Ekspres bieszczadzki

Dlaczego ekspres?

Ledwo zdążyłem zajechać i odbyć krótki spacer a już wracałem… Pokonało mnie oko z rowerowej wycieczki 😉

A spacer – byłby całkiem fajny, gdybym nie słabł z każdą chwilą… oko łzawiło, gorączka mnie trzęsła… słowem stan zapalny rozwijał się w najlepsze.

Warunki pogodowe były świetne i udało się dojść do Fereczatej. Tu niestety się poddałem. Pozostało wrócić do kwatery, spakować się i ruszyć w drogę powrotną prosto do szpitala 🙁

Z racji walki z przeciwnościami fotek mam niewiele… od czasu do czasu tylko sięgałem po aparat, a bardziej myślałem, jak tu szybko zejść ze szlaku… tym razem zostałem pokonany.

W drodze powrotnej nie mogłem sobie jednak odmówić, by zajrzeć jeszcze w pewne magiczne miejsce – w samo serce Bieszczadów.

Łopienka…. na końcu świata.

A po drodze kolejny kawałek historii… gdy tu ostatnio byłem jeszcze dymiły. Corz bardziej sobie uświadamiam, że pewnie rzeczy już nigdy nie wrócą.

Krótko wyszło… mam nauczkę, żeby na rower brać okulary 🙂

Dodaj komentarz