Co tam we młynie słychać?

Ciąg dalszy zimowej wyprawy w okolice Sławatycz. Wracamy z kartami pełnymi zdjęć, ale czeka nas jeszcze misja „gmina Tuczna zimą” 🙂

Przed wyjazdem Mirek przygotował stosowną listę miejsc i teraz zostaje tylko realizować plan.

Na pierwszy ogień idzie mała wioska Międzyleś. Trochę tu jak na końcu świata. Przejeżdżamy całą miejscowość w poszukiwaniu odrestaurowanej cerkwi.

Pierwszą prawosławną cerkiew w Międzylesiu (drewnianą, pod wezwaniem św. Anny) wzniesiono w latach 1907–1909 jako świątynię filialną parafii św. Mikołaja w Zabłociu. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości i powrocie ludności prawosławnej z bieżeństwa, wskutek trudności stwarzanych przez władze wojewódzkie cerkiew międzyleską można było użytkować w ograniczonym zakresie (tylko 3 razy w roku). Stan taki trwał do 1928, kiedy to umożliwiono wiernym stałe korzystanie ze świątyni. W 1929 dekretem metropolity Dionizego (Waledyńskiego) została erygowana samodzielna parafia prawosławna w Międzylesiu. Jednak już 9 lat później, w ramach akcji polonizacyjno-rewindykacyjnej cerkiew św. Anny zburzono (14 lipca 1938). Udało się uratować część wyposażenia, m.in. ikonostas, który obecnie znajduje się w cerkwi św. Jerzego w Łobzie. Od tego czasu wierni spotykali się na nabożeństwach w miejscu rozebranej świątyni, a w czasie II wojny światowej – w budynku szkolnym. W 1947, po rozpoczęciu Akcji „Wisła” parafię zlikwidowano, a nielicznych pozostałych wiernych dołączono do parafii w Zabłociu. W związku ze stopniowym powrotem części wysiedlonych na ojcowiznę, parafię w Międzylesiu reaktywowano dekretem metropolity Bazylego (Doroszkiewicza) z dnia 14 lutego 1983. W 1980 rozpoczęto budowę nowej, tym razem murowanej cerkwi (również pod wezwaniem św. Anny), którą ukończono w 1985[źródło: Wikipedia].

Cerkiew znajdujemy na końcu wsi. Piękny parking, zadbane otoczenie, do tego szadź na drzewach – wszystko to sprawia, że miejsce wzbudza w nas same pozytywne doznania 🙂 Największą jednak furorę robią dwa krzyże w środku pola. Przebijamy się na przełaj przez zamarznięte bruzdy ziemi, by po dotarciu na miejsce odkryć, że wiodła tam całkiem cywilizowana i ubita droga 🙂 Następuje długa seria ujęć z każdej strony, łącznie z „wciągającą” ośnieżoną drogą, która ginie gdzieś na horyzoncie we mgle.

DSC_6005_Jordan

Ruszamy dalej. Kolejny punkt to to stary wiatrak w Tucznej. Okazuje się, że stoi on na prywatnym podwórku. Wrodzony talent dzielnych fotografów do zjednywania ludzi powoduje, że za chwilę pojawia się „pan młynarz” i i już mamy przewodnika po obiekcie. Pan jest już dobrze po siedemdziesiątce i jest zadowolony, że trafiła mu się taka fucha.

DSC_6057_Jordan

Wyprowadza nas na samą górę, gdzie cierpliwie pozuje stadu paparazzich 🙂 Ja staram się bardziej skupić na detalach wiatraka. Jest w naprawdę w dobrym stanie, jak na swoje 100 lat. Stracił tylko skrzydła no i w dachu straszy dziura, przez którą widać bocianie gniazdo. Na rozmowach i fotografowaniu zlatuje nam godzina.

DSC_6051_Jordan

Ruszamy dalej. Zatrzymujemy się jeszcze na chwilę w zagubionej w lesie wiosce Choroszczynka, po drodze fotografujemy mały zagubiony w lesie domek i jazda do domu na gorący obiad, bo zimno dobiera się już do nas z każdej strony 🙂

DSC_6108_Jordan

Dodaj komentarz