Kolejny wyjazd miał konkretny cel – Sławkowski Szczyt. Chcieliśmy w ten sposób uczcić pamięć Sławka R. – sławnego żeglarza i poety. Pozatem ta góra stała i kusiła tyle lat a zawsze jakoś była omijana w naszych planach.

Zbiórka jak zwykle miała miejsce w Tarnowie pod Teatralną. Pierwszą niespodzianką była kula Michała, którą się podpierał. Wszyscy podziwiali twardziela, który wybierał się na szczyty z takim sprzętem 🙂 Prześmiewca przyznał się jednak, że nas wkręcił 🙂 Najpierw foto przed teatrem (z kulą – a jakże) i w drogę. U Gejzy oczywiście wieczór integracyjny i wspominanie żółtego kogutka 🙂

Ranek powitał nas piękną pogodą i ekipa sprawnie zapakowała się w auta i równie szybko wylądowała na parkingu w Smokovcu. Lanovka wywiozła nas w parę minut do punktu startu czyli na Hrebienok. Szlak na Slavkowski jest niestety długi a przy tym pozbawiony schronisk, więc przygotowaliśmy się na większą wyrypę – ciuchy na wypadek deszczu, pasza i woda. I dobre humory 🙂 Pierwsze parę minut idzie się Magistralą, następnie szlak odbija w lesie ostro w górę. Po godzinie dotarliśmy na punkt widokowy, skąd pięknie widać całą Dolinę Staroleśną i dalej jej odnogę – Dolinę Małej Zimnej Wody z widocznym schroniskiem Zamkovskiego. Oczywiście sesja foto przy tabliczce objaśniającej nazwy okolicznych szczytów. Potem już tylko żmudne człapanie w górę – najpierw wśród kosówki, potem już tylko gołych skał, przerywane co jakiś czas robieniem zdjęć co ciekawszym obiektom na szlaku. Łącznie z siadaniem na wyhladach (chyba najbardziej podobało się to Amelii pozbawionej poczucia przepaścistości). Rysiek na szczęście nie przypłacił tego zawałem 😉

Góra w końcu puściła, ale z przygodami – żeby było weselej, ze szczytu zbiegliśmy przy akompaniamencie piorunów 🙂 To Sławek odezwał się z niebios z tej radości że go odwiedziliśmy. Niektórzy chcieli nawet „jeść ostatnie jabłko w życiu” 🙂 Deszcz towarzyszył nam w drodze aż na sam dół, burza krążyła wokół nas, pioruny waliły w okoliczne szczyty, ale ekipa zeszła bezpiecznie w całości.

Drugi dzień stał również pod znakiem burzy z piorunami, która zgoniła nas ze szlaku. Po długim odsypianiu poprzedniego dnia dość późno wyszliśmy w kierunku Zelenego Plesa. Na tyle późno, że miejsca parkingowe w Matliare były już pozajmowane i samochody zostawiliśmy w Jaworzynie Tatrzańskiej. Jakimiś tajemnymi skrótami, przez falujące trawami zbocza, pośród wiatrołomów, kwiatów, szumiących potoków dotarliśmy po ok. godzinie do właściwego szlaku. I w zasadzie na tym skończyła się wędrówka. Na Łomnicą zrobiło się ciemno, za chwilę zaczęło grzmieć, więc nastąpił odwrót. Zbiegliśmy do Drogi Wolności, dalej asfaltem do parkingu i w ulewie wpadliśmy na kwatarę u Gejzy. Atrakcją dnia było poszukiwanie zaginionych w akcji – zniknął nam Baca i Amelia – nie było z nimi żadnego kontaktu. Wrócili późnym wieczorem, opowiadając historię „alternatywnego zwiedzania gór”. Okazało się, że wjechali kolejką na Skalnate Pleso i tam utknęli, czekając na koniec burzy.

Po dwóch deszczowych dniach, trzeciego nastąpiła miła odmiana. Głodni sukcesów zdecydowaliśmy, że idziemy na Rysy.  Tym razem pogoda dopisała 🙂 Była to moja trzecia kolejna próba wyjścia – tym razem z sukcesem. Dwie poprzednie kończyły się we mgle pod samym szczytem, lub w okolicach schroniska z braku zapasu czasu. Warto było czekać, bo całej drodze na szczyt towarzyszyły przepiękne widoki, również z samego szczytu widoczność była doskonała 🙂 Nie muszę dodawać, że w takich warunkach na szczycie panował spory tłok i trzeba było uważać, by nie zostać Batmanem 😉

Na szczycie obowiązkowo sesja fotograficzno-pieczarkowa, potem zejście w dół. Zgarnęliśmy po drodze „obóz szczytowy”, który rozbił się ok 100m niżej – uskok przed ostatnim podejściem spowodował, że niektórym siadło psyche 😉 Ze źródeł dobrze poinformowanych wiem jednak, że miesiąc później zmierzyli się jeszcze raz z problemem i tym razem z sukcesem – szczyt został wzięty 🙂

Potem już tylko standardowy pakiet – powrót, pakowanie i jazda do domu.

 

Za Wikipedią: Pałac w Kozłówce – zespół pałacowo-parkowy rodziny Zamoyskich, we wsi Kozłówka, która leży w północnej części województwa lubelskiego, 9 km na zachód od Lubartowa oraz 0,5 km od małej wsi Kamionka. Obecnie pałac jest siedzibą muzeum. Na południu miejscowości znajduje się Kozłowiecki Park Krajobrazowy.

Pałac zbudowany został w latach 1736-1742 przez wojewodę chełmińskiego Michała Bielińskiego, zaprojektowany prawdopodobnie przez włoskiego architektaJózefa II Fontanę, który realizował barokowy schemat entre cour et jardin (między dziedzińcem a ogrodem). Między latami 1799-1944 majątek należał doZamoyskich. Pałac okres świetności przeżywał za czasów Konstantego Zamoyskiego, który w 1903 r. założył tu ordynację. Dokonując przebudowy rezydencji,hrabia pragnął z niej uczynić jedną z najbardziej monumentalnych i reprezentacyjnych siedzib magnackich. W 1944 po wyjeździe ostatnich właścicieli od listopada tegoż roku pałac jest własnością państwa. Pełnił w tym czasie funkcję m.in. składnicy muzealnej Ministerstwa Kultury i Sztuki, a od 1979 r. jest siedzibą muzeum (od 1992 Muzeum Zamoyskich w Kozłówce).
We wnętrzach, które zachowały autentyczny wystrój z przełomu XIX wieku i XX wieku w tym: neobarokowe i neoregencyjne plafony, piece z miśnieńskich kafli, marmurowe kominki, dębowe parkiety, zgromadzona jest również niezwykła kolekcja malarstwa (przeważają portrety rodzinne oraz kopie arcydzieł malarstwa europejskiego), mebli, rzeźb, luster, kobierców, porcelany, złoconych brązów i sreber, które swego czasu stanowiły dawne wyposażenie pałacu.
Wnętrza są doskonale utrzymane i posiadają nieporównywalny w Polsce i bardzo rzadki w Europie stopień autentyzmu.

W budynku dawnej powozowni znajduje się jedyna w Polsce Galeria Sztuki Socrealizmu. Galeria prezentuje najciekawsze prace z I poł. lat 50. XX wieku., które liczą ponad 1600 rzeźb, rysunków, obrazów, grafik i plakatów. Są wśród nich dzieła ówczesnych czołowych polskich artystów. Swoistym dopełnieniem galerii są stojące na zewnątrz zdemontowane pomniki Bolesława Bieruta, Włodzimierza Lenina oraz Juliana Marchlewskiego. W trakcie zwiedzania galerii, z głośników usłyszeć można przemówienia sekretarzy partii, dźwiękowe fragmenty kronik oraz pieśni, takie jak np. Międzynarodówka.