Jesienne wędrówki w Bieszczadach

Znowu jesień. Szybko minął kolejny rok. I znowu czekają kolorowe Bieszczady. W tym roku jednak bardziej mokre niż słoneczne.

Poszukiwania ciekawej trasy kończą się decyzją, że idziemy na Okrąglik i przez Jasło schodzimy do Cisnej. Ilość kilometrów wydaje się rozsądna, zważywszy, że do tegorocznej  wyprawy dołączyło trochę nowicjuszy. Ponownie udaje się wymyślić rozwiązanie logistycznej, dzięki któremu zaoszczędzamy sporo zbędnego dystansu po asfalcie.

Tegoroczna pogoda to osobny temat… Tydzień wcześniej Bieszczady pokryły się śniegiem. Teraz jednak nie ma  po nim śladu, jest za to legendarne bieszczadzkie błoto. Zrobiło się względnie ciepło, na górami wiszą gęste i mokre chmury. Zgodnie z prognozą – niestety. Mam jednak nadzieję, że zapowiadany brak opadu wytrzyma. I na szczęście wytrzymał 🙂

Ruszamy na Ruską Przełęcz (inna nazwa to Przełęcz nad Roztokami). Jedno auto tradycyjnie w ramach logistyki zostaje w Cisnej, bo tam planujemy zakończyć naszą dzisiejszą wyprawę. Posłuży nam ono później do szybkiego przemieszczenia kierowców w celu przejęcia pozostałych aut i zaoszczędzenia około 10 kilometrów asfaltingu 🙂

DSC_2323b1

Mijamy Majdan i nieczynną już kolejkę bieszczadzką i ruszamy w stronę przełęczy. Jesień wokół jest piękna, nawet mimo chmur, które stopniowo spowijają okolicę. We wszelkich możliwych odcieniach żółtego i czerwieni zdobywamy wysokość. Jeszcze tylko mostek i już granica. Droga się kończy a my stoimy w chmurze. Chwila na przepakowanie i już ruszamy granicznym szlakiem w stronę Okrąglika. Mgła sprawia, że jest niezwykle nastrojowo. Do szczytu mamy około dwóch kilometrów. Część odcinków pozwala zdobyć wysokość, ale od czasu do czasu dla równowagi idziemy całkiem płaskimi fragmentami szlaku. Grupka tradycyjnie co jakiś czas zadaje pytanie „czy daleko jeszcze”, a ja niezmiennie odpowiadam, że „15 minut” 🙂

DSC_2347b1

Wreszcie szczyt. Rozległy widok zapewne gdzieś tam jest – nasz obejmuje krąg o promieniu 20 metrów 🙂 Chwila na herbatkę i kanapki i ruszamy czerwonym szlakiem w stronę Cisnej. Jest to fragment Głównego Szlaku Beskidzkiego, którego sporą część przy okazji różnych wyjazdów udało mi się już przejść.

DSC_2357b1

Idziemy przez nastrojowy las, wokół poskręcane buki majaczące we mgle. Kolejny cel na dziś to Jasło. Las się kończy i wychodzimy na łąkę.

Tu nareszcie wiatr trochę rozgania mgłę i pojawia się rozległa panorama. I w końcu mogę zrobić użytek z aparatu fotograficznego, który do tej pory wisiał bezużyteczny na szyi.

dsc_2410b1-panorama

Tuż przed dojściem w okolice punktu widokowego zaczyna wiać i kropić, horyzont znowu zaciąga się chmurami. Uciekamy więc szybko w kierunku najbliższego lasu. I tak dziś będzie na całej trasie. Od czasu do czasu pojawi się okienko widokowe, ktore pozwoli się nacieszyć widokami i za chwilę znowu wszystko się schowa. Mijamy kolejne kulminacje szlaku, kilometry lecą. dsc_2477b1-panorama

Na tym odcinku powstaje większość tegorocznych zdjęć. To była „chwila dla fotoreportera” 🙂 Pracowicie zapełniam kartę materiałem do obróbki a potem ruszam za resztą wycieczki, która mi trochę uciekła 🙂

DSC_2385b1_6b1_7b1_tonemapped DSC_2404b1_5b1_6b1_tonemapped DSC_2424b1_5b1_6b1_tonemapped DSC_2496b1_7b1_8b1_tonemapped

Doganiam ich w pięknym jesiennym lesie. Mimo braku słońca, kolory są intensywne, bo powietrze jet bardzo przejrzyste. Sama przyjemność wędrować takim szlakiem.

DSC_2504b1

Zejście jest dość długie i mozolne, a młodszym uczestnikom wycieczki trochę się dłuży 🙂

DSC_2554b1_5b1_6b1_tonemapped

Mijamy jeszcze pamiątkową tablicę poświęconą poległym w katastrofie śmigłowca w 1991 roku.

Wkrótce zaczyna padać. Teraz jednak już nam to nie przeszkadza. Pogoda wytrzymała prawie do końca 🙂 Ostatni odcinek jest dość błotnisty, wiedzie głębokimi wąwozami i kończy się przy potoku, którego brzegiem docieramy do mostu kolejki bieszczadzkiej.

Za chwilę jesteśmy w Cisnej. Kilkanaście minut zajmuje nam ściągnięcie aut z przełęczy i zostaje tylko wpaść do regionalnej knajpki, bo ekipa mocno zgłodniała 🙂

Drugiego dnia niestety pada. Trzeba organizować plan B. Wpadamy bo Ustrzyk Dolnych na zwiedzanie wszystkiego co się da pod dachem 🙂 Po obejrzeniu ekspozycji w Muzeum Bieszczadzkiego Parku Narodowego, przeglądamy jeszcze wystawę zdjęć.

Najciekawszym jednak obiektem okazuje się młyn przerobiony na Muzeum Młynarstwa.

Muzeum zostało otworzone w lipcu 2010 r. i od tej pory służy turystom, którzy poznają nie tylko historię młynarstwa, ale także mogą prześledzić skomplikowany proces mielenia zboża. Mogą także prześledzić interesujące dzieje tego budynku wraz z najbliższym otoczeniem. Powstał on w 1925 r. i przeznaczony był przede wszystkim do produkcji wysokogatunkowej białej mąki, wówczas znacznie droższej niż powszechnie używana mąka razowa. W historii dzisiejszego Muzeum istotną rolę odegrało zakończenie II Wojny Światowej. Wtedy całkowicie zmienił się kształt granicy wschodniej, a Ustrzyki wraz z okolicznymi terenami znalazły się w granicach ZSRR. Dopiero w 1951 r. na mocy ustawy o wymianie terenów przygranicznych ta część Bieszczadów – 480 km kwadratowych – została zwrócona Polsce, w zamian za tzw. „Kolano Bugu”.

DSC_2579

Budynek młyna w dobrym stanie przetrwał wojnę i sześcioletnią przynależność do Związku Radzieckiego. Jednak, kiedy do Ustrzyk przybyli nowi osadnicy, nie zastali w młynie ani jednej maszyny. Z tego powodu zakład ten miał dwuletnią przerwę, podczas której kompletowano urządzenia niezbędne do wznowienia pracy. Przywieziono wówczas wyposażenie z jakiegoś niezidentyfikowanego młyna – najprawdopodobniej z Pomorza, o czym może świadczyć konstrukcja drewniana oparta na sośnie wejmutce rosnącej na północy Polski – i od roku 1953 wznowiono mielenie zboża. W porównaniu z okresem przedwojennym zmienił się system napędu, ponieważ wprowadzono silnik spalinowy, który po dziewięciu latach został zastąpiony dwoma silnikami elektrycznymi pracującymi do czasu zamknięcia młyna, co nastąpiło w roku 2007.

DSC_2588

Muzeum Młynarstwa i Wsi w Ustrzykach Dolnych jest jedynym muzeum w Polsce dającym możliwość poznania kompletnych linii służących do czyszczenia i mielenia zboża w młynach z nowoczesnym napędem. Zwiedzającym udostępniono 1100 m kwadratowych na czterech kondygnacjach. W ramach stałej ekspozycji prezentowane są maszyny pochodzące z XIX w. Stulecie to określono „wiekiem pary i elektryczności”, ze względu na olbrzymi postęp techniczny, który wówczas nastąpił. Chociaż o tym fakcie pamiętamy wszyscy, to jednak niewielu z nas zdaje sobie sprawę z tego, jak wielki krok uczyniło w tym czasie młynarstwo odchodząc od kamieni młyńskich oraz silników wiatrowych i wodnych. W pełni można to sobie uzmysłowić w Muzeum oglądając maszyny wymyślone w tym czasie na potrzeby młynarstwa parowego. Najbardziej znaczącym zabytkiem znajdującym się w zbiorach Muzeum jest gniotownik walcowy pochodzący z lat trzydziestych XIX w. Pierwsze takie urządzenie pojawiło się dopiero w 1815 r., a więc to znajdujące si w Ustrzykach Dolnych należy do najstarszych nie tylko w Polsce, ale także w Europie.

Uzupełnienie ekspozycji wewnętrznej stanowi wystawa plenerowa. Wokół budynku Muzeum można oglądać liczne urządzenia i maszyny służące do uprawy ziemi, czyszczenia i młócenia zboża oraz mielenia ziarna. Wszystkie te urządzenia były wykorzystywane w gospodarstwach wiejskich w XIX i XX wieku [źródło: Młyn w Ustrzykach].

Jak na złość w dzień powrotu powraca słońce. Budzę się świtem, by podziwiać zamglone obrazy poranka.

DSC_2597 DSC_2609

Kręcę się jeszcze chwilę po okolicy, fotografując poranną rosę.

DSC_2616

Zjadamy śniadanie, żegnamy się z gospodarzem Leśniczówki i w drogę. Jeszcze tylko trochę zdjęć kropelek rosy, potem obowiązkowe zdjęcie na tamie w Solinie. 

DSC_2627 DSC_2647

Mam nadzieję, że nie będę czekał roku na kolejną wizytę w tych pięknych górach – marzą mi się dla odmiany zimowe Bieszczady 🙂

Dodaj komentarz