Rowerowy Bug sezon trzeci: Pawłów-Woroblin

To był specjalny wyjazd – poczciwa 20-letnia „babcia” przewiozła mój rower po raz ostatni 🙁 Niezawodny towarzysz rowerowych wypraw poszedł w nowe ręce, więc trzeba będzie coś wykombinować, jak tu dalej zwiedzać nadbużańskie wertepy.

Na dziś pozostał mi ostatni tutejszy odcinek – od Janowa Podlaskiego. Rezygnuję z wjazdu do stadniny i postanawiam zaparkować obok kościółka w Pawlowie Starym. 

Dosiadam swego rumaka i ruszam w kierunku rzeki – w miejsce, gdzie rok temu kończyłem trasę z Niemirowa. Początek to walka z piaskiem, ale za chwilę przecinam drogę wokół stadniny i ruszam wąską ścieżką pośród traktorów koszących łąki i dziesiątek bocianów, by dotrzeć nad Bug. 

Wreszcie znowu rzeka. A nad nią wyraźna ścieżka tuż ponad lustrem wody. Natykam się na pierwszą przeszkodę. Głęboki rów o pionowych zboczach – raczej nie do sforsowania, ale ktoś zapobiegliwy ułożyć z betonowych pali przeprawę 🙂 Za chwilę mogę jechać dalej.

Droga jest całkiem dobra i tempo też. Przecinam kolejny rów i małe zaskoczenie – droga ginie pod świeżym sianem. Trafiam w istny labirynt skoszonych kawałków łąki, poprzecinanych rowami, bużyskami i rozlewiskami. Wychodzę z założenia, że skoro zostały skoszone, to jakoś udało się tu dojechać i musi być jakieś wyjście 🙂

Czeka mnie tylko jeden skok przez rów i za chwilę wyjeżdżam na szerszą polną drogę. Z ulgą odkrywam, że to ścieżka przyrodnicza na łęg dębowy. Jestem uratowany 🙂 

Mijam zarastające jezioro, ukryte za gęstymi krzakami. O jego istnieniu informuje tablica przy drodze. Dalej droga wiedzie przez środek łąki, potem wpada w jakiś zarośla i już widzę w oddali znajomą, ułożoną z płytek drogę ze stadniny.

Mijam kolejne jeziorko i robię nawrót w stronę rzeki, którą od jakiegoś czasu straciłem z oczu. Po kilku minutach Bug pojawia się znowu przede mną w miejscu, które jako jedno z nielicznych zostało sztucznie umocnione. Rzeka próbowała tu zrobić sobie skrót, odcinając kilkadziesiąt hektarów Polski dla naszych sąsiadów. Mam pierwszą okazję zapuścić się w ten całkowicie dziki rejon. Najpierw przecinam rozległą łąkę, a potem ruszam nad rzekę. Miejsce jest niesamowicie odludne, ale i piękne.

Jadąc ponad rzeką wracam do miejsca, gdzie powstały umocnienia.

Teraz czas na przebicie się przez odnogi, które łączą rzekę z rozlewiskami rezerwatu „Łęg Dębowy”. Niski stan wody powoduje, że nie jest to wielki problem i wszelkie obniżenia przejeżdżam „suchą stopą” 🙂 

Miejsce gdzie trafiłem jest tak niesamowite, że nie mogę się napatrzeć. Jestem w samym środku uroczyska powstałego z rozlewisk, wierzb, uschniętych kikutów drzew. Muszę tu kiedyś wrócić, bo to jedno z piękniejszych miejsc. 

Po chwili droga znowu wychodzi nad Bug i po kilku minutach docieram do kolejnego punktu wyprawy – małego jeziorka zwanego Pralnią. Jest to ulubiona miejscówka wędkrzy, obok stoi murowana wiata i wiedzie tędy czerwony szlak nadbużański. 

Obowiązkowa sesja foto, bo jakoś omijałem do tej poru to miejsce latem. A jest co podziwiać. Roślinność jak w tropikalnej dżungli oplotła cypelek, z którego robię zwykle panoramy. Powstaje kolejna – letnia.

Badam możliwości dalszej jazdy, bo zaraz obok jest rozlewisko, które jak do tej pory było nie do pokonania. Okazuje się, że nad samą rzeką drogę przegradza głęboki rów, a dalej jest wąski strumyk, za którym falują podmokłe łąki i chyba nie mam chęci się w nie zapuścić 🙂

Mijam bramę 🙂

Zerkam na zegarek i  dochodzę do wniosku, że chyba odpuszczę objeżdżanie znaną mi drogą do Woroblina. Dalej okolicę już dobrze znam, więc robię nawrót i ruszam w kierunku stadniny. Droga jest dobra, i w pół godziny jestem na miejscu. Nie zatrzymuję się jednak i jadę dalej, by po kolejnej półgodzinnej jeździe stawić się przy czekającym aucie.

Jeszcze tylko pakowanie roweru i za 20 minut jestem w domu.   

 

Dodaj komentarz