Nadbużańskie pejzaże – Sobibór-Zbereże

Początek sierpnia przyniósł wreszcie letnią aurę, a tak zbiegła się szczęśliwie z początkiem tegorocznego urlopu. Po udanej wyprawie pod Włodawę przyszedł czas na obejrzenie kolejnego odcinka Bugu w górę rzeki. 

Świtem rower wędruje do bagażnika, a ja pomny ostatniej przygody z klimatyzacją wyłączam ją, uchylam szyby i jazda do Sobiboru. Mijam dróżkę, gdzie ostatnio zakończyłem swoją trasę, skręcam w las i za chwilę parkuję w małym przysiółku składającym się z kilku domów. Tu będzie start mojej kolejnej wycieczki – zamierzam dotrzeć do Zbereża.

Kilkanaście metrów od samochodu dostrzegam dróżkę prowadzącą do rzeki i zadowolony szybko ruszam w dół. No niestety – po ujechaniu 500 metrów trafiam na ogrodzenie i droga się kończy. Ruszam w drogę powrotną i za chwilę szukam kolejnego dojścia do rzeki. Marnie to wygląda, bo wszystko wygrodzone i wygląda że cały tutejszy rejon jest w prywatnych rękach i nie ma szans dotrzeć do rzeki. Polna droga kończy się, docieram znowu do asfaltu, zaczyna się Sobibór i wreszcie jest – szeroka polna droga w stronę rzeki. Docieram do jakiegoś pałacu, okrążam go i niestety znowu droga kończy się na jakimś gospodarstwie ogrodzonym siatkami. Na szczęście gdzieś na tyłach pałacu znajduję ścieżkę przez łąkę, która w końcu wyplątuje mnie z labiryntu płotów i siatek i mam swój Bug 🙂 Trochę to trwało…

Trasa tym razem jest mało oczywista, okolica dzika i często mało przejezdna. Czasami jadę przez środek łąki, gdzie ledwo widoczny jest ślad kogoś, kto przejechał tędy dawno temu.

Wbijam się w jakąś zarośniętą ścieżkę, która wkrótce się kończy, ale za to jaki widok! Pochyłe drzewo wychyla się do połowy rzeki. Jakoś nie mam odwagi na nie wleźć 🙂 Kilka zdjęć i jadę dalej skarpą kilka metrów nad lustrem wody. Mijam efektowne zakręty, które oczywiście uwieczniam, bo wyglądają bardzo fotogenicznie 🙂

Miejsce jest tak urocze, że kilka minut stoję i podziwiam.

Jest i samotny dąb 🙂

Jadę przez łąkę i natykam się na ogromne doły i rozlewiska, które zagradzają mi drogę. Muszę je objeżdżać jakimiś zarośniętymi ścieżkami. Na szczęście od czasu do czasu trafiam znowu na swoją rzekę 🙂

Któraś z kolei ścieżka wbija się w gęste krzaki, omija wielkie doły wypełnione wodą i nagle kończy się przy słupku granicznym. A za nim… wielka piaszczysta plaża 🙂 Taka jak lubię.

Odstawiam rower i schodzę w dół. Woda niska, więc można sobie pospacerować po piasku, a przy okazji pofotografować. Po drugiej stronie rzeki na wysokiej skarpie Bugu jest Ukraina. Cicho tu i spokojnie, z dala od cywilizacji. Chwila odpoczynku i czas na odwrót. No dobra, ale gdzie jest rower? Kilka minut szukam go w dzikim gąszczu 🙂 Jest – można jechać dalej 🙂

Przez chwilę zastanawiam się, czy będę musiał wracać drogą, którą przyjechałem przed chwilą, ale na szczęście znajduję drugą odnogę ścieżki, która po paru minutach wyprowadza mnie z tej dżungli na skarpę.

Teraz jadę przez jakiś czas wysoko ponad rzeką. Droga stopniowo zamienia się łąkę i ponownie znowu znika przegrodzona zbitym gąszczem krzaków i rozlewiskiem. Oddalam się od rzeki i trafiam na wąską ścieżkę pełną podmokłych dołów prowadzącą przez środek bagna. Wokół dzika przyroda, z drzew zwisają jakieś pnącza, czuję jak okoliczna roślinność dosłownie mnie osacza 🙂 Po około kilometrze droga skręca lekko w górę i głębokim wąwozem wyprowadza mnie do sosnowego lasu 🙂 Co za ulga!

Znowu jadę skarpą, która wznosi się coraz wyżej. Droga kończy się na punkcie widokowym. Stoję wysoko nad rzeką, a widok mam podobny do dziesiątki razy odwiedzanej skarpy w Gnojnie 🙂 Jest pięknie!

Tylko las ładniejszy, bo miejsce chyba rzadko odwiedzane i nie zadeptane 🙂 

Stąd droga prowadzi przez las do nieco szerszego traktu leśnego, gdzie wypatruję pograniczników (albo oni mnie) 🙂 Stoją chwilę i odjeżdżają. 

Jest i wyspa. Ciekawe czy zamieszkała?

Potem droga wiedzie w dół i wbijam się gąszcz traw i zarośli. Lawiruję między rozlewiskami, jadę wąwozami, droga co jakiś czas gwałtownie zakręca i znowu jestem nad Bugiem 🙂

Tu czeka drogowskaz, który uświadamia mi, że przejechałem całkiem spory dystans.

Jadę kolejne kilometry  – znowu przez rozlegle łąki, by w końcu trafić na kolejną skarpę.

Znowu ładnie, znowu rzeka kręta i dzika. 

Zerkam na mapę i wygląda na to, że pomału będę kończył dzisiejszy plan. Widać już budynki Straży Granicznej, a ja zmierzam najkrótszą drogą do miejsca, gdzie spodziewam się zobaczyć budowę mostu.

W Zbereżu raz w roku otwierane jest pontonowe przejście graniczne dla turystów. Niestety – wygląda na to że mimo, że to już za 2 dni, panuje tu cisza i spokój. Na środku rzeki widać piaszczystą wyspę i zastanawiam się gdzie też będzie ten most…

Stoi tylko samotne suche drzewo…

Teraz zostaje tylko jak zwykle złapać asfalt i w około godzinę wrócić do auta. 

Trasa (czerwona linia to plan):

1 comment

Dodaj komentarz