Roztocze – dzień pierwszy

Pierwszy wrześniowy weekend spędziłem na kolejnej wycieczce – tym razem pojechałem na dawno nie odwiedzane Roztocze. Wyjazd o 6 rano, 3 godziny jazdy i byliśmy w punkcie startowym planowanej trasy – w Szczebrzeszynie. Tu czekała na nas rewelacyjna pani przewodnik, która towarzyszyła grupce przez cały dzień, barwnie opowiadając o miejscach, które z wielką przyjemnością odwiedzałem po raz kolejny. Do tej pory zwiedzałem Roztocze samodzielnie, teraz miałem okazję wzbogacić wiedzę teoretyczną o tym rejonie słuchając zawodowca 🙂

Szczebrzeszyn to małe miasteczko, które słynie przede wszystkim z przysłowiowego chrząszcza, którego pomnik zdobi centralny plac. Szczebrzeszyn posiada prawa miejskie od 1352 roku (nadane przez Kazimierza Wielkiego), w czasie reformacji miasto było ośrodkiem kalwińskim. Ścierały się tutaj różne kultury i religie: katolicy, żydzi, kalwini, arianie. Co warto zobaczyć? W samym centrum miejscowości stykają się trzy kultury – zwiedzanie zaczęliśmy od niedawno wyremontowanej Synagogi, kilkadziesiąt metrów dalej obejrzeliśmy Cerkiew Zaśnięcia Najświętszej Maryi Panny, w której pięknie odrestaurowano wiele warstw malowideł, a z drugiej strony rynku – kościół Kościół św. Katarzyny z XVII wieku w stylu barokowym. Całość uzupełnia kilkusetletni kirkut. Został on założony w XVI wieku i zajmuje powierzchnię 1,8 ha. Kirkut został zniszczony podczas II wojny światowej, lecz także po wojnie nagrobki były kradzione w celach budowlanych. Zachowało się około 400 widocznych macew. Aktualnie jest pomału restaurowany – odbudowano m.in. mur i bramę.

Ze Szczebrzeszyna szybko przemieściliśmy się do Zwierzyńca – tu wycieczka ruszyła na dłuższą pieszą trasę poprzez Roztoczański Park Narodowy. Zaczęliśmy od zdobycia Góry Bukowej, poprzez ścisły rezerwat, gdzie drzewa dokonują swego żywota bez ingerencji ludzkiej ręki. Dalej trasa wiedzie na punkt widokowy, skąd roztacza się piękna, typowo roztoczańska panorama.

W dole widoczna jest wieś Sochy, gdzie skierowaliśmy nasze kroki, aby wysłuchać historii związanej z tym miejscem. Znajdują się tu cmentarz i kaplica przypominające o tragicznych wydarzeniach, które rozegrały się 1 czerwca 1943 r. Podczas krwawej pacyfikacji zamordowano tu 185 osób a wieś spalono i zbombardowano.

 

Stąd udaliśmy się nad Stawy Echo, które słyną z tego, że ich okolica jest ostoją konika polskiego, który żyje tu na wolności. Można je podziwiać ze specjalnej ambony zbudowanej tuż nad brzegiem jednego ze stawów. Ścieżka dydaktyczna poprowadzona jest drewnianymi podestami wysoko ponad stawami i znajdującą się w tym miejscu plażą, potem przez las i kończy się w pobliżu siedziby Muzeum Parku, gdzie rozpoczynaliśmy nasz spacer.

Nie obyło się oczywiście bez odwiedzin zwierzynieckiego Kościoła na Wodzie, opanowanego niestety przez chętnych do zaślubin w stopniu, który praktycznie uniemożliwia zwiedzanie. Prawie manufaktura – jeszcze jedni nie wyszli, wchodzą już następni, mieszają się chóry, głosy, goście. Nie ma jak marketingowy potencjał 😉 Jestem zniesmaczony czymś takim – gdzie tu skupienie, powaga chwili? Tu miała nastąpić przerwa na posiłek w jedynym dobrze wyglądającym lokalu, jaki znaleźliśmy, ale brak konkurencji powoduje, że wyszliśmy niespecjalnie zadowoleni. Nie polecam.

Ruszyliśmy w dalszą drogę do Suśca, gdzie mieliśmy zarezerwowany nocleg. Po drodze jednak były jeszcze kolejne atrakcje Roztocza, którym nie zamierzaliśmy odpuścić 🙂 Na pierwszy ogień poszło Górecko Kościelne, malutka zapomniana wieś leżąca w Puszczy Solskiej z dala od cywilizacji, słynąca jednak ze wspaniałego modrzewiowego kościoła, fantastycznej alei kilkusetletnich dębów i kapliczki na wodzie na rzece Szum. Wszystko skąpane w wieczornym ciepłym świetle prezentowało się bardzo efektownie. Po spacerze wzdłuż rzeki zwiedziliśmy jeszcze wnętrze kościoła.

Kilkanaście kilometrów dalej zatrzymaliśmy się jeszcze w Hamerni – gdzie czekało na nas Czartowe Pole. Dość późna pora podkreślała niesamowity nastrój panujący na tym krótkim szlaku. Miejsce jest dzikie, wiedzie głębokim wąwozem wyżłobionym w piaszczystym wzgórzu, porośniętym powykręcanymi drzewami i splątanymi krzakami, w dole zaś szumią kaskady rzeczki Sopot. W pewnym momencie wśród chaszczy pojawiają się ruiny papierni jak stare zamczysko, w którym straszy 😉 Nasza pani przewodnik widząc miny wycieczki, zadała pytanie – dlaczego nazwali to Czartowe Pole? I dała szybko odpowiedz – teraz może wygląda nieprzyjaźnie, ale da się wytrzymać – przyjdźcie jednak po zmroku – tu jest po prostu strasznie 🙂 Wierzę 🙂

Wreszcie po 12 godzinach jeżdżenia, chodzenia i zwiedzania trafiliśmy po ciemku na nasze kwatery, gdzie czekały na nas baraczki rodem z epoki „wczesnego Gierka” 😉 Ale co to dla harcerzy 😀 Wieczór spędziliśmy przy ognisku, dzieląc się wrażeniami z całego dnia.

Dodaj komentarz