Od chmury do chmury

Burzowe chmury to dla fotografii pejzażowej wymarzona scenografia. Cały dzień wyglądam przez okno i je podziwiam. Nic więc dziwnego, że po południu ich widok podrywa mnie do boju. Szczęśliwie się składa, że miasto kończy się kilkaset metrów od mego miejsca zamieszkania, a potem zaczynają się przestrzenie. Jedyny problem to słupy elektryczne – jest ich tu trochę, no ale to cena cywilizacji 😉

Na horyzoncie czają się dwie czarne chmury, z których leją się efektownie strumienie wody.


Ruszam za nimi w pogoń. Są w bezpiecznej odległości, więc nie ryzykuję, że mnie dopadną. Dystansu przybywa. Po około 10 kilometrach decyduję się na odwrót. Najpierw niebo rozświetla mi tęcza, a za chwilę zauważam, że zajęty pogonią nie zauważyłem trzeciej chmury, która chyłkiem zaszła mnie od tyłu 🙂

Zostaje mocno się sprężyć i przycisnąć tempo. Nowy rower sprawuje się wyśmienicie, więc jestem w mieście dość szybko. Motywacja by nie zmoknąć zadziałała 🙂

Ale na przerwę w brzozowym gaju znalazłem chwilę 🙂

No i mam swoje zdjęcia 🙂

Dodaj komentarz