Wiosna w Neplach

Pierwszomajowe święto przywitało mnie idealną pogodą. Idealną do fotografowania. Jest ciepło, po niebie suną obłoczki, pojawiła się pierwsza wiosenna zieleń (w końcu) – grzech siedzieć w domu.

Wybór pada na Neple. Dawno nie byłem na ścieżce przyrodniczej w rezerwacie Szwajcaria Podlaska. Znanymi sobie skrótami docieram tam w około pół godziny. Auto ląduje w cieniu nieopodal czołgu, a ja ruszam wśród kwitnącego rzepaku w kierunku wsi.

Długa prosta w dół kończy się przed mostem, gdzie skręcam w kierunku meandrującej Krzny.

Warunki rzeczywiście są świetne, a dla „podkręcenia” zdjęć zakładam filtr polaryzacyjny. Spacer jest bardzo przyjemny, bo jestem sam i mam miejsce dla siebie na wyłączność.

Zaglądam najpierw nad Krznę, gdzie nad wodą pochyla się niejednokrotnie już przez mnie fotografowane suche drzewo.

Idąc ponad rzeką schodzę na suche w tym roku rozlewisko i docieram do ujścia Krzny. O tej porze roku zwykle fotografujemy tu wiosenne rozlewiska. Teraz jednak jest susza, woda w Bugu opadła, o ile w ogóle była w tym roku wysoka. Robię kilka ujęć we wszystkie strony i wracam na ścieżkę.

Przekraczam pierwszy wąwóz i wspinam się na ukrytą w lesie skarpę. Teraz cały krajobraz mogę podziwiać z góry. Łącznie z nadpływającymi kajakarkami. Wpływają z Krzny na Bug i są lekko zdezorientowane 🙂 Z tego wszystkiego lądują na białoruskim brzegu, gdzie znikają „za krzaczkiem”. Po 5 minutach pojawiają się ponownie i ruszają w drogę. Miały wiele szczęścia… Gdyby wpadły na patrol, skończyłoby się kilkudniowymi przymusowymi „wakacjami” u sąsiadów.

Idę dalej. Jest święto, więc szansa na spotkanie kogoś rośnie. I faktycznie, najpierw mijam rodzinną wyprawę z plecakami, a potem na łuku, na piaszczystej plaży siedzi grupa wędkarzy. Zaglądam tam na chwilę, a potem ruszam dalej w kierunku kolejnej skarpy.

Zieleń powoduje, że czuję się jak w dżungli, przedzierając się przez nadbużańskie chaszcze.

Jeszcze tylko mijam rozlewisko i jestem w pobliżu kolejnej skarpy, na którą muszę się wspiąć. Odkrywam przy tym, że ostatnio jak tu byłem, wody było chyba z półtora metra więcej. Przynajmniej nie będzie problemu z przeprawą przez obniżenie, które bywa zalane i trzeba skakać po pniach.

Widać już skarpę 🙂

Wdrapuję się na górę i oto moja nagroda – pejzaż jak marzenie 🙂 Wyrastająca ze skarpy sosna kojarzy mi się z Sokolicą w Pieniach. Jeszcze tylko szybkie obejście kolejnego wąwozu i można podziwiać jedno z najbardziej charakterystycznych miejsc nad Bugiem.

Dłuższą chwilę kręcę się po okolicy, bo żal opuszczać tak piękne miejsce. Straż graniczna obok dopadła wędkarzy, mnie jednak nie zaczepia 🙂 Może mi dobrze z oczu patrzy? 😉

Jeszcze ostatnie spojrzenie na łuk Bugu i kończę dzisiejszą wycieczkę. Teraz czas na obróbkę zdjęć.

Dodaj komentarz