Pamiętam go jeszcze jak jechało się po drewnianych klepkach, był wąski, długi i robił na małolacie niesamowite wrażenie swoją stalową misterną konstrukcją i niezliczonymi nitami oraz odgłosami, które towarzyszyły przejazdowi. Przeszedł już kilka remontów i trochę się dostosował do XXI wieku 🙂 A pod mostem zaczyna się ścieżka przyrodnicza Kózki.

Na deser drugi z unijnych promów na Bugu – w Zabużu. To tak w ramach objazdu nadbużańskich dziur – rekonesans przed planowanym Nadbużańskim Spacerem Ircowników Po Krzakach i Bezdrożach (o ile dojdzie do skutku 🙂 ).

Tegoroczny Plener został zorganizowany na terenie gminy Konstantynów i to ona miała być głównym obiektem naszych działań fotograficznych. Pierwsza grupa działała już od piątku, wstępnie się integrując, ja dołączyłem z Aramisem w sobotę rano. Trafiliśmy akurat na śniadanko. Bazą wypadową był Zajazd Leśny w Horoszkach (autor: A.Jędryczkowski).

Zaczęliśmy od wspólnej eksploracji pałacu w Konstantynowie (autor: A.Jędryczkowski), następnie podzieliśmy gminę na „rewiry” . Ja tradycyjnie wybrałem nadbużańskie krzaki, w których czuję się najlepiej. Buszowałem w nich ze swoją ekipą do obiadu, po południu zrobiliśmy jeszcze szybki objazd gminy.

dsc_4624-panorama

W dużym skrócie – odwiedziliśmy kościół w Gnojnie, przeprawę promową w Niemirowie, zaliczyliśmy portretowanie krów, wracając zahaczyliśmy o stary cmentarz w Gnojnie komin cegielni w Zakalinkach, gdzie szybko znaleźliśmy miejscowego „przewodnika” i na koniec wpadł nam w obiektywy wiatrak pod Horoszkami.

Ciekawostką był fakt, że trafiliśmy na dopiero co uruchomiony nowy prom przez Bug. Okazało się, że jest to poważna instytucja, panowie na promie są „namaszczeni” – przeszli odpowiednie szkolenia, mają legitymacje i pobierają od gminy pensje za przewożenie. Przy okazji – dzięki temu prom jest za darmo, choć panowie napiwków nie odmawiają 🙂

dsc_4762  No i jeszcze fantastyczna sesja z całą ryczącą „ekipą” z Gnojna. Pilnujący krów mili ludzie widząc ekipę obwieszoną aparatami, podchwycili twórczą atmosferę i przedstawili nam każdą z podopiecznych z osobna 🙂 Mi w oko wpadła panna, którą nazwałem Panda 😉

Wieczorem i nocą integrowaliśmy się, prezentując przygotowane zestawy zdjęć. Atrakcją czerwcowej nocy był spadek temperatury do ok 2 stopni 🙂

Przydał się zimowy śpiwór … 😉

Zapraszam do obejrzenia relacji na stronie Fotoklubu, a poniżej przegląd dwóch pracowitych dni.

Podtrzymując pierwszomajową tradycję, wybraliśmy się rodzinnie tego dnia na eksplorację niezbadanych odcinków nadbużańskich krzaków 😉 Wybór padł na ścieżkę edukacyjną „Szwajcaria Podlaska” w okolicach Nepli. Przed wyjazdem poczytałem trochę opisów okolicy – szczególnie tych na stronach Parku Krajobrazowego. Dość szczegółowy opis ścieżki pozwalał przypuszczać, że jej odnalezienie nie będzie trudne. W praktyce okazało się, że ścieżka jest mocno zaniedbana i odnalezienie oznakowania sprawia sporo problemów. Dlatego powstał wariant spontaniczny – zaczęliśmy od charakterystycznego i najbardziej znanego elementu czyli czołgu. Krążą o nim legendy, jak to nocami tajemnicze siły obracały jego lufę w stronę Białorusi, która znajduje się ok 200m dalej za Bugiem 😉 Teraz wieża czołgu jest już przyspawana, podobnie jak włazy do czołgu, więc pozostaje podziwianie go tylko z zewnątrz. Więcej o czołgu można przeczytać na stronie www Newsweeka.

Od czołgu droga wiedzie wzdłuż granicy rezerwatu w stronę punktu widokowego. Bug robi tu zwrot  o 180 stopni, zatrzymany przez skarpę, z której roztacza się efektowna panorama.

dsc_3048-panorama

Skarpa poprzecinana jest siecią tworzących się dopiero wąwozów, które żłobi woda spływająca z okolicznych pól do Bugu. Bywam w tym miejscu praktycznie co roku i sam mogę stwierdzić, że proces ten postępuje dość szybko – droga z roku na rok przesuwa się coraz bliżej pobliskiego lasku.

dsc_3061 Zadanie to jest o tyle ułatwione, że podłoże to miękki piasek, w którym doskonale widać całą strukturę warstw odłożonych przez lodowiec. Po kontemplacji widoków wróciliśmy w stronę rezerwatu i próbując odnaleźć oznakowanie szliśmy skarpą ponad płynącym w dole Bugiem. W pewnym momencie skarpa się urywa przecięta głębokim na ok 15 metrów potężnym wąwozem z bardzo stromą ścieżką prowadzącą ma jego dno. Te skryte w lesie stare wąwozy – już ustabilizowane, porośnięte lasem i roślinnością – jest to właśnie jedna z głównych atrakcji  parku krajobrazowego. Jeszcze chwilę wcześniej mogliśmy podziwiać identyczny wąwóz w fazie tworzenia.

dsc_3072 Po zejściu na dół znaleźliśmy się w niesamowitej scenerii – w jedną stronę wąwóz powoli piął się w stronę drogi – i to była właśnie nasza droga odwrotu, z drugiej kończył się absolutnie dzikim krajobrazem rozlewisk Bugu. Natura nietknięta ludzką ręka prezentowała się bardzo efektownie, co zresztą widać na zdjęciach – szczególnie, że właśnie wszystko nasyciło się wiosenną zielenią, spośród której przebijały się białe, uschnięte pnie drzew. Gdzieś tam dalej wiedzie szlak ścieżki, ale zrezygnowaliśmy z wbijania się w dzikie ostępy i ruszyliśmy w stronę przeciwną.

Droga powrotna wiedzie dnem wąwozu, który powoli pnie się ku górze i ku zaskoczeniu młodszej części wycieczki zakończył się… przy czołgu 🙂 Ponieważ temperatura zaczęła osiągać poziomy zbliżone do 30 stopni, morale i chęć eksploracji drugiej strony parku, gdzie można podziwiać menadry Krzny – nieco spadły. W tej sytuacji nastąpiła kolejna zmiana planu i udaliśmy się na drugą stronę drogi na podziwianie ‚kamiennej baby’, która również stanowi element ścieżki edukacyjnej. O ‚babie’ pisałem przy okazji warsztatów fotograficznych. Do baby wiedzie około pół kilometra polnej drogi  – idąc przez pola mogliśmy podziwiać pełen spokoju i ciszy nadbużański krajobraz.

dsc_3104-panorama

dsc_3143 Kolejnym punktem wycieczki stał się Krzyczew, gdzie zamierzałem pobuszować w nadbużańskich chaszczach (z sukcesem), podczas gdy pozostali oddali się kontemplacji odrestaurowanego drewnianego kościółka tuż nad samym Bugiem. Groziło mu zabranie przez rzekę, która zakręcając w tym miejscu podmywała z roku na rok skarpę. Została ona jednak skutecznie umocniona i sytuacja się ustabilizowała.

dsc_3163 A krzaki jak krzaki – były takie jak lubię 🙂 Przedzieranie się wąską ścieżką pomiędzy rozlewiskami, skrzeczącymi żabami, zwalonym pniami i po mostach z drzew dla kilku zdjęć – bezcenne 🙂 Gdybym tylko miał więcej czasu… ale niedaleko czekała moja lekko zniecierpliwiona ekipa „co też on w tych krzakach widzi” 😉

dsc_3196 W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się jeszcze na chwilę z wizytą w Sanktuarium Unitów w Pratulinie. Aktualnie trwa tam wykańczanie zabytkowej drewnianej świątyni przeniesionej ze Stanina, która stanęła na fundamentach cerkwi unickiej, ale ze względu na prowadzone prace nie mogliśmy tam zajrzeć.

No i cała galeria z wycieczki.

W trakcie warsztatów – dzięki uprzejmości Mirka z Fotoklubu – miałem możliwość pojeździć z zacna ekipą terenówką ponad Bugiem.  Zrobiliśmy całkiem sporo kilometrów, przebijając się przez stare rozlewiska Bugu, podziwiając dzikie krajobrazy – a wszystko to przy przepięknej pogodzie.

Powstała z tego wypadu cała seria fajnych jesiennych zdjęć w klimatach, które lubię. Przy okazji testowałem obiektyw Nikkor 80-400, do którego nabrałem przekonania… tylko ta cena. Przejechaliśmy okolice ścieżki przyrodniczej znajdującej się na terenie Parku Krajobrazowego „Podlaski Przełom Bugu”, wyjechaliśmy w okoliacach wsi Woroblin, a stamtąd udaliśmy się do Nepli, gdzie pokazaliśmy naszym gościom przybyłym na Warsztaty cmentarz wojenny, o którym już pisałem w czerwcu 2011 oraz słynną podlaską kamienną babę 🙂

dsc_8207  Wyszperałem w sieci legendę z nią związaną: „Na północny zachód od Nepli, stoi na najwyższym wzgórzu, duży płaski kamień przypominający kształt krzyża zwany przez miejscową ludność „kamienna babą”. Legenda przywiązana do tego kamienia głosi, że pewna młoda dziewczyna, zakochała się w rówieśniku swych dziecięcych zabaw i postanowiła wbrew  życzeniu rodziców, a szczególnie matki – poślubić go. Kiedy już wszystko było przygotowane do ślubu zrozpaczona matka postanowiła przekląć córkę i rzekła „Bodaj byś skamieniała nim dojedziesz do kościoła”. Gdy cały orszak weselny, jechał do ślubu, na połowie drogi wypadła pannie młodej chusteczka po którą wyskoczył jeden z drużbów i podniósłszy wręczył właścicielce. Po niejakim czasie chusteczka wypadła pannie młodej po raz drugi. Tym razem podniosła ja druhna. Za trzecim razem kiedy wypadła chusteczka wyskoczyła po nią sama panna młoda. W momencie gdy chciała ją podnieść skamieniała. Z każdym jednak rokiem, według legendy kamień pochyla się coraz bardziej aż przyjdzie dzień, że w końcu się zwali. Będzie to znak zakończenia pokuty dziewczyny zaklętej w kamień.” (źródło: strona Serpelic)

Mirek, specjalizujący się w fotografii przyrodniczej, przeszkolił nas przy okazji z „łowów na sarenkę” – czy jak zrobić dobre zdjęcie przyrodnicze pędząc przez wertepy terenówką 🙂

Efekty wyjazdu poniżej.