Indywidualny oczywiście. Uciekłem przed wirusem na bagna 🙂

Towarzyszą mi Karolina, Weronika i Tomek, których namówiłem na tą małą manifestację. Manifestację niezgody na siedzenie w domu.

Krótko mówiąc jest to manifestacja rodzinna 🙂

Wpadamy do Czarnego Lasu, gdzie jak zwykle wita nas najpierw wycinka lasu….

Na szczęście nikt jeszcze nie wpadł na pomysł wycięcia Rezerwatu. Na razie…

Czeka na około 5 kilometrów leśnego spaceru. Jesteśmy prawie sami, mijamy po drodze jeszcze jedną rodzinkę, ale brygada jest dużo młodsza i ciągle się rozbiega, więc nie mają szans nasz dogonić 🙂

A przed nami klepki…

Ttochę miejscami tknięte nie tyle zębem czasu, co ludzką ręką. Nigdy nie zrozumiem co kieruje ludzką rasą, gdy niszczy dzieło innych ludzkich rąk.

Drugi problem to susza…. koszmarna. Ostatnio ścieżka szła przez podmokły teren, a teraz woda opadła dobre pół metra i tylko miejscami połyskuje jej lustro z w co głębszych dołach.

Rude kępy traw przypominają mi dopiero co ugaszony pożar w Biebrzańskim Parku Narodowym. Mam nadzieję, że te nie spłoną.

Docieramy na wieżę widokową. Rozlewisko zamieniło się w nieduże bajorko…

Czas na panoramę (można w nią kliknąć).

Schodzimy z klepek i zanurzamy się w las.

Nareszcie jest ta soczysta majowa zieleń, którą najbardziej lubię.

Chwilę szukamy pomnika przyrody. Jest!

Wszystkie drzewa wokół mają naniesiony na korze dziwny czerwony znak. Mam przeczucie że to wyrok śmierci… A wtedy Król długo nie pożyje.

Tak było z dębem koło Leśnej Podlaskiej – wycięcie lasu wokół praktycznie zakończyło żywot 400 letniego drzewa.

Przed nami około 4 kilometrów drogi powrotnej. Las kwitnie, jest prawdziwa wiosenna aura i ani się obejrzymy i jesteśmy w miejscu startu 🙂