W poszukiwaniu ciepła

Końcówka października stała pod znakiem letnich temperatur (przynajmniej w dzień), toteż bez wahania wyciągnąłem rower i ruszyłem w szeleszczące opadłymi liśćmi lasy.

Chwilkę wybieram trasę i ruszam w sprawdzonym kierunku – do lasu za wsią Hrud. Dzień jest krótki, więc nie ma sensu jechać gdzieś dalej, bo oczywiście wiozę z sobą aparat, a po ciemku będzie mało użyteczny 🙂

Na początek zostaję otrąbiony przez TIR-a, którego kierowca chyba nie lubi rowerzystów 😉 Na szczęście kilometr dalej uciekam z asfaltu i mknę nasypem dawnej kolejki wąskotorowej w kierunku dworku w Roskoszy.

Przejeżdżam mostek i już jestem w parku. Kolory jesieni zachwycają.

Mijam zabudowania dawnej gorzelni, której puste zabudowania straszą od lat.

Teraz już pusta droga przede mną. Jest dobrze ponad 20 stopni, co jak na tą porę roku jest trochę niezwykłe 🙂

Ze smutkiem po raz kolejny stwierdzam, że nie ma litości dla lasów. Z tabliczki na drzewie wynika, że dostał 3 dni przerwy w wykonywaniu wyroku.

A przede mną… złota jesień. Kolory wręcz oszałamiają.

Tu spotka mnie mała katastrofa, której skutki odczuję dopiero za kilka dni…. Niewinne zderzenie z owadem powoduje, że zobaczyłem gwiazdy 🙂 Że też musiał trafić prosto w oko… Chwilę dochodzę do siebie i ruszam w dalszą drogę.

Teraz już spokojnie mknę do celu. Chcę dziś zobaczyć Święte Dęby w jesiennej odsłonie.

Są 🙂

Czas ucieka, więc ruszam w drogę powrotną. Nie tylko ja korzystam z uroków pogody.

Wracam na znajomy mostek.

Jeszcze tylko polny krzyż…

… i moja dwudziestokilometrowa wycieczka kończy się 🙂

Dodaj komentarz