W poszukiwaniu drzewa którego nie było…

Kolejna nasza wycieczka – tym razem po Mazowszu – rozpoczęła się o 6 rano wyjazdem w kierunku Warszawy. Głównym celem tego dnia był pałac w Nieborowie. Wczesna pora wynikała z faktu, że chcieliśmy jeszcze coś „zaliczyć” w Warszawie, która leżała na trasie naszej wycieczki, okazało się jednak, że forty o których myśleliśmy, toną w wodzie po ostatnich opadach. W tej sytuacji zamiast w lochy – udaliśmy się na dach 🙂 Dosłownie.

dsc_6866  Równo o 9 ochroniarz otworzył ogrody Biblioteki Uniwersyteckiej w Warszawie i wolnym krokiem udaliśmy się na szczyt budowli, podziwiając zarówno zieleń jak i samą architekturę budowli. A jest co podziwiać. Zadbane alejki, mnóstwo egzotycznych roślin, punkty widokowe, mostki – architekci dali ujście swojej fantazji i efekt może się podobać.

Gmach Biblioteki składa się z dwóch budynków: frontowego (tzw. rogala) i głównego. Obie części połączone są pasażem, przykrytym przeszklonym dachem. Zarówno część frontowa, jak i kondygnacja podziemna wynajmowane są instytucjom komercyjnym. Właściwy budynek Biblioteki, którego wejście zwieńczone jest ogromną rozwartą księgą z napisem HINC OMNIA, składa się z czterech kondygnacji – dla użytkowników udostępniony jest parter. Biblioteka została oddana do użytku w grudniu 1999 roku.

dsc_6975  Największą atrakcją jest ogród na dachu budynku, który rozpościera się na powierzchni ponad 1 hektara. Jest on jednym z największych i najpiękniejszych ogrodów dachowych w Europie. Ogród uniwersytecki jest ogólnie dostępny i stanowi doskonałe miejsce wypoczynku nie tylko dla studentów czy pracowników naukowych, ale także dla gości. Ogród składa się z dwóch części: górnej (o powierzchni 2000 m2) i dolnej (o powierzchni 15 000 m2), połączonych strumieniem z kaskadowo spływającą wodą. Można w nim podziwiać różnorodne gatunki i odmiany roślin, posadzone w trzech odmiennie skomponowanych częściach. Z mostków i tarasu widokowego można podziwiać panoramę Warszawy, Most Świętokrzyski i Wisłę. Odwiedzający ogrody mogą też przez specjalne okna lub szklany dach zajrzeć z góry do wnętrza Biblioteki (źródło: WarsawTour).

Godzina jazdy i jesteśmy w Nieborowie.

dsc_7121  Muzeum w Nieborowie i Arkadii powstało w 1945 roku. W jego skład wchodzą Pałac Radziwiłłów wraz z ogrodem w Nieborowie i Ogród Romantyczny Heleny Radziwiłłowej w Arkadii. Do końca stycznia 1945 pałac w Nieborowie i ogród w Arkadii znajdowały się na obszarze dóbr nieborowsko-mysłakowskich ordynata ołyckiego Janusza księcia Radziwiłła. Cała rodzina Radziwiłłów w lutym 1945 została deportowana przez służby NKWD do Związku Radzieckiego i osadzona w obozie w Krasnogorsku. Ówczesny dyrektor Muzeum Narodowego w Warszawie Stanisław Lorentz, zgodnie z wcześniejszym porozumieniem z Radziwiłłem, otoczył opieką unikatowy pałac nieborowski i jego zbiory oraz zabytkowy ogród w Arkadii, włączając je niezwłocznie w skład warszawskiego Muzeum Narodowego, jako jego oddział. To uratowało pałac i jego zbiory przed dewastacją i rozproszeniem w najgorszym okresie ortodoksyjnego stalinizmu.
dsc_7141  W pałacu znajduje się obecnie muzeum wnętrz rezydencji pałacowej z XVII-XIX wieku, oparte na ocalałym wyposażeniu pałacu i jego kolekcjach (rzeźba, obrazy, grafika, meble, brązy, porcelana i szkło, srebra, zegary, tkaniny, zbiory biblioteczne), uzupełnione obiektami sztuki i rzemiosła artystycznego ze zbiorów Muzeum Narodowego w Warszawie. Pałac i ogród regularny (francuski) w Nieborowie oraz angielski (sentymentalno-romantyczny) w Arkadii po renowacji i uporządkowaniu zostały udostępnione zwiedzającym jako stylowe pałacowo-ogrodowe założenie rezydencjonalne. Muzeum w Nieborowie i Arkadii zostało wyróżnione w 1987 roku za konserwację i pielęgnację nieborowsko-arkadyjskiego założenia pałacowo-ogrodowego Złotym Medalem Ministra Kultury i Sztuki, a w czerwcu 1994 roku Europejską Nagrodą za Ochronę Zabytków (Europa-Preis für Denkmalphlege) fundacji FVS w Hamburgu.
Równocześnie z uruchomieniem w Nieborowie muzeum wnętrz, został powołany w 1945 roku na jego terenie Ośrodek Pracy Twórczej umieszczony w użytkowych pokojach II piętra pałacu i w Pawilonie Myśliwskim, przeznaczony dla pracowników nauki i twórców. Ośrodek nieborowski służy także jako miejsce międzynarodowych konferencji i spotkań dyplo­matycznych (źródło: www.nieborow.art.pl).

DSC_7047 Panorama DSC_7066 Panorama DSC_7050 Panorama DSC_7038 Panorama DSC_7028 Panorama DSC_7021 Panorama DSC_7017 Panorama DSC_7015 Panorama DSC_6993 Panorama

 

Kolejnym ciekawym obiektem na trasie był cmentarz wojenny z I wojny światowej w Bolimowie. Podczas I wojny światowej, w okresie od grudnia 1914 do lipca 1915, w pobliżu Bolimowa przebiegała linia frontu, ciągnącego się wzdłuż Rawki i Bzury. Pod Bolimowem, 31 stycznia 1915 roku armia niemiecka po raz pierwszy użyła broni chemicznej. Pozycje rosyjskie zostały ostrzelane pociskami artyleryjskimi wypełnionymi bromkiem ksylilu – środkiem działającym podobnie do gazu łzawiącego. Ze względu jednak na niską temperaturę powietrza (-21 °C) gaz ten nie parował, w związku z czym atak okazał się nieskuteczny.

Niespełna pół roku później, 31 maja 1915, miał miejsce największy na wschodnim teatrze działań wojennych atak gazowy. Wojska niemieckie, między Bolimowem a Sochaczewem, użyły przeciwko armii rosyjskiej 264 ton ciekłego chloru wypuszczonego z 12 tysięcy butli rozmieszczonych przed linią okopów rosyjskich. Ilość ta ponad dwukrotnie przewyższała ilość gazu użytą podczas ataku gazowego przeprowadzonego w kwietniu 1915 pod Ypres. W ciągu kilkunastu minut zginęło kilka tysięcy osób (dokładna liczba jest nie do ustalenia). Wielu zmarło w szpitalach wskutek zatrucia gazem. Łącznie niemiecki atak gazowy pozbawił życia blisko 11 tysięcy ludzi. Do lipca przeprowadzono jeszcze dwa ataki gazowe, z czego jeden nieudany, gdyż wiatr zepchnął gaz na pozycje niemieckie (źródło: Wikipedia).

 

Pora wreszcie na rozszyfrowanie tajemniczego drzewa. Otóż niedaleko naszej kwatery wedle wiedzy szefa wycieczki powinno znajdować się najgrubsze drzewo w Polsce. Skoro  źródła twierdzą, że powinno, wycieczka rozpoczęła poszukiwania 🙂 Niestety z marnym skutkiem – chwilę błądziliśmy i zaczęliśmy wypytywać napotkanych ludzi. Jedni byli zaskoczeni pytaniem, kolejni stwierdzili, że może i kiedyś było, aż w końcu znalazł się pan, który ochoczo przyłączył się do wycieczki i zawiózł nas pod owe drzewo… a raczej to co z niego zostało 🙂 Czyli pień. Drzewo padło ze starości rok wcześniej, ale widać było, że do małych nie należało. A żeby nie było, że to bajka jakaś – cyfrowy obraz naszego świata zachował dla potomności obrazek.

A tyle z niego zostało dziś…

 

Ostatnim punktem tego dnia był dojazd na kwatery w Julinku i dłuższy spacer po Puszczy Kampinoskiej zakończony integracją przy ognisku. Najwytrwalsi odpadli po północy 🙂

Dodaj komentarz