Bug – wzdłuż granicy

Czwarty rowerowy wypad ponad Bugiem nie był nastawiony na odkrywanie nowych miejsc, bo większość z nich już odwiedziłem. Chciałem jednak połączyć je w całość, korzystając z faktu, że mogę się przemieścić na dystansie większym niż zwykle i do tego domalować na swojej mapce kolejny dłuższy fragment rzeki 🙂

W niedzielny poranek zaczynam więc od Woroblina, gdzie korzystam z gościnności Mirka i parkuję przed jego hacjendą 🙂 Zdziwienie gospodarza bezcenne 🙂 Ma gości i pije z nimi poranną kawę, więc nie chcę im za bardzo przeszkadzać – szybko wypakowuję rower, zamieniam kilka słów i w drogę.

Początek jazdy to trasa trochę w nieznane 🙂 Jadę najkrótszą drogą nad rzekę, zastanawiając się czy w lesie ponad Bugiem będzie przejazd. Na mapach satelitarnych wyglądało, że może być problem. Przejeżdżam piaskowe wydmy i jest rzeka. Są też ścieżki pograniczników 🙂 Ruszam ponad rzeką i przejazd na szczęście jest całkiem dobry. Mijam las, zatrzymuję się na chwilę nad wyschnięta odnogą Bugu. Woda w tym roku znowu jest bardzo niska, choć o około 40 cm większa niż rok wcześniej. Znowu widać wielkie piaskowe wyspy.

DSC_0554_bug

Docieram w znane mi już rejony przy wielkim zakolu z piaszczysta plażą. Pojawiły się nowe dróżki, widać, że pogranicznicy dbają o ich przejezdność. Jest niedziela, więc i wędkarzy sporo. Mijam kilka samochodów schowanych w krzakach. Zamieniam kilka słów z panami na plaży i ruszam dalej.

DSC_0566_bug

Docieram w okolice Derła. Tutejsze drogi już znam, więc tempo jazdy jest spore, bo wszystko tu już sfotografowałem i nie zatrzymuję się co chwila na zdjęcia 🙂 Przejeżdżam wzdłuż łąki, na której rok temu grasowało stado traktorów 😉

Teraz czeka mnie przeprawa przez pole dyń 🙂 Na szczęście widoczna jest ścieżka, po której jedzie się całkiem nieźle. Za chwilę ostry zjazd w dół i przekraczam odnogę Bugu. Suchą 🙂

DSC_0576_bug

Kolejny odcinek to jazda po wielkim „prawie stepie”, który kończy się w Pratulinie. Nie wjeżdżam jednak do wsi, tylko wbijam się w łęg, który obadałem kiedyś na plenerze. Jadę około kilometra wysoką skarpą ponad samą rzeką i ścieżka skręca nagle na łąkę. W tym miejscu zaskakuję dwóch sympatycznych pograniczników. Obwieszeni jak choinki ciężkim sprzętem, ubrani szczelnie w maskujące stroje, narzekają trochę na gorąco. Jest koło 11, słoneczko daje już mocno znać o sobie, więc im się nie dziwię. Ucinamy chwilę pogawędkę, tradycyjne „spokojnej” i w drogę.

DSC_0580_bug

Kolejny odcinek nie jest już taki łatwy. Docieram do kolejnego zakola i tu ścieżka wbija się w zarośla. Badam możliwość przejazdu, ale po około 100 metrach zarządzam wycof. Teraz niestety muszę oddalić się od rzeki, bo przez pole żyta też nie ma przejazdu. Powoli zbliżam się do Łęgów. Odnajduję dróżkę, którą przebijałem się na którejś ze starych wycieczek, jeszcze tylko kilkadziesiąt metrów forsowania miedzą i znowu rzeka. Tu drogę już znam, więc szybkim tempem docieram w okolice starego mostu na nadbużance. Zdjęcie pamiątkowe pali wystających z rzeki i jadę dalej do kolejnej plaży. Zdjęcia robię tylko do celów dokumentacji wycieczki, bo mam ich stąd już sporo 🙂

DSC_0602_bug

Ruszam w kierunku Krzyczewa. Miałem plan jechać dalej, ale dziś muszę wcześniej wrócić, więc skręcam w pierwszą napotkaną drogę ku cywilizacji. Ponad rzeką jadą kolejni pogranicznicy, a ja szybko zbliżam się do Łęgów. Teraz będzie długa prosta – około 10 km do Woroblina – asfaltem. Mijam Pratulin, Zaczopki, Derło, Cieleśnicę i skręcam tam, gdzie zaczynałem 🙂  Czas mam niezły – około 3,5 godziny a przejechane 35 kilometrów. Zważywszy na trudności terenowe i szukanie drogi – ujdzie 🙂

Zrzut ekranu 2016-07-24 o 18.13.16

Dodaj komentarz