Kwiecień

Co roku przychodzi ten weekend kwietnia, gdy pojawia się biały dywanik zawilców, choć drzewa jeszcze szare i pozbawione liści. Wtedy wiadomo, że naprawdę przyszła wiosna. Nie inaczej było w tym roku. Gwałtowny skok temperatury o prawie 20 stopni obudził przyrodę i nagle zrobiło się zielono.

Wracam zmęczony po pracy, ale pojawia się słoneczko i szybko wracają siły i chęci na zregenerowanie się na dłuższym spacerze. Wybór jest oczywisty – rezerwat Chmielinne.

Las, w którym znam każdą ścieżkę i który muszę odwiedzić każdej wiosny. Właśnie dla zawilców. Te jedne są wieczne, bo sam las… z każdym rokiem marnieje, jest systematycznie niszczony, co nazywa się „planową gospodarką leśną”. Pamiętam go, gdy był jeszcze naturalny, piękny, dziki, rosły w nim grzyby. Teraz to zwykłe krzaki, pogrodzone metalowymi plotami. A chronione zawilce rozjechane kołami traktorów…

Ten las już nigdy nie będzie taki sam.

Leśna szkółka zarosła i zdziczała. Przepracowałem w niej trochę, pieląc sadzonki drzew a potem je sadząc w okolicy. Tak – były takie czasy, gdy całe klasy jechały do lasu i spędzały tam cały dzień na sadzeniu drzew.

Sam rezerwat też oberwał. Od natury. Ogromna ilość drzew padła pod naporem wiatru. Wygląda to tragicznie, ale tu przynajmniej sama natura zdecydowała, co ma przetrwać, a co stanowić podłoże dla kolejnych pokoleń lasu. Dopóki nie ma liści, ten widok będzie straszył przejeżdżających…

Ciepłe popołudniowe słońce przyjemnie grzeje. Dwugodzinny spacer kończę przed zmrokiem.

Nie mogło oczywiście zabraknąć mojego aparatu fotograficznego.Robię na pamiątkę trochę zdjęć i mam nadzieję, że za rok trochę lasu jeszcze zostanie. Bo na pewno znowu tu zajrzę. Tak, jak to robię od 40 lat 🙂

Dodaj komentarz