Landart od kilku lat stał się wydarzeniem, na które się czeka. Nie tylko na sam wernisaż. Etap prowadzenia prac jest równie ciekawy – widać jak powstają dzieła, można zamienić parę słów z pracującymi, próbować się domyślić, co tworzą.

Wpadam więc do Buczyc i zaczynam poszukiwania. Od strony wsi nigdy nie jechałem w stronę Bugu, więc najpierw robię rundkę przez wieś w poszukiwaniu właściwego dojazdu, a przekonawszy się. że jest tylko jeden, odstawiam auto na końcu wsi i ruszam polną drogą nad rzekę.

Dojście prowadzi przez podmokły, bagienny las. Czarna woda sugeruje, że wynurzy się z niej zaraz jakaś topielica 😉

Wreszcie wychodzę na szerokie łąki, gdzie widzę pierwszego artystę 🙂

Idąc wzdłuż rozlewiska, przechodzę małą kępę drzew i oto w oddali jest coś coś od razu kojarzy się z Landartem.

Dzieło tworzy główny szef imprezy, Jarek Koziara, który w motywach drzewnych znalazł upodobanie. Zarażony jego chorobą, też wszędzie widzę pojedyncze drzewa 🙂

Zamieniam kilka słów z Jarkiem, patrząc przy okazji na skaczących w uprzężach po drzewie pomocnikach, którzy pracowicie montują do konarów „płomienie”. Drzewo, jak się okaże za kilka dni, będzie „gorejące”.

Ja zaś ruszam na rekonesans wzdłuż Bugu.

Zamieniam kilka słów z twórcą z Japonii. Na szczęście mówi po angielsku 🙂

Jest też tajemnicza konstrukcja ze skrzynek. Tu też nie mam problemu z komunikacją, mimo że Pat pochodzi z Holandii.

Teraz ruszam w drugą stronę. Silny wiatr powoduje, że dawno nie widziałem Bugu z taką falą. Prawie ocean 🙂

A w oddali czai się zebra 😉

Mijam ponownie gorejące drzewo i docieram na kawałek łąki przypominający wyspę na oceanie traw. Wokół otaczają mnie „pulpity Windows”. Tu na razie leży kilka pni, ale siekiery obok sugerują, że coś z nich powstanie.

Czas na powrót – szybko docieram do wsi.

Żegnają mnie kolorowe domki i inne ciekawostki.

Taki mam rok, że z plaż została mi plaża w Łęgach. I absolutnie tego nie żałuję, bo w tym roku przerosła moje oczekiwania. Taki już urok Bugu, że znane miejsca co roku wyglądają zupełnie inaczej. Ostatnie lata to był raczej zawód, piasku mało, pozarastane, odsłonięte i spękane z powodu suszy dno rzeki.

Tym razem jest niespodzianka – piasek piękny jak nad morzem, plaża jest ogromna i rozciąga się na cały łuk rzeki. Nic dziwnego, że robię tu dłuższy biwak 🙂

Wybieram dojście nasypem nadbużanki. Pogoda jest rewelacyjna, zdjęcia „robią się same”. Mijam doły po zerwanych mostach.

I oto przede mną Bug.

Moje pierwsze wizyty tutaj to było przedzieranie się przez dżunglę. Teraz jednak są porobione całkiem niezłe trakty – pogranicznicy dbają o ich przejezdność. Kilka minut krążę w zielonym labiryncie i jest mój cel wycieczki.

Piaski, piaski, wszędzie piaski.

Biwak trwa ze 2 godziny, bo żal opuszczać to piękne miejsce. Dobrze, że są takie oazy i do tego tak blisko domu 🙂

Są takie miejsca nad Bugiem, które ciągną jak magnes. Tak jest przy ujściu Tocznej (czy Kałuży – sam już nie wiem 🙂 ).

Wpadam tam co jakiś czas na krótki spacer, pooddycham ciszą, dziką przyrodą i odliczam do kolejnej wizyty 🙂

Płynie wije się rzeczka.

Łąki kwitną.

Ławka nadbużańska, model naturalny.

Wiosenna przyroda w najlepszym odcieniu zieleni.

Chaszcze.

Wszystko kwitnie

I stare bużysko niezmiennie piękne.

… się fotografuje. Właściwie to znalazłem się nad Bugiem o zachodzie słońca z powodu kociołka z pyszną zawartością. Ugotowaną na miejscu. A aparat jak zwykle był pod ręką.

Może aura nie do końca sprzyjała, ale próbowałem 🙂

Pierwszomajowe święto przywitało mnie idealną pogodą. Idealną do fotografowania. Jest ciepło, po niebie suną obłoczki, pojawiła się pierwsza wiosenna zieleń (w końcu) – grzech siedzieć w domu.

Wybór pada na Neple. Dawno nie byłem na ścieżce przyrodniczej w rezerwacie Szwajcaria Podlaska. Znanymi sobie skrótami docieram tam w około pół godziny. Auto ląduje w cieniu nieopodal czołgu, a ja ruszam wśród kwitnącego rzepaku w kierunku wsi.

Długa prosta w dół kończy się przed mostem, gdzie skręcam w kierunku meandrującej Krzny.

Warunki rzeczywiście są świetne, a dla „podkręcenia” zdjęć zakładam filtr polaryzacyjny. Spacer jest bardzo przyjemny, bo jestem sam i mam miejsce dla siebie na wyłączność.

Zaglądam najpierw nad Krznę, gdzie nad wodą pochyla się niejednokrotnie już przez mnie fotografowane suche drzewo.

Idąc ponad rzeką schodzę na suche w tym roku rozlewisko i docieram do ujścia Krzny. O tej porze roku zwykle fotografujemy tu wiosenne rozlewiska. Teraz jednak jest susza, woda w Bugu opadła, o ile w ogóle była w tym roku wysoka. Robię kilka ujęć we wszystkie strony i wracam na ścieżkę.

Przekraczam pierwszy wąwóz i wspinam się na ukrytą w lesie skarpę. Teraz cały krajobraz mogę podziwiać z góry. Łącznie z nadpływającymi kajakarkami. Wpływają z Krzny na Bug i są lekko zdezorientowane 🙂 Z tego wszystkiego lądują na białoruskim brzegu, gdzie znikają „za krzaczkiem”. Po 5 minutach pojawiają się ponownie i ruszają w drogę. Miały wiele szczęścia… Gdyby wpadły na patrol, skończyłoby się kilkudniowymi przymusowymi „wakacjami” u sąsiadów.

Idę dalej. Jest święto, więc szansa na spotkanie kogoś rośnie. I faktycznie, najpierw mijam rodzinną wyprawę z plecakami, a potem na łuku, na piaszczystej plaży siedzi grupa wędkarzy. Zaglądam tam na chwilę, a potem ruszam dalej w kierunku kolejnej skarpy.

Zieleń powoduje, że czuję się jak w dżungli, przedzierając się przez nadbużańskie chaszcze.

Jeszcze tylko mijam rozlewisko i jestem w pobliżu kolejnej skarpy, na którą muszę się wspiąć. Odkrywam przy tym, że ostatnio jak tu byłem, wody było chyba z półtora metra więcej. Przynajmniej nie będzie problemu z przeprawą przez obniżenie, które bywa zalane i trzeba skakać po pniach.

Widać już skarpę 🙂

Wdrapuję się na górę i oto moja nagroda – pejzaż jak marzenie 🙂 Wyrastająca ze skarpy sosna kojarzy mi się z Sokolicą w Pieniach. Jeszcze tylko szybkie obejście kolejnego wąwozu i można podziwiać jedno z najbardziej charakterystycznych miejsc nad Bugiem.

Dłuższą chwilę kręcę się po okolicy, bo żal opuszczać tak piękne miejsce. Straż graniczna obok dopadła wędkarzy, mnie jednak nie zaczepia 🙂 Może mi dobrze z oczu patrzy? 😉

Jeszcze ostatnie spojrzenie na łuk Bugu i kończę dzisiejszą wycieczkę. Teraz czas na obróbkę zdjęć.