Tradycją stało się już w NGP organizowanie niedzielnych spacerów fotograficznych. Tym razem hasło padło na podatny grunt, bo nagle stawiła się wyjątkowo silna i dobrze zorganizowana ekipa obwieszona aparatami jak choinka 🙂

Cel: park. Dużo się w nim ostatnio dzieje, tym bardziej że w związku z trwającą rewitalizacją stoi wiele zakazów, a to oznacza, że ciekawość musi być zaspokojona 🙂

Obchodzimy dla formalności odnowioną już część parku, by przekonać się że inwestycja ma sens.

Teraz jednak zmierzamy w kierunku części remontowanej.

Na pierwszy ogień idzie nowe wejście do parku wraz z mostem i bramą.

Najciekawszy jest jednak amfiteatr. Remontowany od niepamiętnych czasów – chyba w końcu doczeka się otwarcia.

Pogoda marna to i NGP trochę niewyraźna 🙂

Budowa trwa…

A na koniec podziwianie sztuki 🙂

Minęły już 3 tygodnie nowego 2020 roku, więc kiedyś musiało w końcu nastąpić symboliczne „otwarcie kadru”.  Wychodząc z założenia, że każda pogoda jest fotograficzna, zwarta i silna grupa zwana Niezależną Grupą Plenerową wyrusza w niedzielny poranek w jedynym słusznym, jak się okazało, kierunku, czyli „za Bug”. 

Jedziemy całkiem spory dystans by dotrzeć do mostu na Bugu, bo oczywiście zimą prom w Mielniku nie pływa. Mgła dodaje aury tajemniczości a kilometry szybko lecą. 

Koterka to zagubiona w środku Puszczy Mielnickiej, niewielka cerkiew tuż przy samej granicy. Tam właśnie postanowiliśmy rozpocząć tegoroczny sezon.

W niedzielę (19 stycznia) wierni Kościoła prawosławnego obchodzą jedno z dwunastu najważniejszych świąt w roku liturgicznym – święto Chrztu Pańskiego, zwane świętem Jordanu. Zgodnie z tradycją w tym dniu wierni uczestniczą w obrzędzie wielkiego poświęcenia wody.

W Kościele prawosławnym święto Chrztu Pańskiego obchodzone jest na pamiątkę chrztu Chrystusa w rzece Jordan. Połączone jest ze świętem Epifanii, czyli Objawienia Pańskiego.

Zgodnie z tradycją w tym dniu ma miejsce obrzęd wielkiego poświęcenia wody. Dokonuje się go w cerkwi, a jeśli to możliwe na rzece lub jeziorze.

Wyznawcy prawosławia zanurzają się także sami w lodowatej wodzie. Poświęconą wodę przynoszą do domów i przechowują przez cały rok. Piją ją w czasie choroby. Wierzą, że pomaga odzyskać zdrowie. Taką wodą święcą również mieszkania.

Temat jest bardzo fotograficzny i przez nas lubiany.

Przyjechaliśmy na miejsce mocno przed czasem, więc proponuję jeszcze zajrzeć do sąsiedniej cerkwi św.Kosmy i Damiana w Telatyczach. Odkryłem to miejsce w czasie letnich wyjazdów rowerowych. Intuicja mnie nie zawodzi i trafiamy w sam środek uroczystości, co owocuje całkiem pokaźną ilością materiału fotograficznego. W dodatku jesteśmy tam jedynymi fotografami 🙂

Wracamy do Koterki. Jak zwykle wita nas gościnna Białoruś 😉

Gospodarz świątyni nadal odprawia swoją długą liturgię w środku cerkwi. Kiedy ostatnio miałem z nim okazję rozmawiać, wspominał, że tu „nie ma się gdzie spieszyć” 🙂 Czekamy więc dobrą godzinę na wyjście procesji wiernych. Wreszcie są.

Kręcąc się cicho wokół odbywającej się uroczystości robimy kolejną porcję zdjęć.

Ostatni gasi świeczki 🙂

Pora wracać. Jako znawca terenu proponuję jeszcze zdobycie góry 😉 Moi koledzy są mile zaskoczeni faktem istnienia miejsca, o którym nie wiedzieli, chociaż bywali tu nie raz. No to biegiem na Górę Prowały.

Oczywiście wracając robimy obowiązkowy przystanek przy bunkrach 🙂 Nikt nam nie zarzuci, że „bunkrów nie ma” 😉

Zima miała się skończyć szybciej niż się zaczęła, gdy nagle zawitał do nas „wir polarny” i postanowił postraszyć wszystkich oczekujących na wiosnę.

Główny meteorolog Piotrek orzekł, że w ostatni weekend lutego gwarantuje piękny wschód słońca i cóż było robić… zerwaliśmy się o piątej rano. Ubrani na cebulkę, patrzymy z niepokojem na termometry.

-16. To co będzie nad Bugiem przy gruncie?

Sprawnie zbieramy całą ekipę i kilka minut przed wschodem już jesteśmy na miejscu. Czekamy. Słońce wychyla się nieśmialo z lasu.

A potem szybko zmierza w górę. Piękny spektakl trwa zaledwie kilka minut. Jak zwykle zresztą 🙂

Na Bugu płynie już śryż, a różnica temperatur sprawia, że woda mocno paruje. Nad rzeką unoszą się opary oświetlone porannym ciepłym słońcem.

Potworne zimno sprawia, że realizujemy kolejny punkt planu. Za chwilę płonie ognisko i nie szumią knieje 🙂 Za to skwierczy kiełbasa na kiju. Gorąca herbata wchodzi wybornie. 

„Otwarcie krzaka” w takich okolicznościach przyrody będziemy długo pamiętać 🙂

Potem ruszamy ponad rzeką w stronę skarpy. Zimno wciska się każdym wolnym otworem w naszych ubiorach. Wziąłem na dzisiejszą wyprawę swój ciężki sprzęt zimowy i ten na szczęście daje radę 🙂

Słońce jest już całkiem wysoko, niebo robi się intensywnie błękitne, ale wcale nie jest cieplej. Mróz trzyma ostro.

Chwilę jeszcze spacerujemy nad rzeką.

Wreszcie pora na odwrót. Wracamy przez zamarznięte rozlewiska do auta. Stąd jeszcze jedziemy na chwilę do Woroblina, gdzie czeka na nas Mirek w swojej czatowni. 

Wypijamy kawkę i plener zimowy uznajemy za zakończony sukcesem.

Miało by piękne otwarcie sezonu nadbużańskiego a skończyło się jak zwykle 🙂 „Przysłowiowy wschód słońca” okazał się ponurym i deszczowym porankiem. Ale NGP nie w takich okolicznościach wyruszało na kultową butelkę oranżady z GS.

Godzina 6 – ciemność. Pierwsza niedziela nowego roku, a śniegu nadal nikt nie widział… czarne chmury nad głową, dodatnia temperatura na zewnątrz, ale to nas nie zniechęca. Dziwnie wysoka jak na tą porę roku woda w Bugu wymaga sprawdzenia na miejscu 🙂

Docieramy do Nepli przed świtem i ruszamy pomału w stronę parku krajobrazowego. Podziwiamy zalane łąki, wystające z wody krzaki i tylko brakuje nastrojowej mgły.

Idziemy najpierw nad Krzną, mijamy ujście i ciągnę ekipę dołem ponad Bugiem aż do miejsca, gdzie ścieżka kończy się stromym urwiskiem. Środkiem wiedzie ledwo widoczny ślad. Tędy się wspinamy na skarpę 🙂 Jest ślisko ale docieramy bez strat w ludziach 🙂

Z pewnym zdziwieniem słyszę, że moja grupka jest tu pierwszy raz w życiu 🙂 No tak, wszyscy pędzą na skarpę do Gnojna, a ta wcale nie jest gorsza!

Robimy trochę zdjęć i wracamy do auta.

Jacek proponuje nam jeszcze „podlaski klasyk” czyli „gruszę i krzyż na rozstaju dróg”. Wywozi nas za wieś Kołczyn, gdzie odkrywamy piękną drewnianą kaplicę z pomnikowymi drzewami a potem ruszamy błotnistą polną drogą pośród szpaleru wierzb na poszukiwania  gruszy.

Jest! Wygląda dokładnie tak jak miała wyglądać 🙂 Dopisuję do listy ulubionych miejsc. Wrócę tu na pewno nie raz.

Zaczyna mżyć, robi się przenikliwie zimno. Zarządzamy odwrót i uznajmy że pierwszy plener nie był najgorszy. Oranżada też była! Z GS, a jakże.