Wyprawa za Bug: Mielnik – Niemirów

Kolejną nadbużańską przygodę rozpoczynam w Zabużu w pobliżu promu. Ten w Niemirowie niestety nadal nie pływa.

Rower złożony, chwilę czekam, aż prom przybije do mego brzegu. Oczekując, słucham przez chwilę rozmowy dwóch Rosjanek z dwoma Polkami po angielsku 😉 Zdaje się, że rosyjskiego nikt już w szkołach nie uczy. Konkluzja rozmowy jest taka, że prom jest „no pay” 😉  Ten za chwilę przybija do brzegu, więc pakuję się na pokład. Jeszcze tylko dwa auta i już płyniemy.

Napęd promu to sprytny mechanizm wykorzystujący prąd rzeki, wspomagany czasem ręcznie przez pomocnika kapitana 🙂 W dużym skrócie są to dwie linki pozwalające ustawić prom pod kątem w stosunku do osi rzeki i resztę robi szybko płynąca woda.

I już jestem w Mielniku. Ustalam jeszcze tylko godziny przerwy, by zdążyć na kurs w drugą stronę i ruszam w drogę. Dość szybko opuszczam Mielnik. Wielkiego wyboru dróg nie ma – jadę asfaltówką i spoglądam co chwila w las w poszukiwaniu jakiejś odnogi w stronę rzeki. Pierwsza próba jest nieudana – po kilkudziesięciu metrach owszem – jestem nad rzeką, ale leśna dróżka kończy się niedużą polaną i muszę wrócić na główną drogę. Tylko samotny wędkarz patrzy zdziwiony, że ktoś tu trafił oprócz niego. Nadzieja wstępuje dopiero w okolicy wsi Wajków. Leśna droga, w którą skręcam, jak nic zmierza w stronę rzeki. Napotykam jakieś leśne skrzyżowanie i intuicja podpowiada mi, żeby skręcić w lewo, Faktycznie – wyjeżdżam na tyłach wsi nad samą rzeką. Droga niestety robi się słabo widoczna i przedzieram się przez jakieś łąki pogrodzone płotami, pod którymi co rusz muszę przeciągnąć rower. Mijam jakaś wielką rezydencję krytą strzechą, potem jest jakiś zapomniany pomnik poświęcony AK i z ulgą odnajduję drogę wyprowadzającą do wsi.

Mijam Wajków, droga asfaltowa zamienia się w moją ulubiona polną. Co najważniejsze – ciągnie się ona ponad samym Bugiem. Sama przyjemność z jazdy. Z jednej strony rzeka, z drugiej dość wysoka skarpa ukryta w lesie.

Gdzieś w oddali mijam kolejną wieś – Sutno.

Droga wiedzie pomiędzy starymi bużyskami i zmierza ku kolejnej wsi – zbliżam się do Niemirowa. Wcześniej jednak czeka mnie jeden z celów tej wyprawy – skarpa widokowa w Gnojnie, ale widziana z zupełnie innej perspektywy. Okazuje się, że na cypelek wiedzie całkiem wyraźana ścieżka, którą dojeżdżam prawie do rzeki. Ostatnie parę metrów pokonuję pieszo i oto jest. Piękny widok! Na szczycie skarpy widzę kilka osób i skala porównania daje pojęcie o jej wielkości.

Krótka sesja zdjęciowa, mały posiłek w tych pięknych okolicznościach przyrody i wracam na główną drogę. Jest tu sporo wędkarzy, jakieś namioty, wiatka. Smutne w tym wszystkim jest jedynie to, że po drodze mijam stosy śmieci. Tutaj jest ich kumulacja.

Dalej droga wiedzie już prosto do Niemirowa. Wjeżdżam do wsi od strony rzeki. Mijam wysoką wydmę, jeszcze trochę i docieram do centrum. Cisza i spokój. Życie toczy się leniwie. Daleko tu do cywilizacji i bardzo mi to odpowiada.

Mijam leżący na brzegu prom. Znowu nie pływa w tym roku z powodu niskiego stanu wody.

Przed laty Niemirów był tętniącym życiem miastem z przywilejem na dwa targi w tygodniu i kilka jarmarków. Bogactwo czerpał wtedy z położenia nad Bugiem, ważnym traktem handlowym, którym ku morzu płynęły wszelkie dobra, choć głównie zboże i drewno. Istniejąca już w XV wieku osada Niwice, rozrastająca  się przy przeprawie przez rzekę, prawa miejskie uzyskała w 1616 roku za sprawą Stanisława Niemiry, kasztelana podlaskiego. On też nadał jej nowa nazwę.

Cóż się stało z miasteczkiem? Położenie, które służyło mu przez wieki, stało się wreszcie przyczyną jego upadku. W czasie I wojny dwukrotnie przechodził tędy front, walki toczyły się tu w czasie wojny polsko – bolszewickiej, a po 17 września 1939 roku na Bugu wyznaczono granicę między Generalną Gubernią a Białoruską Republiką Radziecką. Ta strona Bugu znalazła się w ZSRR, co gorsza na jego strategicznej granicy. Kazano ludziom wynosić się z nadgranicznej strefy, rozebrać własne domy. Na wzgórzach nad Bugiem umacniały się bunkry linii Mołotowa… Gdy Niemcy odepchnęli Rosjan na wschód część mieszkańców wróciła na stare siedliska, część szukała szczęścia w innym miejscu. Jedna piąta niemirowskiej społeczności, Żydzi, podzielili los współwyznawców. Po wojnie Niemirów utracił prawa miejskie i tak już zostało.

Kościół pod wezwaniem świętego Stanisława Biskupa i Męczennika prezentuje się na tle rynku okazale, choć nie jest wcale ogromny. To tylko kontrast wobec niskiej zabudowy. Białe, zadbane mury ostro kontrastują z zielenią drzew. Zbudowali go w latach 1780-1790 ówcześni właściciele miasteczka, Czartoryscy, po pożarze wcześniejszej drewnianej świątyni. Bryłę ma jeszcze barokową, wystrój już dąży do nowego stylu, klasycyzmu.

Kościół, jak miasteczko, przeżywał trudne chwile. W ramach szeroko zakrojonych na Podlasiu represji po powstaniu styczniowym, został zamknięty i taki pozostał przez 40 lat. Dopiero w 1905 roku, na fali odwilży, car pozwolił przywrócić go katolikom. Gdy Rosjanie wysiedlili mieszkańców, świątynia została pusta. Udało się jednak uratować część wyposażenia.

Na obrzeżach wsi, na wzgórku nad Bugiem znajdujemy cmentarz. Sporo tu starych nagrobków. Jeden ze starszych należy do niejakiego Rączki, który zmarł wioząc do cara petycję o przywrócenie kościoła wiernym. Uwagę zwraca jednak ceglany nagrobek w kształcie kapliczki, stojący niemal pośrodku nekropolii. Rzeźbę na pomniku Konstantego Pieńkowskiego, ziemianina z pobliskiego Sutna, wykonał  Xawery Dunikowski[źródło: krajoznawcy.info].

Czas mam całkiem dobry, więc ruszam polną drogą pod górkę, bo mam tu jeszcze jedną misję. Przejeżdżam mały zagajnik i docieram do końca Polski. Dosłownie. Drogę przegradza mi płot, a dwa słupki graniczne sugerują że dalej „nielzia”.

Podjeżdżam kawałek w stronę rzeki i oto przede mną miejsce, gdzie Bug przestaje być rzeką graniczną i wpływa do Polski. Stąd na północ zaczyna się „zielona granica”. Kilka fotek i zmykam, żeby mnie Straż Graniczna nie ganiała 😉

Wracam do Niemirowa. Stąd kieruję się na Mielnik nieco inną drogą – czeka mnie długa asfaltowa prosta z kilkoma podjazdami i zjazdami 🙂 Tempo jest tak dobre, że na promie jestem pół godziny przed planowanym czasem przerwy 🙂 Wracam na swój brzeg Bugu i można wracać do domu.

 

 

 

Dodaj komentarz