Poleski Park Narodowy

Doczekał się w końcu wizytacji 😉 I naprawdę warto było.

Drugi rok oglądałem zdjęcia z Poleskiego Parku Narodowego, ale ciągle albo brak czasu, albo brak chętnych… no i w końcu trafiłem na stronę Spacer po PPN. Nie da się ukryć – rozłożyła mnie na łopatki 🙂

Szczęśliwym trafem był akurat długi weekend, wolny dzień, rewelacyjna pogoda i po wieczornym ślęczeniu nad mapą, od rana z kilkoma notatkami w ręku, butelką wody w plecaku i oczywiście nieodłącznym aparatem wsiadłem w samochód i po godzinie byłem na miejscu.

Teren jest dość rozległy, a planowałem zajrzeć co najmniej w 4 miejsca. Mój śmiały plan zweryfikowało nieco życie 🙂 Nie da się w jeden dzień, chyba że biegiem 🙂 Dwa dni to niezbędne minimum, aby zrobić sobie trochę przystanków, delektować się naturą, zrobić zdjęcia 🙂

Sam park można objechać wokoło, więc ułożyłem jakąś tam kolejność zaglądania w jego zakątki i wyszło, że trzeba zacząć od ścieżki „Perehod”.

Oznaczenia są całkiem dobre, ale trzeba je uważnie wypatrywać. Minąłem wieś Pieszowola i już miałem jechać dalej, gdy mignął mi znak z żółwikiem 🙂 Wracam parę metrów i jest wjazd – około 500m polną drogą. Trafiam na obszerny parking i miłe zaskoczenie. Miejsce jest ogrodzone, dobrze oznakowane, są wiatki, miejsce na ognisko, przygotowany opał. Czysto! No niepojęte 😉

Odstawiam samochód, czas na nogi 🙂 Ścieżka jest świetnie oznakowana, żółwiki pokazują właściwy kierunek. Trasa wiedzie pomiędzy zarastającymi jeziorami, cisza, absolutny brak ludzi, tylko ptaki śpiewają 🙂

DSC_7490 Panorama DSC_7505 Panorama

Trasa do przejścia to około 5 km. Włączam rejestrację śladu i w drogę. Po drodze wchodzę na punkt obserwacyjny – wieżę dla podziwiaczy rozległych panoram i wiatę, z której można obserwować ptaki. Dla ornitologów jak znalazł 🙂 Wszystko w świetnym stanie i oby nie zabrakło środków na utrzymanie, gdy skończą się unijne pieniądze.

Robię wielki krąg i wracam do punktu wyjścia. Czas objechać park, aby ruszyć na kolejną z zaplanowanych ścieżek. Ruszam do Załucza Starego.

Zrzut ekranu 2015-06-05 o 23.23.53

GPS pada, więc jazda jest na czuja 🙂 Głowa jednak zarejestrowała z grubsza charakterystyczne punkty z oglądanych dzień wcześniej map, więc po 20 minutach jazdy docieram do Uszulina. Tu już po znakach trafiam bezbłędnie na początek ścieżki „Spławy”.

Prawdę mówiąc spodziewałem się, że tylko fragmenty będą zrobione z charakterystycznych klepek, a tu niespodzianka – cała ścieżka jest z nich ułożona! A jest tego prawie 8 km. I tak trafiam na najdłuższą drabinę, po jakiej dane mi było chodzić 🙂

GPS dalej się buntuje, szkoda czasu na kombinowanie. Ruszam w drogę. Dopiero nad jeziorem dostanę olśnienia i przypomnę sobie PIN – restart telefonu i to piekielne urządzenie zaczyna działać 🙂 Co tu można dużo napisać – bagno wciąga 🙂 Przemarsz robi wrażenie – wszędzie chlupocze woda, rosną jakieś gigantyczne skrzypy, las wyrasta praktycznie z wody. Część kładki przechodzi przez zarośnięte jezioro, po którym pływa zbita roślinność, która podobno ugina się pod ciężarem człowieka. Nie testowalem 😉

Po przejściu około 3 km trafiam na polankę. Znowu niespodzianka – jest wiata, jest zapas drzewa, wymurowany krąg na ognisko. I 200 metrów kładki, która kończy się pływającym pomostem. Jest sielankowo, słonko pali, więc robię biwak z jedną bułką i butelką wody mineralnej 🙂

Aż żal opuszczać to miejsce, ale przede mną jeszcze ponad 4 km. GPS zaskakuje, ruszam dalej. Teraz będzie długa prosta przez chlupoczące wokół bajorka pełne rzęsy. Woda ma tajemniczy czarny kolor i jest kompletnie nieprzezroczysta… brr… Chyba jakieś rusałki błotne tu działają, bo ma się wrażenie, że ta droga nigdy się nie skończy. Klepka za klepką a kilometry lecą 😉

Zastanawiam się, jak musi być tu fajnie nocą 🙂

Wreszcie koniec bagna… jeszcze tylko 2 km polną drogą. Wychodzę z kilometr od parkingu, na wprost ośrodka PPN. Czeka mnie trochę asfaltu i … sprawdzenie czasu.

No tak, piętnasta. Postanawiam więc namierzyć początki dwóch pozostałych tras, ale przejść już dziś nie dam rady, bo nie chcę ich przebiec dla samego „zaliczenia”. Namierzanie idzie sprawnie, bo są dobrze oznaczone. Pierwszy punkt w okolicy wsi Wola Wereszczyńska to znowu duży parking z wiatą, ale zwiedzanie zajmie co najmniej dwie godziny. Trasa poczeka 🙂 Jadę dalej i za chwilę oznaczenie, że trzeba skręcić w las do „Obozu powstańczego”. To tylko 4 kilometry, jadę więc wąską dróżką. Wokół znowu bagna i wreszcie mała wioska – Lipniak – dosłownie kilka domów. Zaraz potem kolejny parking z wiatą. Oceniam, że to kolejne 2-3 godziny. No to mam plan na kolejny wyjazd 🙂

A teraz spokojnie w drogą powrotną i bierzemy się za obróbkę zdjęć 🙂

DSC_7614 Panorama

Zrzut ekranu 2015-06-05 o 23.26.35

Dodaj komentarz