Dąb Dominik

Oto przede mną ostatnia ze ścieżek Poleskiego Parku Narodowego, na której jeszcze nie byłem. Pochmurna sobota tylko przez chwilę próbowała mnie zniechęcić do tej wyprawy. Namawiam na wyjazd swoją studentkę, która właśnie szczęśliwie zakończyła pierwszy rok studiów. Godzinka jazdy dzieli nas od parkingu za wsią Jamniki. Jest pochmurno, ale prognoza nie zapowiadała opadów, więc zdjęcia powinny być udane 🙂

Przy wejściu na ścieżkę stoi zaparkowane auto strażnika Parku. Pan obdarza nas zaufaniem i nie kontroluje biletów, które zakupiłem z domu elektronicznie. 

Pierwsze metry i zagłębiamy się w las. Rusza za nami chmara komarów 🙂

Tytułowy Dąb Dominik wita nas już po kilkudziesięciu metrach. Ma około 300 lat i trzyma się nieźle.

Ruszamy szybko dalej w kierunku bagien. Po przejściu około kilometra teren się zmienia: pojawiają się doły wypełnione wodą, las jest coraz niższy. Towarzyszą nam tabliczki z żółwiem i tablice informacyjne. Ścieżki w PPN są zadbane i widać, że komuś zależy, by Park robił dobre wrażenie. Nie jest ciemno, światło sprzyja robieniu zdjęć.

Docieramy do pierwszych kładek. Od tej pory będziemy już chodzić wyłącznie po pracowicie ułożonych klepka przy klepce drewnianych podestach. Sprawdzam butem, kawałek ściółki obok ścieżki. Ugina się, a w dołku natychmiast pojawia się woda. Mówią że bagno wciąga 🙂

Nasza ścieżka skręca i długim pomostem wchodzi na jezioro Moszne. Jest ono otoczone spleją (pływającym kożuchem z roślinności). Wyczytałem, że ma ona do dwóch metrów grubości. Rosną na niej jakieś karłowate drzewa, a samo jezioro stopniowo zarasta. Koniec pomostu to pływająca platforma z pięknym widokiem na wszystkie strony.

Najpierw dopada nas szał fotografowania.

Teraz robimy krótki biwak. Wyciągamy kanapki, pamiątkowe wspólne foto i zabieramy się do fotografowania nenufarów.

Wracamy na brzeg. Tu są dwa warianty – można wrócić do parkingu, albo ruszyć dalej kolejnym pomostem wzdłuż jeziora. Wybieramy oczywiście drugi. Ten fragment trasy ma około kilometra i kończy się kolejnym pomostem obserwacyjnym, ale tym razem nie wchodzącym w jezioro. Ruszamy dalej przez las. Teraz droga wiedzie wśród torfowisk. Część z nich to powstałe po wydobyciu torfu oczka wodne. Woda w nich jest przeraźliwie czarna. 

Mijamy kilka mostków i zbliżamy się do końca trasy. Tu jacyś panowie walczą z drzewem. Myślałem, że Parkach Narodowych drzew się nie wycina…

Wychodzimy we wsi Jamniki. Stąd trzeba jeszcze odbyć około dwukilometrowy spacer do parkingu i a potem już tylko godzinna jazda do domu.

 

Dodaj komentarz