Najstarsi górale…

…nie pamiętają takiej pogody, jaka trafiła mi się na wyjazd urlopowy. Nawet nasz słowacki gospodarz – Pavol – stwierdził filozoficznie, że „takiego februara to on nie pamięta jak żyje”. Wyjazd na 5 dni przeznaczony był na rekreację i tak też się stało, chociaż nie do końca zgodnie z planem…

Wyruszamy w sobotę i bez przeszkód docieramy na Słowację. Obiad, wieczorek integracyjny, rozpakowanie i spać.

Budzę się o 7 rano i oczom nie wierzę. Wczoraj nic nie było widać, dziś z okna podziwiam nieskazitelnie czyste, błękitne niebo i świecące na biało Tatry. Poprawa humoru jest natychmiastowa i to co najmniej o 300% 🙂 Aparat na statyw i robimy zdjęcia 🙂

Po śniadaniu ładujemy sprzęt do aut i ruszamy na narciarską rozgrzewkę za Poprad. Po 3 latach przerwy wystarczy kilka zjazdów, aby sobie przypomnieć „jak to się robi” 🙂 Siedzimy na stoku prawie do trzeciej, słońce razi w oczy, ale widok na Tatry wynagradza wszelkie niedogodności 🙂

DSC_6490

Wieczorem jeszcze kilka zdjęć, ale niestety warunki już nie te… I tak już będzie do końca wyjazdu 🙁 Kolejny dzień spędzamy na stoku na Łomnicy, ale po 2 godzinach jazdy w ulewie i przemoczeniu wszystkiego uciekamy do naszego pensjonatu. Aparatu nawet nie wyjmuję. Zostaje się integrować 🙂

DSC_6496_1402

Kolejny ranek nie wygląda lepiej. Śnieg zniknął, widoczność minimalna. Zachęcam wszystkich na wyjazd na spacer we mgle. Wjeżdżamy na Hrebienok i ruszamy w stronę Chaty Zamkovskiego. Jest klimatycznie, chociaż resztki lasu w postaci kikutów drzew ginących we mgle przypominają trochę atmosferę horroru 🙂 To moja zimowa premiera w słowackich Tatrach i muszę przyznać, że szedłem tam z ciekawością. Jest fajnie 🙂

Obrovsky wodospad, wodospady Zimnej Wody skute lodem, przysypane śniegiem. Ludzi prawie nie ma, cisza. Wycieczka wszystkim się bardzo podoba, a najbardziej okolice schronisk: Rainerowa Chata z herbatką z rumem i Bilikova Chata z tymże samym trunkiem 🙂 Tego dnia udaje się zrobić trochę nastrojowych zdjęć, które z przyjemnością przedstawiam.

Rano znowu witają mnie na niebie ciekawe zjawiska, które jednak szybko się kończą. Najpierw z chmur wyłania się ściana Łomnicy, potem mgła znika, nad szczytami Tatr tworzy się czapa, która co chwila zmienia się i budzi skojarzenia z najazdem obcych w „Dniu niepodległości” 🙂 Kilka minut i jest po wszystkim. Schodzimy na śniadanie. Temperatura leci w górę, stwierdzam więc, że jazda będzie mało przyjemna i robimy sobie rodzinny wypoczynek w parku wodnym w Popradzie. Pozostaje kilka zdjęć poranka…

Znowu padało całą noc… rano radzimy nad wycieczką w stronę Słowackiego Raju. Kręcimy się jakimiś podniebnymi serpentynami, by stwierdzić że jaskinia Dobszyńska jest zamknięta, a droga na Tomasovsky Vyhlad nieprzejezdna… I tak wróciłem bez zdjęć 🙁 Zostało kilka prób z okna, chociaż za bardzo nie ma co 😉

I wieczorem…

Pięć dni minęło błyskawicznie – został tylko powrót. Niestety – całą drogę lało. Ktoś powiedział, że mamy luty…

 

Dodaj komentarz