Landart Festiwal 2017

Artyści kochają Bug 🙂 Tak bardzo, że po raz trzeci przyjechali ze swoim Landartem nad tę piękną i dziką rzekę. Tym razem obrali sobie za cel drogę prowadzącą z Janowa do Bubla. Zresztą motywem przewodnim tegorocznych twórczych poszukiwań była właśnie „droga”.

Jak zwykle twórcy rozpoczęli swoją pracę dwa tygodnie wcześniej. Nie udało mi się co prawda zrobić rekonesansu przed ostateczną prezentacją prac, ale samego wernisażu nie zamierzałem odpuścić, choćby pogoda kompletnie nie dopisała.

Sobota, godzina czternasta. Tak jak od kilku ostatnich dni, jest zimno, leje, wieje, na niebie kłęby dzikich chmur. Wyglądają nawet artystycznie 🙂 Wrzucam aparat, kurtkę, pelerynę, ciepłe ciuchy i ruszam. Ilość ubrań przeciwdeszczowych sprawia, że następuje cud 🙂 Kilka kilometrów i nagle jadę suchą drogą. Kolejne kilometry – robi się słonecznie i ciepło… W Janowie jest już lato 🙂 

Szybko docieram na skrzyżowanie, gdzie ma się rozpocząć wernisaż. Tu już zastaję spory tłumek – i tyleż aut. Parkuję gdzieś na uboczu, zrzucam z siebie ochotą kurtkę i w całkiem letnim stroju dołączam do głównej grupy.

Ruszamy w stronę Janowa, gdzie szef imprezy, czyli niestrudzony Jarek Koziara, prowadzi całą grupę i opowiada w swoim specyficznym stylu o kolejnych dziełach. „To dzieło przedstawia dokładnie to o czym myślicie” 😉

Tłum jest całkiem spory i jak to artyści – kompletnie nie poddający się kontroli – każdy kroczy własną drogą 🙂 Organizatorzy próbują jakoś uformować kolumnę, ale widzowie mają swój charakter i nie poddają się ani instrukcjom policji ani kierującym ruchem. Jedni i drudzy w końcu rezygnują z walki 🙂

Jest trochę znajomych i to nie tylko wśród widzów. Jednym z autorów prezentacji na trasie jest gość naszych fotoklubowych Warsztatów – Roman Krawczenko.

O samych dziełach trudno coś napisać, trzeba je po prostu zobaczyć i zinterpretować po swojemu… Są różne, jak różni są ich autorzy i ich wizje drogi.

Stopa…

Dokąd zmierzasz żyrandolu?

Drugie życie pekaesu…

Długo nie można było odpędzić widzów od karawanu…

A niebo było całkiem blisko…

Przejście calej trasy zajmuje pond dwie godziny, a pokonany dystans to prawie 4 kilometry. Taka specyfika Landartu 🙂

Zapraszam do zobaczenia tego, co udało mi się uchwycić moim aparatem.

Dodaj komentarz