14 Zlot Letni

Day 0

Zlot numer czternaście – pomału zbliżamy się do jubileuszu. Za organizację zabraliśmy się dość późno, w zasadzie tydzień przed wyjazdem kwatery jeszcze nie były potwierdzone. Na wstępnego maila odpowiedział stary i sprawdzony skład 🙂 Jest też oczywiście Czternasty czyli Koziołek, który ma już 2 lata i dzielnie jeździ na kolejne zloty. Trochę szkoda, że część ekipy odpuszcza już zloty, ale takie życie… Ostatecznie pierwszy zaproponowany termin na 20 sierpnia dotrwał bez zmian aż do wyjazdu. Po kilku próbach znalezienia kwatery dostałem potwierdzenie, że czeka na nas drewniana chatka w Zubercu. O trzynastej spakowani ruszamy w drogę.

Pierwszy na miejsce przybywa Wojtek z Dorotką i przejmują kwaterę we władanie. Kasia z Ryśkiem jadą pomału przed nami, dopędzamy ich już w Zubercu, gdzie grzecznie czekają pod kościołem i już wspólnie docieramy do chatki na ulicy Pod Lanom 🙂

Jest godzina 21, zostaje nam czekać na Radka, więc siadamy do stołu i integrujemy się przy popcornie i innych tradycyjnych trunkach zlotowych. Przed wyjazdem Konrad wypatrzył na zdjęciach kwatery w Internecie mikrofalówkę i odpowiednio się przygotował 🙂

Jak zwykle nie możemy się nagadać… Integracja przeciąga się trochę, Radek przyjeżdża punktualnie o północy. My już trochę mocno zmęczeni, bo jeden hotdog po drodze to całe nasze dzisiejsze pożywienie, więc około 2 w nocy wszyscy padają do łóżek.

Day 1

DSC_1399 Wstajemy około 9, od rana pada. Spokojnie zjadamy śniadanie i w trakcie ustalamy, że jedziemy w okolice schroniska Zverovka obadać teren i ewentualnie odwiedzimy jakieś „Potraviny”. Taaa… od tego momentu słowo „Potraviny” nigdy już nie będzie dla nas oznaczało tego co zawsze… zupełnie na lekko, ubrani tylko na deszcz i z małymi plecakami wysiadamy na parkingu, oceniamy sytuację i ruszamy do pierwszego słupka z oznaczeniami szlaków. Rzucam hasło: „o, najbliżej to jest na Rakoń”. Temat w jednej chwili chwyta 🙂

Deszcz nas niespecjalnie zniechęca i ruszamy asfaltowa drogą żółtym szlakiem. Po 15 minutach Koziołek ma przemoczone buty, bo woda leje się z nieba w sporych ilościach, a małolat musi zaliczyć każdy kawałek trawy, każdy rów i nierówność terenu 🙂 Wygląda na zadowolonego z życia, ale odpuszcza za to Kasia w trosce o zdrowie syna i wspólnie z Dorotką podejmują decyzję o powrocie do schroniska. Pozostali człapią dalej asfaltem, a deszcz… przestaje padać 🙂

DSC_1427 Kończy się utwardzona droga, szlak skręca wreszcie w jakieś chaszcze i zaczynamy się wspinać w górę. Zrzucamy kurtki, robi się ciepło, bo organizmy pracują. Na szlaku żywego ducha. Idziemy około godzinę Doliną Łataną, trafiamy na pierwszy rozstaj – tu schodzi szlak z Grzesia. Debatując nad mapą dochodzimy do wniosku, że w sumie skoro Rakoń to może i Grześ?

Wyjście na rekonesans ewoluuje z każdą chwilą z niewinnego spaceru do „Potravin” w kierunku całodniowej wycieczki 🙂 Ścieżka robi się bardziej stroma, zdobywamy kolejne piętra górskiego krajobrazu i ani się obejrzymy jak jesteśmy nad kosówką na małej przełączce Zabrat. Przed nami 45 minut do Rakonia. Chwilę go widać, ale zaraz znika w chmurze.

DSC_1434 Zrobiliśmy sporo metrów w górę, więc wypadałoby się wzmocnić. Rozsiadamy się na ławeczce, podziwiając przewalające się nad graniami chmury. W brzuchach burczy więc sięgamy do plecaków i oceniamy stan zapasów – okazuje się że wyprawa jest „na bogato” 🙂 Mamy po batoniku na głowę i butelkę wody 🙂 Mimo to o odwrocie nie ma mowy… wyruszamy na szczyt. Podejście jest z gatunku nudnych, ale wysysających resztki sił 🙂 Ujmując rzecz bardziej emocjonalnie – upierdliwe 😉

DSC_1440 Panorama

DSC_1463 Szybko rozciągamy się na grani, starając się nie tracić sąsiadów z oczu, co przy widoczności rzędu 20 metrów jest zadaniem niełatwym. W końcu szczyt! Czeka tam już nasza czołówka wspinaczy, za mną idzie jeszcze Konrad, który później powie że miał chwile zwątpienia. Pierwszy zlotowy szczyt uwieczniamy pamiątkowym zdjęciem z cyklu „goryle we mgle”. Jesteśmy w najwyższym punkcie dzisiejszego szlaku, więc teraz już tylko długa droga w dół.

DSC_1472 Ruszamy Długim Upłazem, który w większości wiedzie w dół i po godzinie jesteśmy na Grzesiu. Szlak miejscami jest trochę błotnisty, ale udaje nam się jakoś obejść co bardziej mokre miejsca. Przed szczytem napotykamy pierwszych tego dnia turystów. Ot – taki urok wędrowania po Słowacji, co nieraz podkreślałem. Chwila pogawędki, foto pamiątkowe i ruszamy w dół. Puste żołądki nie dają o sobie zapomnieć całą drogę, a trochę jej jest. Zejście na parking dół zajmuje ponad 2 godziny. Kijów oczywiście ze sobą nie wziąłem, więc zejście było wolniejsze niż zwykle, do tego krzesanie resztek sił. I oczywiście przystanki na zdjęcia, bo mgiełki tworzą z zielenią przepiękny klimat 🙂

DSC_1533 Panorama

Ze Zverovki wracamy do Zuberca poszukać knajpki. W samym centrum trafiamy do Oravskiej Izby, która na pierwszy rzut oka budzi zaufanie 🙂

Tu poznajemy Lenkę… 🙂

I smak Czernohorskiego, który będzie rządził przez 3 kolejne dni i dla niego będziemy tu się zjawiali co wieczór. A może dla Lenki? 😉

Wieczorem wyciągamy gitarę i naszym smętnym zawodzeniem usypiamy Koziołka 😉 Przed łazienką odkrywamy kanapę, która szybko staje się „lożą szyderców” – stoi na wprost przeszklonych drzwi od prysznica…

DSC_1545 Jest to wyjątkowy wieczór bo wznosimy toasty za dyplom Dorotki. Okazja jest wyjątkowa, więc jest i szampan – zamarznięty, bo nie doceniliśmy zamrażarki 🙂 Dorotka ubiera okolicznościową koszulkę, co oczywiście zostaje uwiecznione przez tłum fotografów 🙂

Integracja kończy się koło północy – prognoza na kolejny dzień sugeruje, że trzeba pójść na całość i zrobić coś ambitniejszego, a to oznacza, że musimy poderwać się wcześniej.

Day 2

DSC_1579 Rzeczywiście wstajemy wcześniej  i nawet dość sprawnie ruszamy znowu do Zverovki, ale na wyższy parking koło trasy narciarskiej. Zielonym łącznikiem szybko przebijamy się do asfaltowej drogi idącej w stronę Tatliakowej Chaty. Plan jest ambitny – chcemy do dotrzeć co najmniej na Banikovskie Sedlo. Kilka kilometrów asfaltingu, towarzyszy nam całkiem spory tłum, kojarzący się chwilami z drogą na Morskie Oko. W końcu jest piękna pogoda, więc niespecjalnie nas to dziwi. My wkrótce odbijamy w stronę Rohackich Wodospadów. Ludzi nadal sporo, Koziołek dzielnie kroczy, co jakiś czas trafia na ręce któregoś z wujków.

Przy Wodospadach jesteśmy po około pół godzinie marszu. 23 metry spadającej wody robią wrażenie. Tu Koziołek ma jednak kryzys i stacza zwycięską walkę z nosidełkiem. Kasia poddaje się i zarządza odwrót – postanawia zejść do asfaltu i pójść dalej do schroniska tradycyjną ceprostradą.

DSC_1627 My natomiast idziemy dalej do skrzyżowania szlaków, skąd odchodzi szlak na Rohackie Plesa. Jest tu wyłożony kamieniami placyk, ławki, wokół rosną jagody… i nad nami ściana Hrubej Kopy. Podziwiamy cały szlak przez Tri Kopy, którym wędrowaliśmy niedawno, podchodząc z drugiej strony od Doliny Żarskiej.

Po drodze powstaje małe zamieszanie, bo się pogubiłem kto z tyłu, kto z przodu – winien był oczywiście punkt widokowy na wodospad 😉 Wojtek z wrodzonym taktem sugeruje, że wodospad wodospadem ale ja mam chyba zaniki pamięci 😉 Fakt – przeoczyłem, że Piotr postanowił pobyć romantycznie z Dorotką samotnie przy wodospadzie i w efekcie wpadłem na kamienny placyk z ławeczkami zdziwiony, że ich tu jeszcze nie ma, choć chwilę wcześniej zastanawiałem się jaką muszą mieć kondycję, że tak szybko popylaja w górę jak młode źrebaki 🙂 W sumie to może Wojtek też się zastanawiał, co oni nad tym wodospadem robią, a ktoś musiał zebrać, że nie upilnował 😉  Udaje nam się jednak po chwili skompletować i po naradzie uderzamy na Banikovskie Sedlo.

DSC_1629 Teraz przed nami prawie 2 godziny wspinania 500 metrów w górę. Ponownie rozciągamy się na szlaku, ale że wychodzimy ponad kosówkę i jesteśmy w skale, widzimy się doskonale. Na jednym z krótkich postojów Radek leżący na kamieniu wywołuje refleksję Wojtka, że w zasadzie to jest zdziwiony że nie słyszy muzyki „każde pokolenie ma własny czas” 😉 W ciemnych okularach nasz Radziu niczym nie różni się od lidera Kombi 🙂

Robi się zimno, ale tym razem mamy pełny ekwipunek i odpowiednie zapasy, więc chłód nam niestraszny. Wyciągamy kurtki, polary, czapki, rękawice. W końcu prawie koniec sierpnia. Na szlaku widać jednak osoby niespecjalnie przygotowane. Pozostaje mieć nadzieję, że trzęsąc się z zimna i patrząc na nas wyciągną naukę na przyszłość.

Pod ostatnią ścianą znowu coś się nie dogadujemy – Radek łapie gorączkę szczytową i sugeruje, że nim wydrapiemy się na przełęcz, on zdąży wpaść gościnnie na Banówkę i zejść na przełęcz, co podchwycają Wojtek z Piotrem. Pomysł popieram i ruszam powoli do Sedla, gdzie jestem 15 minut po chłopakach. W tym czasie oni już finiszują na Banówce. Ostro napierają… podchodzę za nimi około 1/3 trasy, ale widzę, że do przełęczy docierają kolejni z naszej ekipy – Rysiek i Konrad, więc rezygnuję z gonienia i zaczynam realizować plan, który miał być głównym – czyli sąsiednia Pachola. Schodzę na przełęcz, zgarniam chłopaków i idziemy na szczyt.

DSC_1648 Panorama

Pachola jest prawie tak wysoka jak Banówka, ale wejście dużo prostsze. To po prostu kręta ścieżka wśród skał i kamieni, która kończy się na wierzchołku wysokim na 2167 metrów. Jesteśmy tam po 20 minutach, rozkładamy się w najlepsze, wyciągamy zapasy i czekamy…

DSC_1699 Jest cicho, ciepło – dużo lepiej jak na przełęczy. Ekipa z Banówki pojawia się na przełęczy dość szybko, więc czekamy aż do nas dołączą… a tu nic. Zdzwaniamy się i okazuje się, ze plan był podobno tylko do przełęczy 🙂 Dobiega do nas Radek na swoim atomowym napędzie i niszczymy konsekwentnie zapasy z plecaków. W międzyczasie na przełęczy trwa uczta pieczarkowa… tylko nie w tak pięknych okolicznościach przyrody 🙂 A my szczyt, jak to na Słowacji bywa, mamy na wyłączność.

DSC_1669 Panorama

Wolniejsza część ekipy z przełęczy rusza na dół, więc i my podrywamy kupry i dość szybko jesteśmy przy tych, co czekali. Ustalamy, co poszło nie tak 🙂 A potem powrót. Długie, mozolne zejście na dół, wreszcie parking.

Teraz obowiązkowo do Lenki, pomysły na słowacką pizzę zostają spacyfikowane jednogłośnie. Podobnie jak próba przejęcia nas w restauracji przez drugą z kelnerek. My chcemy Lenki i basta 🙂

Lenka rewelacyjnie mówi po polsku, w lot rozumie potrzeby głodnych ircowników, do tego ma czarujący styl bycia, ujmujący uśmiech… No dobra, do tematu jeszcze wrócimy 🙂

Wkrótce mamy na stole króla Czernohorskiego w nieodłącznym towarzystwie Bażanta 😉

DSC_1909 Wracamy do chaty na kolejny wieczór pogaduch i wspominków. Humory wyśmienite, po drodze próbujemy złapać kota Szaszłyka (imię sami na szybko nadaliśmy), potem oczywiście zdjęcia z misiami. Dłuższa dyskusja rozwinie się przy podejmowaniu decyzji, kto będzie misiem przednim a kto tylnym 😉

Wieczorem znowu czas miło upływa… Świętujemy 40-lecie Radka przy zacnym trunku postawionym na stół przez jubilata 🙂 A Koziołek nie doczekał gitary, na którą czekał cały dzień i zasnął na rękach mamy.  A mu znowu nie możemy się nagadać. Pozwalamy sobie na dłuższe posiedzenie, bo plan na kolejny dzień przewiduje lżejszą wycieczkę. Zmęczenie po całym dniu powoduje jednak, że po kolei gaśniemy przy stole 🙂

Day 3

Wstajemy trochę zmęczeni i śnięci, pada nawet sugestia że „może dziś na potraviny” 😉

Stopniowo jednak wraca w nas życie i o 10 w komplecie jedziemy znowu pod Zverovkę. Pogoda dopisuje, słoneczko, po niebie płyną obłoczki. Auta zaparkowane przy schronisku, ruszamy tym razem stronę przeciwną – zielonym szlakiem, mijając po drodze malownicze jeziorko.

DSC_1753 Napieramy na Osobitą. Po przejściu pierwszego, niewymagającego odcinka szlaku postanawiamy, że robimy wyprawę w stylu himalajskim – wszyscy pracują na sukces jednego. Tym wybranym jest oczywiście nasz dwuletni Koziołek. A wejście wbrew pierwszemu wrażeniu nie jest łatwe. Ścieżka z prawie płaskiej dość szybko wchodzi w długi żleb, który stopniowo robi się coraz bardzie stromy. Potem zaczyna się zbocze, w które wbija się nasza ścieżka, by na dystansie kilometra ostrymi zakosami zdobyć kilkaset metrów w górę. Różnica wysokości między parkingiem a przełęczą to około 500 metrów. Dobra współpraca daje rezultaty – Koziołek dzielnie wkracza z nami na Przełęcz pod Osobitą. Miejsce jest fantastyczne.

DSC_1852 Krzaki obsypane wielkimi jagodami, malinami, piękny widok na obie strony, w oddali widać Giewont z zupełnie nowej perspektywy, a nad nami szczyt Osobitej. Niestety, ku wielkiemu rozczarowaniu – zamknięty dla turystyki. Wielki szlaban i kilka groźnych napisów w różnych językach, wielka czarna łapa z napisem STOP – więc zostaje nam długi popas na przełęczy. Jest ciepło, słoneczko przyjemnie przygrzewa (dopóki świeci, bo pierwsza chmura która je przysłania, zmusza mnie do ekspresowego nałożenia koszulki i polara), Koziołek radośnie biega, Wojtek gotuje zupę dla Dorotki, jedni leżą patrząc na przesuwające się obłoki, inni śpią, wydając z siebie odgłosy niedźwiedzi pogrążonych we śnie zimowym (prawdę mówiąc nigdy nie słyszałem pogrążonego we śnie niedźwiedzia 😉 )

DSC_1795 Panorama

Zbliża się późne popołudnie, czas schodzić. Robimy to dość szybko i sprawnie, ciesząc się z sukcesu Koziołka. Po drodze robimy przystanek nad małym, leśnym jeziorkiem z ławką dla akrobatów 😉 Dopóki siedzimy – ławka stoi…

Idziemy dalej – wstępujemy do Schroniska Zverovka. Lekko zagubiona w czasoprzestrzeni dziewczyna przyjmuje od nas zamówienie na Bażanta i czesnakową. Czesnakowa okazuje się doskonała – nawet porównujemy ją do tej najlepszej ze schroniska Zamkovskiego. Siedzi się przyjemnie, ale przecież Lenka czeka z Czernohorskim 😉

Pakujemy się w auta i wracamy do Zuberca. Głodne towarzystwo szybko się przebiera i już pędzimy do restauracji. Lenka na nasz widok szeroko się uśmiecha i za chwilę rządzi Czernohorski i Oravska Pochutka 🙂 Z Bażantem – a jakże.

DSC_1938 Jako że to ostatni wieczór, wręczamy Lenie zlotowy znaczek, robimy wspólne foto i jazda do chaty. A tu dziś króluje gitara, na którą czekał z utęsknieniem Koziołek. Dziwnym trafem wszystkie teksty jakie pamiętamy, zawierają pewne damskie imię 😉 Równo o północy kończymy imprezę, bo planujemy o 8 zjeść śniadanie i się spakować. Mamy czas do 10 – na tą godzinę umówiliśmy się z właścicielami na rozliczenie chatki.

A rano – ostatnie foto, uściski… i czekamy na zlot zimowy 🙂

The End

DSC_1940

 

Trasy:

Zrzut ekranu 2014-08-27 o 21.49.12Zrzut ekranu 2014-08-27 o 21.46.00Zrzut ekranu 2014-08-27 o 21.47.29

Całość:

Zrzut ekranu 2014-08-27 o 21.50.29

I wyniki mierzenia aktywności pewną zabawką 🙂

Zrzut ekranu 2014-08-24 o 22.31.05

Jedna myśl nt. „14 Zlot Letni

Dodaj komentarz