Czyli tego całkiem blisko, ale poza ubitymi drogami.

Tegoroczny nowy pomysł na aktywność fizyczną połączoną z fotografowaniem sprawdza się całkiem dobrze. Siadam na rower i jadę przed siebie, z dala od głównych dróg i tam, gdzie mnie jeszcze nie było.

Ta wycieczka wiedzie na wschód. Szybko przemieszczam się znanym już szlakiem do lasu w okolicy wsi Grabanów i obok gajówki skręcam w wąską leśną ścieżkę. Nigdy tu nie byłem, więc ciekawy jestem gdzie też dojadę 🙂 Na początek oczywiście do końca lasu 🙂

Na dobry początek wita mnie kępka samotnych brzóz na miedzy.

Jadę piaszczystą, polną drogą, pośród skoszonych pól. Wielka przestrzeń od czasu do czasu przetykana jest jakąś gruszą. Pod jedną z nich stoi metalowy krzyż i kilka lampek. Ktoś o tym miejscu pamięta. Świadectwo daje też stosowny kopczyk z puszek po piwie 😉

Mój kolejny cel to kościół w Horbowie. Wita mnie klasyczny podlaski rozstaj dróg z kapliczką. I drzewo typu „kulka” 🙂

Ruszam dalej i po kilkuset metrach jestem na miejscu.

Według tradycji w 1516 fundator nowego kościoła (parafia rzymskokatolicka wzmiankowana tu już w 1446), Jan Horbowski, sprowadził niewielki wizerunek Matki Bożej z Dzieciątkiem. Obraz zasłynął potem jako cudowny, o czci, jaką otaczała go miejscowa ludność, świadczyły liczne wota. Przetrwał pożary kolejnych kilku, drewnianych świątyń w tym miejscu. 

           W 1812 kościół w Horbowie został niemal kompletnie zdewastowany przez wojska rosyjskie. Ocalały obraz przeniesiono do pobliskiej cerkwi unickiej (parafia unicka powstała tu w 1678). Katolicy przez długie lata musieli obywać się bez własnej świątyni, jej funkcję spełniała niewielka kaplica św. Barbary, wybudowana w 1821 roku. Wprawdzie książę Adam Czartoryski, ówczesny właściciel Horbowa, w latach dwudziestych XIX wieku zobowiązał się do dofinansowania naprawy kościoła, ale po klęsce powstania listopadowego i utracie majątku wyjechał za granicę. W 1866 zniesiono parafię Horbów a wieś przyłączono do parafii Piszczac (następnie w 1892 do parafii św. Anny w Białej). W 1878 w związku z carskimi represjami rozebrano kaplicę, obraz zaginął.

Obecna świątynia została wzniesiona w 1905 przez rząd rosyjski jako cerkiew prawosławna, w takim charakterze służyła do 1915 roku. Po odzyskaniu niepodległości przez Polskę przejęli ją katolicy, parafię rzymskokatolicką reaktywowano w 1924 roku. Mimo upływu wielu lat nie zaginęła pamięć o cudownym obrazie. Ustalono, że po rozebraniu kaplicy św. Barbary zaopiekował się nim ówczesny dziekan bialski, ks. Konstanty Szyszkowski, i umieścił u siebie na plebanii w Białej Podlaskiej. Kiedy wyjechał do Lublina, zabrał ze sobą również i obraz. Zmarł jednak kilka miesięcy przed tym, jak zaczęły się poszukiwania, jego mienie przekazano w depozyt Kurii Lubelskiej. Gdy okazało się, że obraz znajduje się w katedrze lubelskiej, została wydana decyzja o jego zwrocie. Po przewiezieniu do Białej Podlaskiej i odnowieniu wyruszył w uroczystej procesji do Horbowa.

Horbowski kościół jest orientowany, drewniany o konstrukcji zrębowej (zrąb z bali sosnowych), oszalowany, na kamiennej podmurówce. Z więźbą dachową wieszarową oraz krokwiowo-stolcową. Rzut ma rozczłonkowany, wydłużony. Składa się z małego, kwadratowego prezbiterium z dwiema małymi, kwadratowymi zakrystiami po bokach, kwadratowej nawy, babińca (węższy od nawy i niższy, wydłużony) i kruchty z dwiema lokalnościami. Nad kruchtą wznosi się dwukondygnacyjna wieża. Dolna kondygnacja, kwadratowa, wtopiona jest w fasadę, górna – ośmioboczna, zwieńczona wysokim, ośmiobocznym, ostrosłupowym hełmem z iglicą. Nawa, babiniec oraz prezbiterium z zakrystiami przykryte są niezależnymi dachami dwuspadowymi, pokrytymi blachą ocynkowaną i wspartymi na kroksztynach. 

W trójosiowej fasadzie znajduje się prostokątne wejście poprzedzone gankiem na dwóch słupach, bo jego bokach są prostokątne okna. W pozostałych elewacjach okna ujęto ozdobnymi obramieniami z desek, w nawie i babińcu są one zamknięte łukiem w ośli grzbiet, w prezbiterium prostokątne. Elewacje zdobią też gzymsy i zakończone półokrągło deski szalunku. 

Stropy we wnętrzu (płaskie) mają różne poziomy, w nawie i babińcu pokryte są szerokimi fasetami. Oszalowanie w nawie (ścięte narożniki) imituje trompy. Nawa otwiera się na prezbiterium trójbocznie zamkniętą arkadą. Do zachodniej ściany babińca przylega chór muzyczny, wsparty na czterech słupach. 

Malowidła ścienne wewnątrz kościoła pochodzą z lat 50/60-tych XX wieku. Ołtarz główny (2004) zestawiono z trzech fragmentów ikonostasu (XIX/XX wiek). W jego centrum znajduje się obraz Matki Bożej Łaskawej, w typie Hodegetrii (najpowszechniejszy typ ikonograficzny przedstawiania Matki Boskiej z Dzieciątkiem Jezus na ręku), namalowany na desce, ze złoconym, tłoczonym tłem. Sukienka Maryi (z tkaniny wyszywanej perłami i koralikami) pochodzi zapewne z XIX wieku. Pozostałe obrazy są pocerkiewne oraz namalowane już po przejęciu świątyni przez kościół rzymski. Spośród zabytkowego wyposażenia najstarszy jest barokowy kielich z początku XVIII wieku, z ośmiolistną stopą.

Kościół przeszedł liczne remonty w okresie międzywojennym, w tym przekształcenie wieży. W trakcie ostatniego (2003 – 2005) oszalowano wnętrze i dokonano rekonstrukcji ołtarzy bocznych. [źródło: lubelskie klimaty]

Krótki postój na zdjęcia i ruszam w poszukiwaniu kolejnego punktu wyjazdu. Jest to cmentarz z I wojny światowej, ukryty gdzieś tu na polu, z tyłu zabudowań.

Przedzieram się kilkanaście metrów polem i odnajduję go dość szybko. Jest to nieduży kurhan z kamiennym krzyżem na szczycie.

Więcej informacji i tym miejscu można znaleźć na trobal.pulawy.net

Plan wykonany, zostaje odwrót. Godzinę zajmuje mi jazda krajową „dwójką” pod dom. Nie należy ona do przyjemnych, bo ruch jest duży, jedzie mnóstwo TIR-ów – niestety to najszybszy dojazd i chcę zdążyć przed zmrokiem. Na szczęście przeżyłem 🙂

Piękne jesienne słońce wygania mnie na krótki wyjazd nad Bug. Trafiam do dawno nie odwiedzanego Pratulina. Ciepłe barwy, długie cienie i rzeka – to zestaw gwarantujący udane fotografie.

Zaglądam do zagrody zaprzyjaźnionej agroturystyki, ale wszędzie pusto. Zapewne gospodarze siedzą gdzieś nad Bugiem „na rybkach”. W końcu to agroturystyka wędkarska.

Czas więc na krótki spacer nad Bug.