Wypuszczeni na wolność

Tytuł trochę przewrotny, bo wiosnę zdominował temat koronawirusa, który to skutecznie uwięził wszystkich w domach na blisko miesiąc.

Różne obostrzenia, w tym zakaz wstępu do lasu, nieco ograniczyły możliwości fotografowania w plenerze, więc jak tylko nadarzyła się okazja, ruszyłem na pierwszą kwietniową wycieczkę do lasu. Tego bardziej mi bliskiego – dosłownie i w przenośni. Mam na myśłi Rezerwat Chmielinne, który co roku w o tej porze rozściela swój biały dywanik z zawilców.

Tu niestety też wszechobecne cięcia. Las znam od tylu lat i czasem trudno go poznać, a jeszcze trudniej pogodzić się ze zmianami. Odkrywam też dziwne wysypisko śmieci, ale na szczęście dość szybko udaje się wyjaśnić z nadleśnictwem, że to tymczasowo złożone śmieci zebrane w lesie, które za chwilę będą wywiezione.

Czas na właściwy rezerwat. Tu ręka ludzka nie ma co robić, powalone dzrewa czekają na naturalne procesy, które zakończą ich żywot. Szkoda, że wiatr tak mocno nadwyrężył dzrwostan, ale to akurat odbylo się bez udziału człowieka, więc trzeba się z tym pogodzić.

Dodaj komentarz