Chciałem się z Wami podzielić swoimi wrażeniami z ostatnich kilku dni spędzonych na Hali Gąsiennicowej. Dla mnie przeżycie było niepowtarzalne. Podejście do Murowańca w czwartkowy wieczór – w zasadzie już po ciemku przy czołówce. Śnieg padał już nieźle, choć z upłazu jeszcze widać było światła Zakopanego. Skusiła nas lawinowa dwójka.

Plany oczywiście były ambitne – Zawrat, Świnica, Kościelec. Zabawa zaczęła się w piątek rano. Ze zdziwieniem stwierdziliśmy, że nadal pada i nic nie widać. Co więcej pojawiło się pół metra świeżego puchu. Jedyną rozsądną decyzją był przemarsz wzdłuż tasiemek nartostrady na Kasprowy. Tak to ja się w śniegu jeszcze nie kopałem :))

Sama nartostrada przypominała szkołę przetrwania – zjeżdżający nią co chwila znikali w białym puchu robiąc efektowne salta – wystawały tylko czubki nart. Po dwóch godzinach przedzierania się w dziewiczym śniegu – chwilami po pas – wykopaliśmy się na szczyt. -15 stopni i wiatr szybko zagnał nas do stacji kolejki na kolejeczkę piwa 🙂

Po godzince ruszyliśmy w dół – znów kopanie bo oczywiście wszystko szybko przykrył śnieg.

Sobota – dalej pada. Kolejne pół metra za oknami. Drzewa jak z bajki… Narada z TOPR – uważać na Małego Kościelca w drodze nad Czarny Staw. Do granicy lasu jakoś się dokopaliśmy – jedno spojrzenie wystarczyło, by zrezygnować z dalszego marszu. Metrowa warstwa puchu leci po zboczu przy najmniejszym podcięciu.

Pozostały ‚zabawy na śniegu’ – próba kopania się pod górę w puchu sięgającym po pachy, zakładanie biwaku. Oczywiście nie zabrakło ‚objawów niedotlenienia na dużej wysokości’ 😉 Rozbawione towarzystwo wpadło na pomysł ‚prób lawinowych’ – po kolei każdy był wrzucany w puch i znikał na chwilę, a reszta pokładając się ze śmiechu obserwowała jak delikwent próbuję się wygrzebać 🙂 Swoją drogą zabawa bardzo pouczająca 🙂 Oczywiście wciąż padało…

Niedziela – dalej pada…. Zaczynamy się obawiać czy nie przyjdzie nam czekać w Murowańcu do wiosny 🙂 Rano obfite śniadanie, pakowanie i w drogę. Za drzwiami kolejne pół metra świeżego śniegu. TOPR ogłosił czwórkę. Do przełęczy między kopami idzie się bardzo ciężko – nieprzetarty szlak, chwilami z tunelu widać tylko głowy i ramiona. Do upłazu pojedynczo, w dużych odstępach i bardzo delikatnie. Potem już jest łatwiej. Nie muszę dodawać że nadal pada….

W Kuźnicach czeka na nas facet z mikrofonem z napisem RMF 🙂 Baca zostaje mianowany rzecznikiem prasowym i wypowiada kultową kwestię, która idzie o 15 na antenie jako czołówka wiadomości 🙂 Jak ktoś słuchał – ty my byliśmy ci ‚dobrze wyposażeni turyści, którzy zawrócili’ 🙂 Jak ktoś nie słuchał, to ma okazję: RMF. Tradycyjnie włazimy z pełnym bagażem na żarcie do Kolibecki.

Samochód odkopywaliśmy pół godziny… potem 10h jazdy. Kawka po drodze (thx Xymox).

Relacja foto poniżej – bardzo śniegowa 🙂