Roztocze – dzień drugi

Susiec o poranku przywitał nas nieco pochmurną pogodą. Nim się zebraliśmy zdołało się jednak wypogodzić i zgodnie z planem odbyliśmy krótką podróż na parking w pobliżu rezerwatu Szumy na Tanwi. To moja kolejna wizyta w tym urokliwym zakątku – szum kaskad wody towarzyszy nam w czasie marszu, od czasu do czasu jednak milknie i Tanew płynie leniwie i w ciszy. Idąc wzdłuż rzeki trafiamy na sympatyczny lokal, gdzie z wielką przyjemnością oddajemy się konsumpcji ciacha i kawki 🙂 Potem jeszcze powrót drugą stroną rzeki i podziwianie szumiących wodospadów z innej perspektywy.

Z Suśca przemieściliśmy się do kolejnego żelaznego punktu wycieczki na Roztocze – do Krasnobrodu. Tym razem ja dostąpiłem zaszczytu bycia przewodnikiem, bo Krasnobród i okolice znam bardzo dobrze. Korzystając z faktu, że jechaliśmy od strony Józefowa, zaproponowałem zwiedzenie okolicy kaplicy Św.Rocha. Znajduje się ona na wysokości 310 m n.p.m. Historia tej kaplicy sięga połowy XVII wieku, kiedy to według przekazów, podczas panującej zarazy dżumy Marysieńka Sobieska ufundowała nad źródełkiem kaplicę i kazała umieścić w niej obraz Świętego Rocha. Święty Roch z Montpellier był francuskim pustelnikiem. Swój majątek rozdał ubogim i został patronem stolarzy oraz zakaźnie chorych. W kaplicy znajduje się niewielkie źródełko, którego wody według miejscowej legendy mają właściwości uzdrawiające. Jest tu również opis bitwy z okresu powstania styczniowego sporządzony przez naocznego świadka tych wydarzeń, a także spisany żywot Świętego Rocha. Obecna kaplica zbudowana została w 1943 roku na miejscu starej, która uległa zniszczeniu w 1935 r. przez przewracający się potężny buk. Każdego roku w pierwszą niedzielę po 15 sierpnia, w miejscu tym odprawiana jest uroczysta suma odpustowa ku czci Św. Rocha. Miejsce kultu odwiedza w tym czasie ok. 25 000 pielgrzymów z całej Polski. Dolina Św. Rocha to także miejsce historyczne. 24 marca 1863 r. odbyła się tu bitwa oddziału powstańców dowodzonych przez Marcina „Lelewela” Borelowskiego z wojskami carskimi pod dowództwem mjr Ogolina. Otoczeni przez Moskali powstańcy, ponieśli ogromne straty, mimo przeważającej siły wroga udało im się wydostać z oblężenia. Poległych 42 powstańców pochowano w zbiorowej mogile na miejscowym cmentarzu. W 2000 r. wokół kaplicy zbudowano drewniane schody, stanowiące jedną z atrakcji trasy [za: Roztocze].

Kaplica jest pięknie położona w dolinie wciętej w morenowe wzgórza, otoczona z trzech stron stromymi zboczami. Atrakcją jest na pewno zdobycie góry na tyłach kaplicy – próbując zabawić ekipę, opowiedziałem historię, że należy to zrobić trzykrotnie 😉 W zasadzie już po pierwszym okrążeniu języki były na brodach, ale największą niespodziankę zrobiła nam „frakcja ekumeniczna”, która zdążyła się zgubić, okrążając kaplicę 🙂

Z ciekawostek – w Krasnobrodzie pojawiły się dinozaury – a właściwie ich odlewy w skali 1:1. Widać taka moda, bo to kolejny park z tymi stworami, jaki ostatnio mam okazję zobaczyć. Tym razem tylko przez okno w czasie jazdy 🙂

Dalej ruszyliśmy już do centrum miasteczka, gdzie trafiliśmy na dożynki i konkurs wieńców dożynkowych. Przeciskając się w tłumie, obejrzeliśmy kościół i jego otoczenie. Jaka atmosfera! Scena z występami ludowymi – no powiedzmy  w wersji nieco nowoczesnej, bo zamiast tradycyjnej ludowej kapeli, śpiewającym paniom towarzyszył muzykant z… keyboardem ;-), lody z bańki – smakowały prawie tak ja te z odpustów 30 lat temu, stragany, balony, korkowce 🙂

Na obejrzenie większości atrakcji Krasnobrodu zabrakło nam jednak czasu. Przynajmniej jest powód, by tu wrócić.

Z Krasnobrodu droga do domu wiodła przez Zamość, nie wypadało więc się nie zatrzymać, tym bardziej że zamojska starówka jest po gruntownej renowacji i przeżywa kolejne lata świetności. Tu dopiero toczy się życie! Wielka scena na środku, koncerty, artyści, tłumy ludzi, jakaś grupa tańczy, poprzebierane w stare stroje dzieci, a wszystko wśród odnowionych i błyszczących jeszcze świeżą farbą uliczek i kamienic. Trudno nie ulec czarowi miejsca – zdecydowanie Zamość to miasto kultury.

W drodze powrotnej jako zwieńczenie dwóch dni pełnych wrażeń mogliśmy podziwiać piękny zachód słońca – wszystko było skąpane w purpurowej poświacie przypominającej wielki pożar, która stopniowa gasła, by wraz z dojazdem do domu zamienić się w noc.

Dodaj komentarz