Tym razem Dolina Kościeliska i schronisko Ornak. Z naszym szczęściem do pogody trafiliśmy oczywiście na obfite opady śniegu. Trafiło się jedynie małe okienko pogodowe w dniu przyjazdu,  z czego skorzystaliśmy i pojawiliśmy się na Przełęczy Tomanowej – obecnie już niedostępnej  – szlak został zamknięty przze TPN 22 maja 2009 roku. Do schroniska dotarliśmy już po południu więc i wyjście było dość późne – ok 15. Słoneczko pięknie świeciło, więc natychmiast zapadła decyzja o wykorzystaniu pogody. Przecierając szlak w głąb Doliny Tomanowej, dotarliśmy wkrótce pod samą przełęcz. Widok zachodzącego słońca nad granią Tatr Zachodnich – niezapomniany. Na przełęczy dosłownie chwilę cieszyliśmy się widokiem całych Tatr po słowackiej stronie. W kilka minut wszystko ogarnęły chmury i pozostał odwrót do schroniska. Wróciliśmy po ciemku przy świetle czołówek, które stały się już naszym obowiązkowym wyposażeniem.

Kolejny dzień stał pod znakiem dwóch wycieczek. Pierwszą była próbą wyjścia na Ornak, która zakończyła się jednak na Przełęczy Iwaniackiej. Schodzący z góry amatorzy mocnych wrażeń orzekli, że „warunki są apokaliptyczne”. Wobec powyższego nastąpił odwrót i przed zmrokiem ruszyliśmy nad Staw Smreczyński. Sypiący śnieg, trzaskający mróz i miejscówka na wyłączność – za to lubimy Tatry zimą 🙂 Wkrótce zapłonęło ognisko i zaszumiały knieje – świeczka i żubrowka szumiąca w głowie 😉 Odtańczony został tradycyjny góralski taniec wokół ogniska i tak czas zleciał do późnych godzin nocnych 🙂

Trzeci dzień stał pod znakiem jednego z najdłuższych przemarszów w historii zlotów. Plan zakładał przejście przez Przełęcz Iwaniacką do schroniska na Chochołowskiej na słynny chochołowski kotlet. Poszło gładko i po kilku godzinach stawiliśmy się na miejscu po pełnym wrażeń marszu wśród wirujących płatków śniegu. Droga powrotna miała dla odmiany prowadzić Ścieżką nad reglami, co oznaczało, że zejdziemy w dół Doliny Chochołowskiej, odbijemy na ścieżkę i dojdziemy do Doliny Kościeliskiej. Tak też poszliśmy – z przystankiem w małej, przewianej wiatrem bacówce obok ścieżki, gdzie Radek stwierdził „to tu Rysiek czekał na nas ze słynnym Żywcem”. Było to jedno z kultowych wydarzeń zlotowych sprzed kilku lat. W bacówce złapała nas noc, więc kolejne kilometry szliśmy przy czołówkach. Cisza, dzikie góry, ciemność, żywego ducha, wirujący w świetle śnieg – sama radość obcowania z górami. Po dojściu do Doliny Kościeliskiej jeszcze pracowite dwie godziny podejścia do schroniska. Po przekroczeniu progu padliśmy jak przecinaki 😉

Rano zejście do Kir i tradycyjny popas w Kolibecce. Na filmie umieściłem końcowy soundtrack z dedykacją dla Xymoxa 🙂