Landart 2019 – inspekcja

Landart od kilku lat stał się wydarzeniem, na które się czeka. Nie tylko na sam wernisaż. Etap prowadzenia prac jest równie ciekawy – widać jak powstają dzieła, można zamienić parę słów z pracującymi, próbować się domyślić, co tworzą.

Wpadam więc do Buczyc i zaczynam poszukiwania. Od strony wsi nigdy nie jechałem w stronę Bugu, więc najpierw robię rundkę przez wieś w poszukiwaniu właściwego dojazdu, a przekonawszy się. że jest tylko jeden, odstawiam auto na końcu wsi i ruszam polną drogą nad rzekę.

Dojście prowadzi przez podmokły, bagienny las. Czarna woda sugeruje, że wynurzy się z niej zaraz jakaś topielica 😉

Wreszcie wychodzę na szerokie łąki, gdzie widzę pierwszego artystę 🙂

Idąc wzdłuż rozlewiska, przechodzę małą kępę drzew i oto w oddali jest coś coś od razu kojarzy się z Landartem.

Dzieło tworzy główny szef imprezy, Jarek Koziara, który w motywach drzewnych znalazł upodobanie. Zarażony jego chorobą, też wszędzie widzę pojedyncze drzewa 🙂

Zamieniam kilka słów z Jarkiem, patrząc przy okazji na skaczących w uprzężach po drzewie pomocnikach, którzy pracowicie montują do konarów „płomienie”. Drzewo, jak się okaże za kilka dni, będzie „gorejące”.

Ja zaś ruszam na rekonesans wzdłuż Bugu.

Zamieniam kilka słów z twórcą z Japonii. Na szczęście mówi po angielsku 🙂

Jest też tajemnicza konstrukcja ze skrzynek. Tu też nie mam problemu z komunikacją, mimo że Pat pochodzi z Holandii.

Teraz ruszam w drugą stronę. Silny wiatr powoduje, że dawno nie widziałem Bugu z taką falą. Prawie ocean 🙂

A w oddali czai się zebra 😉

Mijam ponownie gorejące drzewo i docieram na kawałek łąki przypominający wyspę na oceanie traw. Wokół otaczają mnie „pulpity Windows”. Tu na razie leży kilka pni, ale siekiery obok sugerują, że coś z nich powstanie.

Czas na powrót – szybko docieram do wsi.

Żegnają mnie kolorowe domki i inne ciekawostki.

Dodaj komentarz