Warsztaty 2015

Listopad to oczywiście coroczne Warsztaty Fotograficzne Fotoklubu Podlaskiego. Jedenaste już z kolei. Pierwszy weekend listopada nie rozpieszczał nas pogodą, ale nie poddaliśmy się. Nawet mglista i deszczowa aura może być inspirująca 🙂

Od piątku realizujemy ustalony plan – zaczynamy od wystawy powarsztatowej z roku ubiegłego. To samo miejsce co zwykle, czyli Stara Plebania w Janowie Podlaskim. Są oczywiście pączki, najwyższe w okolicy nasycenie aparatów na metr kwadratowy, przemowa Kasi, która dzielnie sobie radzi w zastępstwie szefowej Stowarzyszenia – Marzenki.

Około 18 przenosimy się się do Stadniny, gdzie spotykamy się już od lat. Rok wcześniej mówiło się, że to podobno ostatnie spotkanie w tym miejscu, bo hotel miał być zburzony i miała się rozpocząć budowa nowego, ale jak widać janowska Wygoda jest wieczna i nadal stoi 🙂 Ze swoim niepowtarzalnym klimatem.

Po kolacji spotykamy się z pierwszym z zaproszonych gości. Jest nim Inez Baturo – specjalizująca się w szczególnie mi bliskim gatunku fotografii – pejzażu. Mamy okazję wysłuchać ciekawej opowieści, przeplatanej wyświetlanymi na ekranie zdjęciami. Jest wśród nich wiele zdjęć górskich i te najbardziej przykuwają moją uwagę.

Zwracam uwagę przede wszystkim na fakt, że fotografie są stonowane, działają uspokajająco – bo też robione są w specyficznych warunkach! Mgły, deszcze, świt albo nawet przed świtem – nie epatują kolorami, za to stwarzają nastrój ciszy, spokoju, tajemniczości. Musze przemyśleć swoją górską twórczość 🙂 Tylko czy stać mnie na nocne wejście na szczyt Świnicy, aby zastał mnie tam wschód słońca… 😉

Po pokazie tradycyjny już wieczór integracyjny, niekończące się rozmowy, które przeciągają się do 1 w nocy, a czasem i dłużej 🙂

Drugi dzień wygląda na taki, jak na zdjęciach z pokazu Inez – jest mokro, deszczowo, ponuro, mgliście. Hm – jest potencjał 😉

Zaczynamy od zdjęcia grupowego. Dość sprawnie zbieramy grupę, by nikogo nie trzeba było „wklejać w fotoszopie” 🙂

DSC_4262

Na początek oczywiście śniadanie i ruszamy w teren w poszukiwaniu tematu Warsztatów, czyli „Śladów wiary na Podlasiu”. Pierwsze lądowanie odbywa się przy „kamiennych babach” – fantazyjnych konstrukcjach z kamieni polnych, które od lat układa właściciel posesji niedaleko Cieleśnicy. Do tego tuje przystrzyżone „na pudla”, a wszystko we mgle i drobnej mżawce – stwarza lekko abstrakcyjny widok 🙂

DSC_4289

Ruszamy dalej. Dojeżdżamy aż do Pratulina, gdzie zaskakujemy wizytą pana Józefa Pliszkę, u którego gościliśmy w maju na plenerze. Gospodarze częstują nas ciastkiem i kawą, trochę wspominek i czas na zdjęcia. Jedziemy jeszcze dwa kilometry do Łęgów i robimy obchód wsi. Idziemy kawałek nasypem nadbużanki, fotografujemy pale przedwojennego mostu. Jest oczywiście lustro, które wyzwala tysiąc pomysłów na jego wykorzystanie 🙂

DSC_4377

No i supermarket rodem z „wczesnego Gierka”. Takich kiosków już chyba nie będzie… trzeba je uwieczniać, bo niedługo nikt nie uwierzy, że istniały 🙂

DSC_4382

Z Łęgów jedziemy do Derła. Po drodze zatrzymujemy się jeszcze na cmentarzu unickim w Pratulinie. W środku lasu zaskakuje nas znak drogowy „ustąp pierwszeństwa przejazdu”. Wygląda dość abstrakcyjnie 🙂

Trochę informacji o podlaskich unitach znalazłem na  stronie www unici.pl.

DSC_4440

Kilka kilometrów dalej jest Derło. Trochę na uboczu, ale jak wszędzie, tu tez dotarły wielkie pieniądze ze stolicy i straszy coraz więcej tabliczek „teren prywatny”. Na końcu wsi jest słynna „droga fotografów”, którą po raz kolejny uwieczniamy na tysiąc sposobów. I krzyż na wzgórzu pomiędzy lipami. W swoich letnich wędrówkach nad Bugiem zostawiam tu samochód.

DSC_4451

Frakcja przyrodnicza odkrywa w krzaku gniazdo i z zapałem je fotografuje pod wszelkimi możliwymi kątami 🙂 Wpadamy też na chwilę do wsi, bo jest tu kilka fajnych budynków, są ludzie grabiący liście, którzy zachwalają architekturę kibelka za domem. Ma wkrótce zniknąć… Jeszcze kilka zdjęć szczegółów architektonicznych, jakieś kolorowe okiennice, ganeczki. Cywilizacja niestety pożera urokliwe nadbużańskie wioski.

DSC_4510

Wracamy na obiad, a po obiedzie spotkanie z kolejnym z gości – z Maksem Skrzeczkowskim. Pokaz jest prowadzony w stylu rasowego showmana – najpierw dla pobudzenia uwagi i głębszych przemyśleń artystycznych każdy rozgryza gorzkie ziarno kakaowca 🙂 Teraz możemy się skupić na pokazie. Maks prezentuje kilka nurtów swojej fotografii – sztukę cyrkową, podróże po Ukrainie, Kazimierz Dolny.

Po pokazie chwila przerwy i teraz uczestnicy mogą zaprezentować swoją twórczość. Kolejny rok zanudzam towarzystwo kolorowymi Bieszczadami 😉 Dla równowagi pokazuję czarno-biały reportaż „Pan Tadeusz”… nie, nie robię konkurencji Mickiewiczowi 😉 Wybrałem trochę zdjęć pana Tadeusza z Olchowca, którego miałem okazję poznać w lipcu przy okazji wędrówki po Beskidzie Niskim.

Niedziela wita nas poprawą pogody. Niewiasty wylegają na balkony, fotografowie łapią za sprzęt i ruszają na łowy fotograficzne. Na wybiegach jest mnóstwo koni, więc ich miłośnicy mają w czym wybierać. Mocno wieje, co jakiś czas z trzaskiem pada niedaleko wielkie drzewo, na niebie apokaliptyczne chmury 🙂 Jest klimat 🙂

Czas na pokaz kolejnego z gości – jest to Andrzej Baturo, legenda wśród fotografów, prywatnie mąż Inez Baturo. Pan Andrzej pracował wiele lat jako fotoreporter dla takich tytułów jak „ITD”, „Na przełaj”, „Razem”. Stąd też jego fotografia to przede wszystkim ludzie. Rzadko pojawiają się pojedyncze zdjęcia – prezentowany pokaz to całe kompletne cykle, zamykane na ogół jakimś podsumowującym zdjęciem. Dwie godziny mijają błyskawicznie, opowieść jest bardzo ciekawa. Ja mam szczególny sentyment do „Na przełaj”, która to gazeta w czasach mojej młodości wyróżniała się w moim odczuciu spośród dostępnych tytułów swoim zaangażowaniem, poruszanymi tematami i czytałem ją „od deski do deski” 🙂

Po pokazie ruszamy jeszcze raz na spacer po Stadninie. Łapiemy chwile, gdy mocne światło tworzy piękne kontrasty z bielą budynków i podkreśla jesienne barwy przyrody.

Jeszcze obiad, pożegnania… i koniec Warsztatów.

Oczywiście Tres Amigos nie zapomnieli o zdjęciu pamiątkowym 🙂