Czterdzieści lat później…

Mężenin. Tu zaplanowałem drugi punkt wycieczki. Krótki ale nostalgiczny.

Najpierw trochę wyszperanych informacji.

Na nadbużańskiej skarpie znajduje się dawny dwór. Niestety nie zachował się w pierwotnym stanie i zatracił styl. Wszystko zostało gruntownie przebudowane – głównie po pożarze w 1936 roku. Poza ogólnymi danymi o istnieniu tarasów w budynku, nie można nic powiedzieć o jego dawnej regularnej kompozycji.
Dwór nabył w 1877 r. szlachcic z Litwy – Jundziłł. Wtedy folwark w Mężeninie miał 300 ha gruntów ornych i ogrodów, 86 ha łąk, 52 ha pastwisk oraz 362 ha lasów. W folwarku było 5 budynków murowanych i 13 drewnianych.

W latach 1902-1911 właścicielem był pan Tatarzyński, który dorobił się pracując na Uralu w kopalni złota. Z powodu zadłużenia zespół dworsko-parkowy przejął następnie Bank Ziemiański w Lublinie. Tuż przed 1914 r. od pioruna spłonęła część dworu i stodoła. Po wybuchu I wojny światowej uciekający przed frontem Rosjanie wywieźli z majątku wszystko, co stanowiło jakąś wartość. Podczas I wojny światowej, w latach 1915-1919 majątek z braku właściciela znajdował się pod wojskowym zarządem niemieckim. Po wojnie Bank Ziemiański w Lublinie część majątku rozdał służbie folwarcznej i okolicznym gospodarzom, a główną część z dworem wydzierżawił Ludwikowi Prażamowskiemu (właścicielowi fabryki włókienniczej w Białej Podlaskiej). Mężeninem zarządzał jego brat Józef.

Sześć lat później, w 1925 roku Bank Ziemiański sprzedał majątek Towarzystwu Teozoficznemu z Warszawy (pełna nazwa: Wszechświatowe Zjednoczone Wolnomularstwo Polskie). Urządzono tam Ośrodek Kultury Rolnej oraz pensjonat dla członków towarzystwa. W okresie międzywojennym bywali tutaj: Władysław Sikorski, Janusz Korczak, Wanda Wasilewska, gen. Michał Karaszewicz. Na wczasy w ośrodku przyjeżdżało w sezonie ok. 200 osób. Cały park zabudowany był wtedy chatkami budowanymi na wzór chatek chińskich z trzciny i gliny, krytych słomą. Propagowano kulturę rolniczą: organizowano m.in. spotkania z fachowcami w dziedzinie rolnictwa i ogrodnictwa, organizowano występy teatralne, opiekę nad wiejskimi dziećmi. W latach 1936-38 Wanda Wasilewska napisała tu książkę „Ziemia w jażmie” i stąd uciekła do ZSRR. Spotkania masonów przerwała wojna.
W czasie II wojny światowej zniszczone zostały wszelkie zabudowania gospodarcze. Zdewastowano ogrodzenia, bramy i częściowo park. Dwór tylko w części został uszkodzony. Po wojnie obiekt przejął Wojewódzki Związek Gminnych Spółdzielni „Samopomoc Chłopska” w Warszawie. Wtedy w Mężeninie powstał ośrodek kolonijno-wczasowy. Dwadzieścia lat później, w 1965 r., w dworku znalazła siedzibę szkoła. Na początku lat 90. zespół dworsko-parkowy przejął Urząd Gminy w Platerowie [źródło: Mężenin].

DSC_8745 Byłem tu… prawie czterdzieści lat temu – jako uczestnik kolonii letnich. W pięknym dworku, otoczonym starym parkiem. Sporo czasu upłynęło… i natura pokazała, kto rządzi. Okolice trudno poznać. Wszystko zarosło, zdziczało. Zniknęły drogi i ścieżki, leśna szkółka to teraz gęsty las. Teren dworku wraz z przyległbym obszarem parku jest ogrodzony, ale nie ma żadnych informacji o właścicielach. Okolica parku niewiele się zmieniła – stary sklep z białej cegły na skrzyżowaniu nadal stoi, jakby się czas dla niego zatrzymał. Nieczynny. Ciekawe czy jest w nim jeszcze dawna oranżada? 🙂

Nie tylko dla niego czas się zatrzymał, tu na uboczu pędzącego świata wiele się nie dzieje, może poza tym, że ulatuje życie, ale rzeczy trwają. Obok bramy pałacu widzę zamknięty na zardzewiałą kłódkę plac jakiegoś starego siedliska. Zaglądam przez dziurę w siatce – tu też świat wygląda jak na starej fotografii  🙂 Ale też jest wiele nowego – czyli głównie letnie siedliska mieszczuchów szukających „wiejskiego życia” na urlopowe tygodnie.

DSC_8749 Idę wzdłuż ogrodzenia przez krzaki i pokrzywy. Wygląda na to, że nikt tu od lat nie zaglądał. Drogi pozarastały, leśnej polany, gdzie po sąsiedzku swoje obozy rozbijali harcerze, nie ma w ogóle – jest tylko jeden wielki gąszcz. Stoi za to drewniany barak, w którym spędzałem kilka kolejnych wakacji… straszy pustymi oknami, zabitymi drzwiami. Zielona farba trochę złuszczona i wyblakła, dach miejscami dziurawy. Kilka wspaniałych drzew – pomników przyrody – ma się dobrze. Przeniosłem się myślami kilkadziesiąt lat wstecz, próbując sobie przypomnieć gwar tego miejsca, zdarzenia, ludzi. Teraz tylko cisza i ptaki śpiewają. No i w górze korony pięknych starych sosen.

DSC_8764 Sam dworek nie stracił swej bryły, chociaż ma zbity cały tynk. Obok leżą jakieś materiały budowlane, więc może kiedyś coś tu będzie robione? Przed wjazdem na dziedziniec pochyła lipa – ta sama i taka sama jaką pamiętam. Przemykam na chwilę przez dziurę w ogrodzeniu pod główny budynek, kilka fotek i wracam do auta… przez konwaliową łąkę. Wtedy konwalie też tu rosły. Dalej pole barwinku, tego samego… tylko zarośla bzów zniknęły. Rozgrzana trawa pachnie mocno ziołami. To jedno się nie zmieniło.

Rzucam okiem za siebie ostatni raz i w drogę do domu.

1 comment

  1. Witam, też tam byłem, miód i mleko piłem. Wakacje w Mężeninie, w czasie gdy w Dworku były wczasy, później kolonie. Wynajmowaliśmy pobliski „domek ze skałek”, tuż przy wjeździe do parku. Może kiedyś się widzieliśmy?
    Pozdrawiam,
    MN

Dodaj komentarz