Wschodnie rubieże

Święta się skończyły więc wypadałoby spalić poświąteczne kalorie. Chociaż jest koniec kwietnia, zieleni nadal jak na lekarstwo. Mimo to proponuje córci wiosenną wycieczkę fotograficzną po Podlasiu, bo aura wybitnie sprzyja. Jest piękna, słoneczna pogoda, nawet temperatura wyższa niż zwykle, ruszamy więc „za Bug”. Od jakiegoś czasu „chodzą za mną” tamte rejony – z racji moich zainteresowań fotograficznych podlaskim pejzażem, a także z powodu dość zaawansowanej już eksploracji rejonów wokół miejsca zamieszkania.
Na początek naszej trasy nie jest specjalnie dużo – tylko 40 kilometrów.
Jadąc do Siemiatycz odkrywam nową tabliczkę w lesie – sugeruje ona, że szybko odnajdę kolejną dziurę w ziemi po rakiecie V2 🙂 Szukałem ją już dwa razy i bez skutku. Teraz trafię na pewno 🙂

Na razie jednak przejeżdżamy słynny niebieski most i skręcamy w stronę granicy. Mijamy skrzyżowanie, skąd droga wiedzie do Mielnika i na Grabarkę i podążamy w kierunku pierwszego punktu wycieczki. Jest nim Góra Prowały.

Góra Prowały w tradycji prawosławnej związana jest z cudowną ikoną Spasa Izabawnika (Chrystusa Zbawiciela i Wybawiciela). W historii Mielnika wiek XII i XIV to okres licznych najazdów.W czasie zagrożenia mnisi szukając schronienia uciekali wraz z ikoną w głąb Puszczy Mielnickiej, gdzie odnaleźli bijące źródełko u podnóża góry (zwanej dzisiaj Prowały). Na szczycie góry wybudowali drewnianą cerkiew św. Bogarodzicy. Przed I Wojną Światową, Górą zaopiekował się wierny o imieniu Bazylko, który uciekając przed Niemcami udał się na tzw. „bieżaństwo” w głąb Rosji, gdzie przyjął święcenia kapłańskie. Po wojnie powrócił jako mnich. Codziennie rano i wieczorem wspinał się na szczyt góry, by żarliwie modlić się i czcić ikonę Spasa Izbawnika [źródło: podlasie.siemiatycze.pl ].

Kilkaset metrów dalej robimy kolejny przystanek. Po przeciwnej stronie drogi, w lesie skryło się Źródło Prowały.

Przy szosie nr 640 w okolicy Radziwiłłówki, w lesie w odległości 100 m od drogi znajduje się miejsce niezwykłe – Źródło Prowały. Tryska tam cudowne źródełko, którego woda, jak wierzą prawosławni, ma właściwości lecznicze. Podobno dawno, dawno temu znajdowała się tam cerkiew, która zapadła się pod ziemię, i wtedy pojawiło się źródło.

Dzisiaj w tym miejscu stoją prawosławne krzyże dziękczynne, a na krzewie wiszą kolorowe kubeczki. [źródło: Polska Niezwykła]

Dalej droga wiedzie do Adamowa. gdzie w środku Puszczy Mielnickiej skryły się ogromne zbiorniki ropy rurociągu Przyjaźń. Tu skręcamy w kierunku Wilamowa – wsi kompletnie zagubionej na rubieżach Polski. Jest piękna pogoda, cisza, brak jakichkolwiek śladów cywilizacji aż po horyzont potęguje wrażenie pustki. Dojeżdżamy do wsi Tokary. Już na wjeździe zachwyca nas niezwykła budowla. W pierwszej chwili jestem przekonany że widzę Cerkiew. Nie – to jednak kościół.

Kościół w Tokarach jest jedynym obiektem na terenie woj. podlaskiego w tzw. stylu narodowym inspirowanym stylem zakopiańskim. Jest to jeden z nielicznych znanych i zrealizowanych projektów Wincentego Wdowiszewskiego (1849-1906), inżyniera, architekta, historyka sztuki i pisarza, dyrektora budownictwa miejskiego w Krakowie, członka Komisji Historii Sztuki PAU, współtwórcy Towarzystwa Miłośników Historii i Zabytków Krakowa, autora (oprócz prac naukowych) popularnych komedii i powieści, który gromadzone przez całe życie cenne zbiory przekazał Muzeum Narodowemu [źródło: zabytek.pl].

Budowla jest niezwykle urokliwa. Krążymy dłuższą chwilę, bo żal opuszczać tak piękne miejsce.

Dalej jedziemy przez całą wieś, po czym droga się kończy tuż nad granicą i skręcamy w kierunku kolejnego celu wyprawy – do Koterki.

Cerkiew położona jest w leśnym uroczysku Koterka. Zadziwiające jest jej usytuowanie – leśne grzęzawisko z dala od siedzib ludzkich. Nawet bez specjalnej wiedzy odczuwa się niezwykłość tego miejsca. Historia powstania cerkwi jest fascynującym świadectwem objawienia się Matki Boskiej jak i głębokiej wiary miejscowej ludności. Cerkiew wybudowano w roku 1912, w miejscu objawienia, gdzie wytrysnęło źródełko, do dziś znajdujące się przy cerkwi. Nie lada wyczynem było budowa na terenie bagiennym. Budowniczowie świetnie jednak poradzili z problemem, o czym mimo upływu lat świadczy budowla, bez najmniejszych pęknięć, co dla niektórych nawet dziś jest świadectwem Bożej opieki [źródło: mielnik.com.pl].

Polecam też fantastyczny artykuł na temat Koterki pod adresem Okiem Miszy.

Czas na powrót. Na deser zostawiliśmy sobie Kasztelik. Byłem tu już w zeszłym roku. Jestem ciekawy reakcji córci. Zachwyt w oczach – bezcenny. Bo też i jest co podziwiać.

Stąd mamy już tylko pół godziny jazdy do domu.

Dodaj komentarz