W poszukiwaniu historii

Jest słoneczny i ciepły dzień, wprost wymarzony na rower, więc długo się nie zastanawiam. Czas na realizację kolejnego planu. Powstał już rok wcześniej i doczekał się swojej kolejki 🙂

Ruszam do Terespola. Auto zostaje zapakowane obok budynku Gminy, rower złożony i czas na poszukiwania. Chcę dziś objechać forty Twierdzy Brzeskiej.

Przekraczam krajową „dwójkę” i już jestem w Kobylanach. Od razu rzuca się w oczy pierwszy obiekt – Prochownia.

Fortyfikacja jest zagospodarowana, powstały wokół niej tereny rekreacyjne i widać tu rękę gospodarza.

Jadę przez wieś i szukam kolejnego obiektu – to Fort K.

Wjazd do fortu odnajduję w lesie za wsią – prowadzi on na strzelnicę zbudowaną na terenie fortu.

Żeby znaleźć fortyfikacje, muszę się trochę powspinać. Wysokie nasypy sugerują, że w środku coś jest. Przedzieram się przez krzaki i oto jestem na górze. Od razu odkrywam wejście. Wygląda trochę groźnie, jest ciemno, ale mimo to ostrożnie zaglądam do środka. W końcu po to tu przyjechałem.

Wracam do wsi. Jakkolwiek kościół nie przypomina fortyfikacji, to też go fotografuję, bo to ładna budowla.

Ruszam w kierunku kolejnego fortu – w Lebiedziewie. Przekraczam tory kolejowe i jadę nową asfaltówką, a po około kilometrze skręcam w polne drogi. Różnej jakości. Ale moja „terenówka” daje radę i dystans szybko ucieka.

Mijam po drodze jeden z obiektów, ale zorientowałem się, że coś tam było dopiero w domu po obejrzeniu śladu GPS na mapach satelitarnych.

Tu niestety przegapiam jedyny wjazd i objeżdżam Fort L. Z drogi wygląda niestety jak zaniedbany lasek. Na szczęście opis i zdjęcia zapewnia jak zawsze niezawodny AloszaK 🙂

Czeka mnie teraz kolejny fort – Fort VI. Żeby tam dotrzeć, muszę jednak pokonać ledwo widoczne polne ścieżki. Nie ułatwia tego zadania mocne słońce, które właśnie sięgnęło zenitu i daje znać, że potrafi dobrze grzać 🙂

Wreszcie jest. To jeden z najlepiej zachowanych fortów. Robi wrażenie, niestety – jest to teren prywatny i nie do końca wiem, czy mogę się po nim kręcić. Podobno pilnują go jakieś mocno niedobre pieski 😉 Nie będę ryzykował spotkania, więc robię tylko kilka zdjęć od strony bramy.

Ruszam w kierunku Terespola. W okolicy wsi Polatycze odkrywam w szczerym polu tajemniczy obiekt. Nie innej możliwości – skręcam na łąkę i po krótkim chaszczowaniu docieram w jego pobliże. To pomnik upamiętniający bitwę pod Terespolem.

Stąd już mam blisko do Terespola. Jestem w mieście w parę minut, jadę chwilę wzdłuż torów, przekraczam je drugi dziś raz i zmierzam do kolejnego obiektu we wsi Łobaczew. To Fort VII.

Fort jest zagospodarowany przez czynnik społeczny czyli fanów fortyfikacji. Można się po nim pokręcić, obejrzeć, sympatyczny pan oprowadza mnie po czeluściach i opowiada trochę historii fortu.

Z mojej mapy wynika, że jest jeszcze jeden obiekt w drodze powrotnej – Koroszczyn.

Ruszam więc dalej. Objeżdżam dookoła lasek, ale nie znajduję żadnego dojazdu. Po fakcie dowiem się, że zabrałem się do niego z niewłaściwej strony 🙂

Stąd mam już blisko do auta. Docieram do niego w parę minut. Plan zrealizowany w 100% ale trzeba będzie wrócić na dokładniejsze oglądanie co niektórych obiektów 🙂

No i morał z tej historii – mijając jakieś krzaki warto potem sprawdzić na Lidarze, czy czegoś nie skrywają (co widać na załączonych wyżej obrazach).

Podsumowanie.

Dodaj komentarz