba jedynym takim zachowanym zabytkiem techniki w Polsce. Oczywiście korzystamy z okazji i włazimy na górę podziwiać widoki.

Huta stanowi piękny przykład, jak 100 lat temu potrafiono stworzyć zaawansowany proces, korzystając ze współczesnych jej budowniczym wynalazków. Oprócz wspomnianej już windy wodnej, mamy też pompy parowe, mechanizmy chłodzenia wodą płaszcza pieca, nadmuch palenisk – wszystko przemyślane, a jednocześnie piękne w swojej prostocie.

Żegnamy naszego przewodnika i dalej w drogę.

Teraz ruszamy do Wąchocka.

Nieduże miasteczko koło Starachowic słynie nie tylko z dowcipów, ale przede wszystkim z Cystersów sprowadzonych tu w 1179 r. z burgundzkiego opactwa Morimond, przez biskupa krakowskiego Gedeona Gryfitę.

DSC_2581 W latach 1218–1239 włoski warsztat cysterski br. Simona wzniósł tu kamienne opactwo wzorowane na architekturze toskańskiej. Do dziś zachował się pierwotny, romański układ zespołu klasztornego. W latach późniejszych zespół klasztorny wielokrotnie przebudowywano. Przybywający tu miłośnicy architektury sakralnej podziwiać mogą: późnoromański kościół klasztorny, zbudowany na planie krzyża łacińskiego z dwubarwnych ciosów kamiennych; klasztor z doskonale zachowanymi romańskimi wnętrzami, z przepięknym kapitularzem stanowiącym wyjątkowej wartości arcydzieł o cystersów w Polsce. W krużgankach znajduje się krypta grobowa mjr. Jana Piwnika „Ponurego” – legendarnego dowódcy Świętokrzyskich Zgrupowań AK, a w budynku klasztornym obok furty mieści się Muzeum O. Cystersów powstałe w oparciu o unikalną kolekcję pamiątek z okresu powstań narodowych, zgromadzonych przez ks. ppłk Walentego Ślusarczyka. Zespół Opactwa Cystersów w Wąchocku jest jednym z najważniejszych obiektów europejskich szlaków kulturowych – Szlaku Cysterskiego i Romańskiego (źródło: Świętokrzyskie).

DSC_2554 Panorama

Oprowadza nas pani przewodnik, którą z racji zaangażowania w oprowadzenie naszej wycieczki nazwaliśmy roboczo „terrorystka” 🙂 Było rzeczywiście małe zamieszanie, bo obok nas przetaczały sie jakieś tabuny ślubnych gości, pod prąd biegła jakaś kolejna wycieczka, ale pani wkroczyła z wielką gracją i po jej interwencji zapadła niemal grobowa cisza, w której mogliśmy się oddać wysłuchaniu historii opactwa 🙂

Chwilę stoimy przy krypcie Ponurego – majora Piwnika, bohatera ruchu oporu, świętokrzyskiej legendy. Odkąd moje domowe harcerki po pobycie na obozie w Górach Świętokrzyskich śpiewają ciągle piosenkę „Major Ponury„, czuję do tej postaci historycznej szczególny szacunek.

DSC_2562 Dalsze etapy zwiedzania prowadzą przez Kapitularz, Sień i Karcer do Ogrodów opactwa. Zaglądamy też do Refektarza. Każde z tych pomieszczeń ma swoją historię, pani przewodnik ma sporą wiedzę i ciekawie opowiada. Podziwiając rzeźby, zdobienia, mury i freski czuje się oddech historii 🙂

Chwilę wcześniej rozpoczął się ślub, więc na zwiedzenie samego kościoła nie mamy już szansy i nawet rezygnujemy z przemykania pod ścianami, by nie zakłócać uroczystości.

Przebiegamy jeszcze pod murem, gdzie stoi pomnik „Marcysi”, żony „Ponurego” i ruszamy dalej, gdzie czeka kolejna wycieczkowa atrakcja.

Jest nią Bodzentyn.

DSC_2590 Gotycka kolegiata wybudowana została w latach 1440-1452 a jej fundatorem był kardynał Zbigniew Oleśnicki. W roku 1452 nastąpiło również jej poświęcenie przez fundatora.
Kościół posiada trójnawowe wnętrze ze sklepieniem późnorenesansowym, a w zakrystii i w skarbcu pierwotne, krzyżowo-żebrowe. W prezbiterium znajduje się renesansowy ołtarz wykonany w 1546 r. jako główny ołtarz katedry wawelskiej. W roku 1647 przeniesiony został do kolegiaty kieleckiej, a przed rokiem 1728 oddano go do Bodzentyna. Ołtarz jest wykonany z drzewa lipowego i posiada piękną dekorację snycerską i polichromię. Wśród rzeźb największe przedstawiają świętego Stanisława i Wacława. Powyżej widać kartusz z orłem zygmuntowskim i literą „S” na piersi oraz herb Nałęcz. W głównym polu ołtarza znajduje się wartościowy obraz ukrzyżowania malowany w Krakowie w latach 1546-1547 i posiadający sygnaturę Petrus Venetus 1547.

Po prawej stronie głównego ołtarza usytuowany jest renesansowy nagrobek Franciszka Krasińskiego biskupa krakowskiego i podkanclerzego królewskiego w czasach Zygmunta Augusta (zmarł w 1577 r.). Wypukła rzeźba wykonana w czerwonym marmurze chęcińskim przedstawia zmarłego w pozycji leżącej, ubranego w szaty uroczyste z pastorałem w jednej a z księgą w drugiej ręce. U stóp na kartuszu herb ślepowron. Pomnik jest umieszczony w kasetonowej wnęce z białego piaskowca.
W nawie północnej można podziwiać wspaniały, wczesnorenesansowy z 1508 r. tryptyk zwany bodzentyńskim (część środkowa i dolna), dzieło malowane na drewnie przez krakowskiego mistrza Marcina Czarnego, skoligaconego poprzez córkę z rodziną sławnego rzeźbiarza – Wita Stwosza. Tryptyk o harmonijnym kolorycie i delikatnych odcieniach przedstawia scenę Zaśnięcia i Wniebowstąpienia Matki Boskiej oraz tzw. Wielką Rodziną Marii. Fundatorem tryptyku był biskup Jan Konarski herb Dębno. Obok, ołtarz gruntownie odrestaurowany kosztem księdza Feliksa Latalskiego.
W filarze nawy głównej znajduje się gotycka rzeźba Madonny z dzieciątkiem z około 1430 r. W pd. nawie stoi późnogotycka chrzcielnica z przepięknym ornamentem i napisem z datą 1492 oraz herbami kolejnych biskupów krakowskich do końca wieku XV (źródło: Bodzentyn).

DSC_2613 Przy wjeździe do Bodzentyna od strony Kielc nie sposób nie dostrzec usytuowanych na wysokiej skarpie nad rzeką Psarką ruin zamku biskupów krakowskich.

Gotycka warownia została wystawiona w XIV w. przez biskupa Floriana z Mokrska, który zespolił ją z murami obronnymi miasta. Zamek wielokrotnie powiększany i przebudowywany osiągnął z czasem okazałe rozmiary, a także zmienił się jego styl z gotyckiego na renesansowy. W XVI w. kolejnych zmian w wyglądzie zamku dokonał biskup Franciszek Krasiński, zatrudniając do tego zadania włoskiego architekta Jana Balcera.

Po rozbiorach Polski pałac przejęli zaborcy tworząc z niego spichlerz, a później do roku 1814 szpital wojskowy.

W 1900 r. władze carskie podjęły decyzję o rozbiórce „perełki Bodzentyna”. Zamek ocalał cudem, dzięki interwencji warszawskich działaczy broniących ojczystych pamiątek.

Obecnie ruiny zamku to ulubiony punkt każdej wycieczki turystycznej i nieodłączny element Bodzentyna. Z zachowanych dokumentów można odczytać pierwotny plan zamku: kształt podkowy, trzy podpiwniczone, dwupiętrowe skrzydła otaczające dziedziniec zamknięty murem oporowym od strony nadrzecznego urwiska.

Do dziś pozostał dobrze zachowany późnorenesansowy portal bramy wjazdowej. Całą bramę i kilka innych elementów z zamku można obejrzeć w Muzeum Narodowym w Kielcach (źródło: e-Bodzentyn).

DSC_2673 To już ostatni zaplanowany na dziś obiekt i nasza wycieczka trafia do Sabatówki, gdzie czeka na nas zastawiony stół z obiadem (i kolacją w jednym). Głodne towarzystwo szybko kończy porachunki z zawartością talerzy i przechodzimy płynnie do ostatniego punktu dnia, czyli integracji. Po raz pierwszy mamy gitarę, więc wieczór nabiera nowej jakości. Mamy przygotowane śpiewniki, okazuje się też, że jest sporo talentów wokalnych i czas zlatuje błyskawicznie do północy, kiedy to pomału odpływamy do pokoi 🙂 W międzyczasie Mietek zarządza egzekutywę, czyli „co się komu podobało” 🙂

DSC_2696 W niedzielę wstajemy dość sprawnie i zgodnie z planem około 9 ruszamy do Świętej Katarzyny, skąd zaplanowany mamy krótki spacer na dach świętokrzyskiego świata, czyli na Łysicę. Czas tabliczkowy waha się w granicach godziny, ale to chyba wartość obliczona dla żółwia idącego o kulach, bo nam się udaje ta sztuka w około pół godziny. Mimo że jest kawałek podejścia, chwilami nawet stromo, idzie się bardzo przyjemnie. Poranne słońce przebija się przez Puszczę Jodłową, mijamy kapliczkę, pomniki poświęcone partyzantom, kilka ławek i docieramy pod gołoborza. To widać wreszcie trochę panoramy, a kilka minut później jesteśmy na szczycie 🙂 Kolejny szczyt do Korony Gór Polski wzięty 🙂 Kopuła szczytowa jest mocno zalesiona, tylko w jedną stronę roztacza się widok w dół, tam też robimy pamiątkowe foto, próbując ustawić się w słońcu.

DSC_2760_1_2_tonemapped Na szczyt dociera kilka „górali” z ich ubłoconymi właścicielami. Szczerze mówiąc, jestem tym zniesmaczony – jakkolwiek nie mam nic przeciw rowerzystom, to jednak ich pojawienie się na pieszym szlaku budzi mój sprzeciw – w końcu są wyznaczone szlaki rowerowe, a działalność górali jest mocno inwazyjna – nie dość że rozjeżdżają szlaki, to jeszcze stwarzają niebezpieczeństwo dla idących. W pamięci mam jeszcze pędzącego w Beskidzie Śląskim na szlaku z Czantorii na Stożek rowerzystę, który o mało co nie zmiótł nam ze szlaku dzieci.

Za 15 minut i zarządzamy odwrót, bo jesteśmy umówieni z Szewnej, a nie dość że trzeba zejść to potem czeka nas jeszcze około 50 km jazdy.

Lysica

Szewna

DSC_2829 Szewna to niewielka miejscowość leżąca dziś tuż przy granicy Ostrowca Świętokrzyskiego. Obecny późnobarokowy kościół parafialny w Szewnej jest już trzecią świątynią na tym miejscu. Został wzniesiony w latach 1775-77 staraniem księdza Sebastiana Pisulewskiego, ówczesnego proboszcza szewieńskiego. Autorem projektu kościoła jest były jezuita ks. Józef Karśnicki, zaś pracami budowlanymi kierował inny były jezuita ks. Mikołaj Pawłowski. Kościół złożony jest trójnawowego, trójprzęsłowego bazylikowego korpusu oraz dwuprzęsłowego prezbiterium, zamkniętego ścianą prostą. Na przedłużeniu prezbiterium dobudowana jest ośmioboczna kaplica. Na przedłużeniu naw bocznych po bokach prezbiterium znajdują się zakrystia, skarbiec i przedsionek. Od frontu kościół poprzedzony jest dwuwieżową fasadą o podziałach pilastrowych i z wydatnym gzymsem dzielącym ją na dwie kondygnacje. W środkowej części dolnej kondygnacji mieści się niewielki portal wejściowy, zwieńczony rzeźbą Chrystusa upadającego pod Krzyżem. Wyżej symetrycznie rozmieszczone są trzy okna zamknięte łukami segmentowymi. Środkowa część górnej kondygnacji ujęta jest spływami wolutowymi i zwieńczona przerwanym przyczółkiem. Po bokach wyrastają dwie kwadratowe wieże, nakryte barokowymi hełmami. Elewacje boczne podzielone są pilastrami. Prezbiterium i nawa główna nakryte są wspólnym dachem dwuspadowym, zaś nawy boczne i przybudówki przy prezbiterium nakrywają dachy jednospadowe. Kaplica przy prezbiterium zbudowana jest na planie ośmioboku, rozczłonkowana jest pilastrami i podzielona wydatnym gzymsem na dwie kondygnacje. Nakrywa ją kopuła ze ślepą latarnią zwieńczoną krzyżem. Ściany wewnątrz nawy głównej podzielone są parami pilastrów, między którymi znajdują się bogato profilowane arkady międzynawowe. Chór muzyczny posiada półkoliście wypukły parapet. Uwagę zwracają też cztery wielkie portale wejściowe w prezbiterium, wykonane z czarnego marmuru dębnickiego. Wnętrza nakrywają sklepienia kolebkowe, w nawie głównej i prezbiterium z lunetami. Wystrój i wyposażenie wnętrza jest jednolite późnobarokowe. Składają się na nie ołtarze, ambona, ławy i konfesjonały, chrzcielnica, prospekt organowy oraz liczne epitafia. Wysokiej klasy jest też późnobarokowa polichromia wykonana przez Mateusza Rejchana. M.in. w prezbiterium oglądać można iluzjonistyczne malowidło przedstawiające wnętrze kopuły. Kościół w Szewnej jest częścią większego zespołu, w którego skład wchodzi kilka innych obiektów: budynek plebanii, dwie wikarówki oraz budynek służby kościelnej. Całe założenie jest dziełem tego samego architekta ks. Józefa Karśnickiego (źródło: Zabytkowe Kościoły).

Wnętrze kościoła robi ogromne wrażenie. Zostało ono gruntownie odnowione. Niezwykła jest kaplica umiejscowiona za głównym ołtarzem. Aktualnie jest w renowacji, ale pozwoliliśmy sobie na chwilę zajrzeć za zasłonę.

DSC_2816 Panorama DSC_2857 Panorama

DSC_2875 Nie mniejsze wrażenie robi stalowa brama z boku świątyni, misternie spleciona z dziesiątek kawałków stali, nitów i szkła. Jest to jednocześnie wejście główne do kościoła – dzieło pracowników Zakładów Ostrowieckich. Została ona wykonana w 1896 r. na targi w Niżnym Nowogrodzie. Po zakończonej wystawie fabryka ofiarowała bramę kościołowi szewieńskiemu. Staraniem parafian pracujących w hucie, brama została w 1906 r. sprowadzona i ustawiona przed świątynią. Brama o nitowanej, szkieletowej konstrukcji żelaznej, reprezentuje styl neogotycki. Wykonana jest na planie krzyża greckiego. Z czterech stron posiada przejścia a wieńczy ją przeszklony, ośmioboczny hełm.

DSC_2914 Ostatni dziś obiekt na naszym szlaku to Ćmielów, słynący z fabryki porcelany. Po wzlotach i upadkach marka jest znowu reaktywowana, a w ramach promocji zorganizowano w starej części fabryki Żywe Muzeum Porcelany. Umówiona pani przewodnik czeka już na nas a za chwilę zabiera na pasjonującą wycieczkę, w trakcie której na żywo mam okazję zobaczyć, jak tworzy się te cenne dzieła. Porcelana to nie tylko naczynia, filiżanki, itp, ale też cały asortyment rzeźb, figurek, a nawet obrazów, które pracowicie robią ręcznie panie malarki, których jest tu 10. Są to prawdziwe artystki, a jedną z pań mamy okazje zobaczyć przy pracy. Na naszych oczach powstają kolorowe figurki aniołków. Zwiedzamy piec, obserwujemy całą drogę prowadząca do powstania  porcelanowych cudeniek, które możemy podziwiać na końcu trasy, w sklepie firmowym.

DSC_2966 I na tym miało się skończyć, ale zaczynamy dyskutować na temat następnej wycieczki i i wśród różnych pomysłów pada nazwa Wilno. Na co Jarek szybko rzuca: Wilno to możemy mieć po drodze. i Tak zatrzymujemy się w Tarłowie. W pięknym popołudniowym słońcu na tle intensywnie błękitnego nieba kościół prezentuje się bardzo okazale. Mamy tylko chwilę, by zajrzeć do środka, bo za moment ma się rozpocząć msza.

Pierwszy kościół w Tarłowie był modrzewiowy, lecz po wybudowaniu nowego został rozebrany i został przewieziony do Lasocina, a później do Stodół, gdzie służy wiernym do dnia dzisiejszego. Istniejący obecnie kościół Św. Trójcy wybudował Zbigniew Oleśnicki w latach 1641-1647. Po pożarach w 1782 r. i w drugiej połowie XIX wieku kościół został odbudowany. Kościół tarłowski jest zbudowany z cegły i kamienia w stylu barokowym na planie krzyża . Stylistycznie nie jest on jednolity – jego architektura łączy elementy manierystyczne z barokowymi. Świątynia prezentuje zatem pogranicze epok . Kościół Św Trójcy jest prawdziwym arcydziełem na miarę europejską, dorównującą poziomem artystycznym nawet kościołom Rzymu. Jest pierwszą w Polsce świątynią, w fasadzie której użyto wolno stojące kolumny. Zastosowano więc rozwiązanie zwiastujące barok, którego duch jest tak mocno obecny w tarłowskim zabytku, po części z uwagi na bogactwo dekoracji ściany przedniej (oprócz kolumn m.in dwie wieże i arkada zamknięta wnęką z umieszczoną w niej rzeźbiarską – Trójcą Świętą).

DSC_2972 Fasada stała się jeszcze bardziej okazała, gdy na przełomie XVIII i XIX wieku wprowadzono do niej dwie monumentalne rzeźby: św. Stanisława i św Wojciecha dzieła Franciszka Dwomikiewicza z Zaklikowa. Wykonane z nietrwałego materiału szybko nadszarpnął ząb czasu. Usunięto je więc, by wprowadzić nowe – zrekonstruowane przez artystów rzeźbiarzy: Gustawa Hadynę i Józefa Opalę. Rzeźby do dziś zdobią front obiektu, kontrastując ( są wykonane z czerwonego szamotu ) z bielą ściany . Przedłużenie frontonu stanowią duże sześciokątne wieże, w których znajdują się dzwony z 1653 r. Wnętrze kościoła jest autentycznie dawne – zachowano jego pierwotny styl. Od wewnątrz obiega galeryjka mogąca pomieścić 300 osób . Spina ona jak by ściany, w których przeplatają się wnęki z parami pilastrów . Uwagę przykuwa także bogata dekoracja stiukowa, szczególnie obfitą na sklepieniu prezbiterium. Kompozycje opierają się głównie na motywach roślinnych oraz wyglądających, z kłączy herbach oraz scenach Wniebowzięcia. Najpiękniejszą dekoracja stiukową powstała około 1650 r. (nie zmieniona do dziś) – przedstawiająca „taniec ze śmiercią” znajduje się w bocznej kaplicy Pana Jezusa. Na środku kościoła znajdują się wejścia do grobów, przykryte obecnie na stałe płytami. W jednej z krypt pod kaplicą Pana Jezusa znajduje się kilkanaście trumien. Prawdopodobnie spoczywa tu sam fundator Zbigniew Oleśnicki. Zarówno ołtarz główny, jak i boczne pochodzą z XVII w. Kościół jest piękną i okazałą budowlą, górującą nad całą okolicą. Jego kubatura wynosi 5600 m3, a powierzchnia użytkowa ma 440 m2 (źródło: Tarłów).

Ostatni punkt wycieczki to napełnienie pustych żołądków 🙂 Zjadamy go w sympatycznym przydrożnym zajeździe i o 21 znajdujemy się w punkcie wyjścia (a raczej wyjazdu).