Korzystając z pięknej majowej pogody daliśmy się rodzinnie namówić na „eksplorację powierzchni płaskich” wokół mego rodzinnego miasta. Popołudniowy spacer wyszedł całkiem długi, bo przewędrowaliśmy w sumie z 10 km lasami, polnymi ścieżkami, w ciszy i spokoju. A wszystko to zaledwie 3 km od centrum miasta. Taki urok  podlaskich miasteczek 🙂

Aparat oczywiście wisiał na szyi i uwiecznił wieczorne ciepłe światło i zachodzące słońce 🙂

Podtrzymując pierwszomajową tradycję, wybraliśmy się rodzinnie tego dnia na eksplorację niezbadanych odcinków nadbużańskich krzaków 😉 Wybór padł na ścieżkę edukacyjną „Szwajcaria Podlaska” w okolicach Nepli. Przed wyjazdem poczytałem trochę opisów okolicy – szczególnie tych na stronach Parku Krajobrazowego. Dość szczegółowy opis ścieżki pozwalał przypuszczać, że jej odnalezienie nie będzie trudne. W praktyce okazało się, że ścieżka jest mocno zaniedbana i odnalezienie oznakowania sprawia sporo problemów. Dlatego powstał wariant spontaniczny – zaczęliśmy od charakterystycznego i najbardziej znanego elementu czyli czołgu. Krążą o nim legendy, jak to nocami tajemnicze siły obracały jego lufę w stronę Białorusi, która znajduje się ok 200m dalej za Bugiem 😉 Teraz wieża czołgu jest już przyspawana, podobnie jak włazy do czołgu, więc pozostaje podziwianie go tylko z zewnątrz. Więcej o czołgu można przeczytać na stronie www Newsweeka.

Od czołgu droga wiedzie wzdłuż granicy rezerwatu w stronę punktu widokowego. Bug robi tu zwrot  o 180 stopni, zatrzymany przez skarpę, z której roztacza się efektowna panorama.

dsc_3048-panorama

Skarpa poprzecinana jest siecią tworzących się dopiero wąwozów, które żłobi woda spływająca z okolicznych pól do Bugu. Bywam w tym miejscu praktycznie co roku i sam mogę stwierdzić, że proces ten postępuje dość szybko – droga z roku na rok przesuwa się coraz bliżej pobliskiego lasku.

dsc_3061 Zadanie to jest o tyle ułatwione, że podłoże to miękki piasek, w którym doskonale widać całą strukturę warstw odłożonych przez lodowiec. Po kontemplacji widoków wróciliśmy w stronę rezerwatu i próbując odnaleźć oznakowanie szliśmy skarpą ponad płynącym w dole Bugiem. W pewnym momencie skarpa się urywa przecięta głębokim na ok 15 metrów potężnym wąwozem z bardzo stromą ścieżką prowadzącą ma jego dno. Te skryte w lesie stare wąwozy – już ustabilizowane, porośnięte lasem i roślinnością – jest to właśnie jedna z głównych atrakcji  parku krajobrazowego. Jeszcze chwilę wcześniej mogliśmy podziwiać identyczny wąwóz w fazie tworzenia.

dsc_3072 Po zejściu na dół znaleźliśmy się w niesamowitej scenerii – w jedną stronę wąwóz powoli piął się w stronę drogi – i to była właśnie nasza droga odwrotu, z drugiej kończył się absolutnie dzikim krajobrazem rozlewisk Bugu. Natura nietknięta ludzką ręka prezentowała się bardzo efektownie, co zresztą widać na zdjęciach – szczególnie, że właśnie wszystko nasyciło się wiosenną zielenią, spośród której przebijały się białe, uschnięte pnie drzew. Gdzieś tam dalej wiedzie szlak ścieżki, ale zrezygnowaliśmy z wbijania się w dzikie ostępy i ruszyliśmy w stronę przeciwną.

Droga powrotna wiedzie dnem wąwozu, który powoli pnie się ku górze i ku zaskoczeniu młodszej części wycieczki zakończył się… przy czołgu 🙂 Ponieważ temperatura zaczęła osiągać poziomy zbliżone do 30 stopni, morale i chęć eksploracji drugiej strony parku, gdzie można podziwiać menadry Krzny – nieco spadły. W tej sytuacji nastąpiła kolejna zmiana planu i udaliśmy się na drugą stronę drogi na podziwianie ‚kamiennej baby’, która również stanowi element ścieżki edukacyjnej. O ‚babie’ pisałem przy okazji warsztatów fotograficznych. Do baby wiedzie około pół kilometra polnej drogi  – idąc przez pola mogliśmy podziwiać pełen spokoju i ciszy nadbużański krajobraz.

dsc_3104-panorama

dsc_3143 Kolejnym punktem wycieczki stał się Krzyczew, gdzie zamierzałem pobuszować w nadbużańskich chaszczach (z sukcesem), podczas gdy pozostali oddali się kontemplacji odrestaurowanego drewnianego kościółka tuż nad samym Bugiem. Groziło mu zabranie przez rzekę, która zakręcając w tym miejscu podmywała z roku na rok skarpę. Została ona jednak skutecznie umocniona i sytuacja się ustabilizowała.

dsc_3163 A krzaki jak krzaki – były takie jak lubię 🙂 Przedzieranie się wąską ścieżką pomiędzy rozlewiskami, skrzeczącymi żabami, zwalonym pniami i po mostach z drzew dla kilku zdjęć – bezcenne 🙂 Gdybym tylko miał więcej czasu… ale niedaleko czekała moja lekko zniecierpliwiona ekipa „co też on w tych krzakach widzi” 😉

dsc_3196 W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się jeszcze na chwilę z wizytą w Sanktuarium Unitów w Pratulinie. Aktualnie trwa tam wykańczanie zabytkowej drewnianej świątyni przeniesionej ze Stanina, która stanęła na fundamentach cerkwi unickiej, ale ze względu na prowadzone prace nie mogliśmy tam zajrzeć.

No i cała galeria z wycieczki.

Zawsze mnie zadziwia ten nagły wybuch zieleni w swej najpiękniejszej, soczystej odmianie. Po zimowych szarościach z nieśmiałością pojawiają się pierwsze pączki, a potem wystarczy 1-2 dni i nagle świat zmienia się w oczach. Odkąd obok wyrosło owocowe drzewo, wiosna sama zagląda mi w okna i pozwala na fotograficzne łowy bez ruszania się z domu 🙂