Zimowy spacer nad Bugiem

Tegoroczna zima jakoś nie rozpieszczała do tej pory warunkami na zdjęcia, ale oto w końcu się doczekałem – jest śnieg i to w sporych ilościach, kolejna porcja właśnie leci z chmur, więc długo się nie zastanawiam, bo ile można czekać 🙂

Trochę ciepłych ciuchów, aparat na ramię i już pędzę do Derła.

O ile w mieście drogi są nieźle oczyszczone, to już pierwsze kilometry pokazują mi, że jest zima – jadę po grubej warstwie lodu, która na szczęście dobrze „trzyma” 🙂

Jeszcze tylko Janów Podlaski, kawałek nadbużanki i zaraz skręcam do wsi. Derło jest jak zwykle ciche, senne. Zajeżdżam pod ulubione lipy, parkuję obok zdziwionych pograniczników, którym nawet nosa nie chce się wychylić z ciepłego auta i ruszam ku przygodzie.

Już pierwsze metry pokazują, że będzie to „bieg na orientację”. Drogi przysypane grubą warstwą śniegu są praktycznie niewidoczne, ale jako stary bywalec tych kątów, znam tutejsze ścieżki na tyle dobrze, że raczej się nie zgubię 🙂

Trochę żałuję, że nie ma słońca i aura jest trochę ponura, ale z chwilą, gdy zaczyna prószyć śnieg, poprawia się od razu „klimat fotograficzny” 🙂 Przecieram ślad w głębokim śniegu, i docieram do łęgu. Tu teren się obniża i zastanawiam się, czy tutejszy dół zalała wysoka ostatnio woda i czy da się przejść. Wiosną miałem tu przeprawę z butami w ręku 🙂 Woda owszem -wysoka, ale zamarzło, potem opadło, więc przechodzę po leżących na ziemi taflach lodu na drugą stronę.

Teraz idę ponad samym Bugiem dość nową ścieżką, którą pracowicie ostatnio przygotowała Straż Graniczna. Z pomocą bobrów. Jakkolwiek kiedyś spotkania z nimi wydawały mi się atrakcyjne, teraz – widząc dzieło zniszczenia – skłonny jestem nazwać je największymi szkodnikami i chętnie zamieniłbym polowania na dziki na polowania na bobry.

Mijam lewitujące drzewo (też dzieło bobrów) i zmierzam w kierunku plaży. Trzy miesiące temu podziwiałem tu wspaniałe piaskowe łachy, zegar słoneczny pracowicie odmierzał czas, a teraz wszystko skryło się w białym puchu. Kręcę się chwilę, ale na główna plażę dojścia nie ma – jest tu jak pamiętam głęboki kanał – teraz pokryty lodem, ma który raczej nie zaryzykuję wejścia.

Ma tu miejsce ciekawe zjawisko – z racji ostrego zakrętu rzeki tworzy się tu prąd wsteczny. Jest on szczególnie teraz widoczny, gdyż Bug pokryty jest płynącym szybko śryżem. Dopiero w tych warunkach widać, jaki to żywioł. Jest tu podobno jedno z głębszych miejsc na Bugu.

Robię odwrót i zgodnie z planem ruszam do drugiej ścieżki, którą zwykle wracam. Chwila wahania na skrzyżowaniu i idę dalej – pierwotny plan zakładał dojście aż do Woroblina i wygląda na to że go zrealizuję. Mimo śniegu – idzie się świetnie 🙂

Słyszę jakiś szelest na pniu i za chwilę przygląda mi się ciekawski ryjek.

Lisie, a czemu ty nie śpisz?

No tak, głodny jest 😉 Robię pomału kilka kroków, by go nie spłoszyć. Schodzi na ścieżkę, cały czas mi się przyglądając. Chyba mam dobry kontakt ze zwierzętami: pogadałem sobie do niego, wysłuchał, postał, zapozował 🙂

Ruszam do Woroblina. Tylko gdzie są są ścieżki? No tak, pod śniegiem.

Trzymając się rzeki, wychodzę z małego zagajniczka i wreszcie na horyzoncie widzę odległe budynki. Wypadałoby teraz obejść rozległe rozlewisko, by wejść do wsi, ale chodzi mi po głowie, że może da się z drugiej strony, skracając przy okazji trochę drogę. Skręcam w coś, co przypomina leśną przecinkę. Wertepy straszne, dzikie chaszcze, doły, ale po około kilometrze wyłażę z labiryntu i już jestem tam, gdzie zaplanowałem. Latem zapewne tak łatwo by tędy nie poszło.

Zostaje dotrzeć spokojnie do Derła. Dzieli mnie od niego około trzech kilometrów polnymi drogami. Mijam znajomą szopę, odkrywam niewidoczne latem, małe wzgórze z krzyżem. Podobno to resztki nieistniejącej już wsi.

I już mam przed sobą Derło. Idąc przez wieś, z przyjemnością fotografuję drewniane domy. To już jedna z nielicznych nadbużańskich wsi z takim klimatem. Droga szybko mija i znowu jestem na wzgórzu przy lipach. Pogranicznicy zniknęli, moje auto stoi 🙂

Czas do domu na ciepłą kawę.

Dodaj komentarz