Kolejny ciepły dzień to okazja na zrobienie kilku kilometrów „dla zdrowotności”. Postanawiam odwiedzić zakole Bugu koło Łęgów, ale tym razem dotrzeć do niego z drugiej strony. Po zeszłorocznym spacerze topografia terenu już nie stanowi żadnej tajemnicy i mam w głowie dość precyzyjny plan zrobienia pętli, włącznie ze sfotografowaniem resztek mostu, który umknął ostatnio mojej uwadze (to ten sam most, a właściwie same pale oglądane w maju z łódki).

Mimo zapowiadanego upału warunki są znośne, bo w powietrzu jest sporo pary wodnej, do tego po niebie przesuwa się trochę obłoków, które co chwila przesłaniają słońce. Idzie się bardzo przyjemnie. Mijam wieś, droga robi kilka nagłych zwrotów, ale ostatecznie po 20 minutach jestem nad Bugiem. Wody nie przybyło… znowu wielkie piaszczyste łachy, które normalnie stanowią dno rzeki. W oddali widać wysoki maszt strażnicy w Bohukałach, najeżony jakimiś super kamerami, które podobno widzą wszystko w promieniu kilkunastu kilometrów 🙂 Trudno, trzeba się pogodzić, że inwigilacja jest wszędzie…

DSC_9698 Panorama

Tu jednak jestem sam i idę kolejne kilometry wysoką skarpą. W pewnym momencie odkrywam ścieżkę, która ze skarpy wyprowadza na piaszczysty półwysep. Bug jest tu bardzo wąski i ma się wrażenie, że można ręką sięgnąć białoruskiego brzegu. Kilka zdjęć i dalej w drogę. Mijam jakieś zarośnięte oczka wodne, kilka suchych odnóg prowadzących do okolicznych jeziorek i zbliżam się do celu – wielkiego zakola z piaskiem. Pod drzewem pogranicznicy jedzą śniadanie. Chwila sympatycznej pogawędki, dostaję informację, że w okolicy jest łoś, gdybym chciał go sfotografować 🙂

DSC_9740 Panorama DSC_9735 Panorama

Dość szybko docieram na miejsce i kilka niespodzianek: po pierwsze droga jest jakby „przetarta” – w ogóle mam wrażenie, że pogranicznicy robią coraz więcej dróżek i po drugie – wody jest mało, więc łacha piasku jest ogromna 🙂 Po wodzie nie da się połazić, bo jej nie ma, a wąski przesmyk, którym płynie główny nurt, jest dość bystry i straszy głębią.

DSC_9753 Panorama

DSC_9803 Panorama DSC_9795 Panorama

Robię godzinny biwak, troszkę się kręcę po okolicy, fotografując wydmy, zażywam nieco kąpieli słonecznej i wreszcie ruszam w drogę powrotną. Odbijam na prawo w wąską ścieżkę, którą szedłem rok temu. Mijam spore jeziorko wysychające wskutek panującej suszy, dalej jakieś stare odnogi Bugu. Droga widzę wśród łąk, nadbużańskie wierzby świecą dziwnymi odcieniami zieleni.

Wreszcie jest nasyp nadbużanki. Schodzę w dół – są pale 🙂 Trzeba było odbić z głównej ścieżki około 100m w stronę rzeki – dlatego wcześniej przeoczyłem to miejsce. Kilka fotek i wracam na skrzyżowanie ścieżek. Mogę wracać nasypem nadbużanki, na której końcu czeka samochód, ale droga wiedzie przez gąszcz krzaków i grozi mi pożarcie przez komary, wybieram więc wariant minimalnie dłuższy, przez łąki. Obie drogi wiodą prawie równolegle, ale jednak na słoneczku idzie się o wiele przyjemniej. Po godzinie docieram do auta. Znowu cywilizacja, wędkarze, samochody. Zerkam na trasę w TrekBuddy  – wyszło około 8,5km.

Zrzut ekranu 2015-07-18 o 16.37.41

 

Mężenin. Tu zaplanowałem drugi punkt wycieczki. Krótki ale nostalgiczny.

Najpierw trochę wyszperanych informacji.

Na nadbużańskiej skarpie znajduje się dawny dwór. Niestety nie zachował się w pierwotnym stanie i zatracił styl. Wszystko zostało gruntownie przebudowane – głównie po pożarze w 1936 roku. Poza ogólnymi danymi o istnieniu tarasów w budynku, nie można nic powiedzieć o jego dawnej regularnej kompozycji.
Dwór nabył w 1877 r. szlachcic z Litwy – Jundziłł. Wtedy folwark w Mężeninie miał 300 ha gruntów ornych i ogrodów, 86 ha łąk, 52 ha pastwisk oraz 362 ha lasów. W folwarku było 5 budynków murowanych i 13 drewnianych.

W latach 1902-1911 właścicielem był pan Tatarzyński, który dorobił się pracując na Uralu w kopalni złota. Z powodu zadłużenia zespół dworsko-parkowy przejął następnie Bank Ziemiański w Lublinie. Tuż przed 1914 r. od pioruna spłonęła część dworu i stodoła. Po wybuchu I wojny światowej uciekający przed frontem Rosjanie wywieźli z majątku wszystko, co stanowiło jakąś wartość. Podczas I wojny światowej, w latach 1915-1919 majątek z braku właściciela znajdował się pod wojskowym zarządem niemieckim. Po wojnie Bank Ziemiański w Lublinie część majątku rozdał służbie folwarcznej i okolicznym gospodarzom, a główną część z dworem wydzierżawił Ludwikowi Prażamowskiemu (właścicielowi fabryki włókienniczej w Białej Podlaskiej). Mężeninem zarządzał jego brat Józef.

Sześć lat później, w 1925 roku Bank Ziemiański sprzedał majątek Towarzystwu Teozoficznemu z Warszawy (pełna nazwa: Wszechświatowe Zjednoczone Wolnomularstwo Polskie). Urządzono tam Ośrodek Kultury Rolnej oraz pensjonat dla członków towarzystwa. W okresie międzywojennym bywali tutaj: Władysław Sikorski, Janusz Korczak, Wanda Wasilewska, gen. Michał Karaszewicz. Na wczasy w ośrodku przyjeżdżało w sezonie ok. 200 osób. Cały park zabudowany był wtedy chatkami budowanymi na wzór chatek chińskich z trzciny i gliny, krytych słomą. Propagowano kulturę rolniczą: organizowano m.in. spotkania z fachowcami w dziedzinie rolnictwa i ogrodnictwa, organizowano występy teatralne, opiekę nad wiejskimi dziećmi. W latach 1936-38 Wanda Wasilewska napisała tu książkę „Ziemia w jażmie” i stąd uciekła do ZSRR. Spotkania masonów przerwała wojna.
W czasie II wojny światowej zniszczone zostały wszelkie zabudowania gospodarcze. Zdewastowano ogrodzenia, bramy i częściowo park. Dwór tylko w części został uszkodzony. Po wojnie obiekt przejął Wojewódzki Związek Gminnych Spółdzielni „Samopomoc Chłopska” w Warszawie. Wtedy w Mężeninie powstał ośrodek kolonijno-wczasowy. Dwadzieścia lat później, w 1965 r., w dworku znalazła siedzibę szkoła. Na początku lat 90. zespół dworsko-parkowy przejął Urząd Gminy w Platerowie [źródło: Mężenin].

DSC_8745 Byłem tu… prawie czterdzieści lat temu – jako uczestnik kolonii letnich. W pięknym dworku, otoczonym starym parkiem. Sporo czasu upłynęło… i natura pokazała, kto rządzi. Okolice trudno poznać. Wszystko zarosło, zdziczało. Zniknęły drogi i ścieżki, leśna szkółka to teraz gęsty las. Teren dworku wraz z przyległbym obszarem parku jest ogrodzony, ale nie ma żadnych informacji o właścicielach. Okolica parku niewiele się zmieniła – stary sklep z białej cegły na skrzyżowaniu nadal stoi, jakby się czas dla niego zatrzymał. Nieczynny. Ciekawe czy jest w nim jeszcze dawna oranżada? 🙂

Nie tylko dla niego czas się zatrzymał, tu na uboczu pędzącego świata wiele się nie dzieje, może poza tym, że ulatuje życie, ale rzeczy trwają. Obok bramy pałacu widzę zamknięty na zardzewiałą kłódkę plac jakiegoś starego siedliska. Zaglądam przez dziurę w siatce – tu też świat wygląda jak na starej fotografii  🙂 Ale też jest wiele nowego – czyli głównie letnie siedliska mieszczuchów szukających „wiejskiego życia” na urlopowe tygodnie.

DSC_8749 Idę wzdłuż ogrodzenia przez krzaki i pokrzywy. Wygląda na to, że nikt tu od lat nie zaglądał. Drogi pozarastały, leśnej polany, gdzie po sąsiedzku swoje obozy rozbijali harcerze, nie ma w ogóle – jest tylko jeden wielki gąszcz. Stoi za to drewniany barak, w którym spędzałem kilka kolejnych wakacji… straszy pustymi oknami, zabitymi drzwiami. Zielona farba trochę złuszczona i wyblakła, dach miejscami dziurawy. Kilka wspaniałych drzew – pomników przyrody – ma się dobrze. Przeniosłem się myślami kilkadziesiąt lat wstecz, próbując sobie przypomnieć gwar tego miejsca, zdarzenia, ludzi. Teraz tylko cisza i ptaki śpiewają. No i w górze korony pięknych starych sosen.

DSC_8764 Sam dworek nie stracił swej bryły, chociaż ma zbity cały tynk. Obok leżą jakieś materiały budowlane, więc może kiedyś coś tu będzie robione? Przed wjazdem na dziedziniec pochyła lipa – ta sama i taka sama jaką pamiętam. Przemykam na chwilę przez dziurę w ogrodzeniu pod główny budynek, kilka fotek i wracam do auta… przez konwaliową łąkę. Wtedy konwalie też tu rosły. Dalej pole barwinku, tego samego… tylko zarośla bzów zniknęły. Rozgrzana trawa pachnie mocno ziołami. To jedno się nie zmieniło.

Rzucam okiem za siebie ostatni raz i w drogę do domu.

Są takie miejsca, które raz odkryte chce się znowu odwiedzać. Rok temu będąc na plenerze przeszedłem w skwarze kilka kilometrów, aby obejrzeć meandry Krzny niedaleko Nepli. Wstępne rozpoznanie przez google zapowiadało ciekawe miejsce. Okazało się jednak, że trafiłem na „stan powodziowy” i wszystko wokół pływało, a woda płynęła równo z lasem 🙂 I jak tylko usłyszałem, że w Malowej Górze znajomi szykują spływ kajakowy, od razu wiedziałem, gdzie będę na nich czekał 🙂 Tym razem stan wody był chyba nawet poniżej normalnego – skarpa odsłoniła się w całości, a przez Krznę przeprawiłem się w wodzie po kolana…

DSC_8108 Panorama

Czekając na gromadę kajaków mogłem więc uwiecznić miejsce z zupełnie innej perspektywy 🙂

 

 

Prognoza pogody na sobotni poranek zachęciła mnie do wykorzystania okazji, by przejść kolejny odcinek Bugu. Aparat na ramię i w drogę. 20 minut jazdy i jestem w Derle, malutkiej wiosce na uboczu Nadbużanki. Gościłem tu ostatnio jesienią przy okazji Jesiennych Warsztatów Fotograficznych. Samochód chowam pod drzewo na wzgórzu, bo zapowiadają, że będzie ciepło. Jest ciepło… bardzo ciepło. Z każdą minutą temperatura rośnie, podobno ma być około 33 stopnie. I faktycznie jest… stąd tytuł.

Schodzę w dół w dolinę Bugu i po kilku minutach zaskakujący widok: po łąkach jeździ ogromna ilość traktorów. Jest ich pewnie ze 30 i wygląda to dość abstrakcyjnie: ma się wrażenie że poruszają się na pierwszy rzut oka zupełnie bezładnie. Dopiero podejście bliżej ujawnia fakty: odbywa się wielkie koszenie nadbużańskich łąk, a każdy z traktorów „obrabia swój odcinek frontu robót” 🙂 Za traktorami biegają stada bocianów…

Odbijam w boczną ścieżkę i za chwilę jestem nad Bugiem. Traktory pyrkoczą jeszcze jakiś czas i znikają za pierwszymi krzakami. Idę ponad samym Bugiem, pot zaczyna zalewać mi oczy. Przecinam kilka nie skoszonych łąk, pachnących jakimiś ziołami i rozgrzaną trawą. Docieram na „kluczowy odcinek”, który na zdjęciach w google wyglądał na trudny do przejścia. Okazuje się, że nie jest źle – wyraźna ścieżka pomiędzy rozlewiskami pozwala przejść suchą stopą pomiędzy bużyskami, a widoki są przy tym fantastyczne. Na takie miejsca czekałem 🙂 Tu powstaje niesamowita panorama oddająca najlepiej urok i klimat nadbużańskiej przyrody.

Panorama2

Za chwilę na mojej drodze pojawia się jakaś odnoga Bugu, która zmusza mnie do obejścia, co skutkuje zagłębieniem się w las i za chwilę znowu jestem nad Bugiem, bo w tym miejscu jest ogromne zakole rzeki, które właśnie skróciłem. Odbijam w stronę cypla, gdzie wg zdjęć satelitarnych powinien być piasek i plaża. Za chwilę tam jestem i faktycznie – moim oczom ukazuje się niezwykły widok – ogromna piaszczysta łacha z wysoką skarpą po drugiej stronie Bugu. Zakręt o 180 stopni powoduje, że Bug jest tu bardzo wąski i białoruski brzeg wydaje się na wyciągnięcie ręki. Co więcej – poziom wody jest dramatycznie niski i suchą stopą docieram do połowy normalnego koryta rzeki. Na oko jest około 1,5 metra poniżej normalnego poziomu wody. Byłem w tym miejscu miesiąc temu, idąc z drugiej strony od Woroblina, ale wszystko wyglądało zupełnie inaczej. Cały Bug…

DSC_1091 Panorama DSC_1105 Panorama

Teraz czas na relaks. Kręcę się z aparatem dobra godzinę, docierając w każdy zakątek, studiuje topografię okolicy, planując wycieczkę przy wyższych poziomach wody. Piasek parzy w stopy, o poleżeniu nie ma mowy, bo można się tylko spalić. Przewidująco wziąłem krem z filtrem. Woda niby wygląda zachęcająco, ale Bug z racji opowieści o swojej nieprzewidywalności budzi we mnie jakiś lęk, więc wchodzę tylko po kostki na na zalany kawałek pasku, aby zrobić panoramę od strony wody.

Zapasy wody szybko topnieją i około 13 zarządzam odwrót, tym bardziej, że słońce pali niemiłosiernie. Od samochodu dzieli mnie około 5 km, idę więc pomału, oganiając się od komarów, które w zacienionych miejscach rzucają się na mnie chmarą. Oganianie się jest mało skuteczne i kolejne dwa dni będę podziwiał dziesiątki bąbli… Na słoneczku z kolei słońce wytapia ze mnie każdą kroplę wypitej wody.

Po drodze mijam schowany pod drzewami samochód pograniczników, którzy o dziwo nie zaczepiają mnie.. pewnie dlatego że siedzą w klimatyzowanej terenówce i jedzą kanapki, a komu by się chciało rezygnować z takich luksusów i wyłazić na upał 🙂

Wychodzę znowu na łąki, traktory nadal ciężko pracują. Podziwiam tych ludzi, bo nie są to jakieś klimatyzowane, wypasione maszyny, tylko tradycyjne Ursusy. Przypomina mi się mój ulubiony Lanz Bulldog…. cudowna maszyna. Mogę oglądać w nieskończoność 🙂

Wpadam z ulgą na wzgórze pod Derłem, odpalam swoją maszynę i ruszam w drogę powrotną 🙂

Trasa wycieczki:

Zrzut ekranu 2014-08-03 o 15.25.18

Kolejny niezbadany odcinek Bugu jest już zbadany 🙂 Mój wybór padł na okolice wsi Łęgi. We wsi byłem już wielokrotnie, ale nigdy nie zapuściłem się w teren dalej, niż poza nasyp starego przedwojennego traktu brzeskiego.

Od kilku dni prognozy zapowiadały piękną pogodę na weekend, więc nie mógłbym odpuścić okazji do zażycia ruchu a przy okazji odbycia wycieczki. Pogoda rzeczywiście była doskonała, gorąco i dodatkowe atrakcje – miliony komarów. Zrobiła się z tego wyprawa do tropikalnej dżungli…. Tyle bąbli chyba w życiu nie miałem 😉 Do tego przedzieranie się przez chaszcze i rozlewiska, więc po powrocie rodzina patrzyła na mnie jak na zjawę, bo wygląd sugerował, że stoczyłem walkę z niedźwiedziem 🙂

Okolica została już dawno gruntownie przejrzana w Google Earth (ot czasy – a niby ruszam w nieznane 😉 ) W praktyce okazało się i tak, że wszystko wygląda inaczej z poziomu gruntu… udało mi się nawet zgubić drogę i zrobić ekstra pętlę – bo wydawało mi się, że znalazłem skrót i po przejściu około kilometra wylądowałem w punkcie, gdzie już byłem 🙂

Znalazłem też długi kawałek traktu, który już zupełnie zdziczał. Przeszedłem dłuższy fragment drogi, zastanawiając się jak to możliwe, że idę pośród rozlewisk wysokim wałem ziemi. Dopiero po jakimś czasie zorientowałem się, że wąska ścieżka na wysokim nasypie  to nie jest twór naturalny. Po obu stronach połyskiwały lustra wody nadbużańskich rozlewisk.

Trasa, którą zrobiłem liczyła około 11 km, znalazłem poszukiwane zakole z piaskiem i nawet się powygrzewałem jak kocur jakiś 😉 Co wiek robi z człowiekiem 🙂

DSC_9110 PanoramaDSC_9153 PanoramaA tu stoję po kostki w wodzie w połowie Bugu, za plecami mając Białoruś 🙂

DSC_9175 PanoramaDSC_9181 Panorama

Cały dzień żywego ducha, poza kilkoma kajakarzmi, którzy płynęli Bugiem. Zdarzają się jeszcze takie odludne miejsca 🙂

No i najważniejszy plon wyprawy – zdjęcia:

Oraz trasa wycieczki:

Legi