Informacja pochodzi ze stron www MOK w Białej Podlaskiej:

W IV Międzynarodowych Jesiennych Warsztatach Fotograficznych w dniach 7-9 listopada 2008r. w Janowie Podlaskim „FOTOGRAFIA OTWORKOWA i inne stare aparaty” uczestniczyło łącznie 46 osób.
Warsztaty prowadzili:
Zbigniew Tomaszczuk, Krzysztof Hejke, Stanisław Woś

DR ZBIGNIEW TOMASZCZUK- członek Związku Polskich Artystów Fotografików. Absolwent Wyższego Studium Fotografii w Warszawie i ASP w Poznaniu.
Autor książek:
„ŁOWCY OBRAZÓW. SZKICE O HISTORII FOTOGRAFII”,
„ŚWIADOMOŚĆ KADRU. SZKICE Z ESTETYKI FOTOGRAFII”,
„ODWZAJEMNIONE SPOJRZENIE. O FOTOGRAFII OTWORKOWEJ”.
Redaktor naczelny „Kwartalnika Fotografia” oraz pisma ,,camer@obskura’’ Wykładowca, krytyk, autor wielu wystaw w kraju i za granicą. Podczas warsztatów przeprowadził wykład pt.:„Fotografia Otworkowa” oraz zaprezentował pokaz multimedialny o aparatach otworkowych i fotografii wykonanej otworkowo.

PROFESOR DR HABILITOWANY KRZYSZTOF HEJKE -Absolwent Wydziału Operatorskiego PWS-FTiT w Łodzi oraz Instytutu Fotografii Artystycznej w Pradze. Wykłada fotografię w PWS-FTiT w Łodzi. Jego prace prezentowano na ponad 50 wystawach indywidualnych w kraju i za granicą. Jest autorem kilkunastu albumów , m.in.:
,,POLSKA ROMANTYCZNA’’
,,TAM GDZIE LWOWSKIE ŚPIĄ ORLĘTA’’
,,POLSKA-DUCH ZIEMI’’
,,CMENTARZ ŁYCZAKOWSKI’’
,, KATEDRA LWOWSKA OBRZĄDKU ŁACIŃSKIEGO’’
,, MAZURY OBRAZY NOSTALGII’’
,,KRESY.ZAPOMNIANA OJCZYZNA’’
Podczas warsztatów prezentował swoje albumy fotograficzne oraz prace z wystawy „Kresy. Zapomniana Ojczyzna” i „ Karpaty”. Przeprowadził wykład o fotoreportażu na Kresach.

STANISŁAW JÓZEF WOŚ- fotograf, malarz i rysownik, członek Związku Polskich Artystów Fotografików. Wykładowca w Warszawskiej Szkole Fotografii. Autor wielu wystaw w kraju i za granicą:
,,PORTRET I ARCHITEKTURA’’
,,OBRAZY ZAPOMNIANE’’
,,MÓJ ŚWIAT’’
,,KRZTAŁT MORZA, PRZYMIERZE ZE ŚWIATŁEM’’
,, POLSKA FOTOGRAFIA INTERMEDIALNA LAT 80-tych’’
,,PEJZAŻ MISTYCZNY’’
,,Z CIEMNOŚCI I ZE ŚWIATŁA’’
,,DZIEŃ W KTÓRYM ZGASŁO SŁOŃCE’’
Na warsztatach prezentował swoje wystawy i przeprowadził wykład o roli światła w fotografii.

Podczas warsztatów prezentowali swoje prace także członkowie Fotoklubu Podlaskiego:
Adam Trochimiuk – „TAMTEN ŚWIAT”
Tadeusz Żaczek – członek ZPAF- „PRAWOSŁAWIE –POSTRZYŻYNY”
Jarosław Domański – „INDIE”
Andrzej Jędryczkowski- „KWIATY”, „ZWIERZAKI”

Odbyły się prezentacje uczestników warsztatów:

Piotr Maciuk-„ŁĘCZNA –84”,”OKOLICE KOCKA LATA 80-te”.
Jacek Zaim- „MAGIA TAŃCA”, ”ŁÓDKI” oraz „PODLASKI PRZEŁOM BUGU”.
Franciszek Kupczyk-„SALA DOŚWIADCZEŃ ŚWIATA”.
Włodzimierz Mildner- zaprezentował profesjonalny sprzęt fotograficzny- obiektywy z pokłonami – firma „MILSO”.

Podczas trwania warsztatów w sobotę 8 listopada 2008r. o godzinie 18.00 w Janowie Podlaskim ul. Staroklasztorna 4 (stara plebania –siedziba STOWARZYSZENIA  TURYSTYCZNO-KULTURALNEGO W JANOWIE PODLASKIM), odbył się wernisaż wystawy z ubiegłorocznych warsztatów „MARTWA NATURA INACZEJ” w której brali udział uczestnicy warsztatów oraz mieszkańcy Janowa Podlaskiego około 100 osób.

Uczestnicy IV Międzynarodowych Jesiennych Warsztatów Fotograficznych „FOTOGRAFIA OTWORKOWA i inne stare aparaty” to: goście zaproszeni z Ukrainy-Łuck ,Siedlec, Lublina, Chełma, Warszawy, Radomska, Białegostoku, Ostrowca Świętokrzyskiego, Suwałk, Terespola, Międzyrzeca Podlaskiego, Kazimierza Biskupiego k/ Konina oraz liczna grupa członków Fotoklubu Podlaskiego z Białej Podlaskiej.

Kolejny wyjazd miał konkretny cel – Sławkowski Szczyt. Chcieliśmy w ten sposób uczcić pamięć Sławka R. – sławnego żeglarza i poety. Pozatem ta góra stała i kusiła tyle lat a zawsze jakoś była omijana w naszych planach.

Zbiórka jak zwykle miała miejsce w Tarnowie pod Teatralną. Pierwszą niespodzianką była kula Michała, którą się podpierał. Wszyscy podziwiali twardziela, który wybierał się na szczyty z takim sprzętem 🙂 Prześmiewca przyznał się jednak, że nas wkręcił 🙂 Najpierw foto przed teatrem (z kulą – a jakże) i w drogę. U Gejzy oczywiście wieczór integracyjny i wspominanie żółtego kogutka 🙂

Ranek powitał nas piękną pogodą i ekipa sprawnie zapakowała się w auta i równie szybko wylądowała na parkingu w Smokovcu. Lanovka wywiozła nas w parę minut do punktu startu czyli na Hrebienok. Szlak na Slavkowski jest niestety długi a przy tym pozbawiony schronisk, więc przygotowaliśmy się na większą wyrypę – ciuchy na wypadek deszczu, pasza i woda. I dobre humory 🙂 Pierwsze parę minut idzie się Magistralą, następnie szlak odbija w lesie ostro w górę. Po godzinie dotarliśmy na punkt widokowy, skąd pięknie widać całą Dolinę Staroleśną i dalej jej odnogę – Dolinę Małej Zimnej Wody z widocznym schroniskiem Zamkovskiego. Oczywiście sesja foto przy tabliczce objaśniającej nazwy okolicznych szczytów. Potem już tylko żmudne człapanie w górę – najpierw wśród kosówki, potem już tylko gołych skał, przerywane co jakiś czas robieniem zdjęć co ciekawszym obiektom na szlaku. Łącznie z siadaniem na wyhladach (chyba najbardziej podobało się to Amelii pozbawionej poczucia przepaścistości). Rysiek na szczęście nie przypłacił tego zawałem 😉

Góra w końcu puściła, ale z przygodami – żeby było weselej, ze szczytu zbiegliśmy przy akompaniamencie piorunów 🙂 To Sławek odezwał się z niebios z tej radości że go odwiedziliśmy. Niektórzy chcieli nawet „jeść ostatnie jabłko w życiu” 🙂 Deszcz towarzyszył nam w drodze aż na sam dół, burza krążyła wokół nas, pioruny waliły w okoliczne szczyty, ale ekipa zeszła bezpiecznie w całości.

Drugi dzień stał również pod znakiem burzy z piorunami, która zgoniła nas ze szlaku. Po długim odsypianiu poprzedniego dnia dość późno wyszliśmy w kierunku Zelenego Plesa. Na tyle późno, że miejsca parkingowe w Matliare były już pozajmowane i samochody zostawiliśmy w Jaworzynie Tatrzańskiej. Jakimiś tajemnymi skrótami, przez falujące trawami zbocza, pośród wiatrołomów, kwiatów, szumiących potoków dotarliśmy po ok. godzinie do właściwego szlaku. I w zasadzie na tym skończyła się wędrówka. Na Łomnicą zrobiło się ciemno, za chwilę zaczęło grzmieć, więc nastąpił odwrót. Zbiegliśmy do Drogi Wolności, dalej asfaltem do parkingu i w ulewie wpadliśmy na kwatarę u Gejzy. Atrakcją dnia było poszukiwanie zaginionych w akcji – zniknął nam Baca i Amelia – nie było z nimi żadnego kontaktu. Wrócili późnym wieczorem, opowiadając historię „alternatywnego zwiedzania gór”. Okazało się, że wjechali kolejką na Skalnate Pleso i tam utknęli, czekając na koniec burzy.

Po dwóch deszczowych dniach, trzeciego nastąpiła miła odmiana. Głodni sukcesów zdecydowaliśmy, że idziemy na Rysy.  Tym razem pogoda dopisała 🙂 Była to moja trzecia kolejna próba wyjścia – tym razem z sukcesem. Dwie poprzednie kończyły się we mgle pod samym szczytem, lub w okolicach schroniska z braku zapasu czasu. Warto było czekać, bo całej drodze na szczyt towarzyszyły przepiękne widoki, również z samego szczytu widoczność była doskonała 🙂 Nie muszę dodawać, że w takich warunkach na szczycie panował spory tłok i trzeba było uważać, by nie zostać Batmanem 😉

Na szczycie obowiązkowo sesja fotograficzno-pieczarkowa, potem zejście w dół. Zgarnęliśmy po drodze „obóz szczytowy”, który rozbił się ok 100m niżej – uskok przed ostatnim podejściem spowodował, że niektórym siadło psyche 😉 Ze źródeł dobrze poinformowanych wiem jednak, że miesiąc później zmierzyli się jeszcze raz z problemem i tym razem z sukcesem – szczyt został wzięty 🙂

Potem już tylko standardowy pakiet – powrót, pakowanie i jazda do domu.