Szlakiem granicznym w Beskidzie Niskim

DSC_9083  Kolejny dzień wycieczki wita nas piękną pogodą. Wstajemy dość sprawnie na śniadanie i o 9 jesteśmy gotowi na przygodę. Jedziemy do Olchowca, gdzie nasz gospodarz umówił nas na spotkanie z panem Tadeuszem. Mijamy wieś Ropianka, na którą składają się dwa siedliska i chatka studencka Politechniki Warszawskiej – kojarzę miejsce, bo to chatka Klubu AKT Maluch z mego Wydziału.

Co mogę powiedzieć o mijanym krajobrazie? Cisza, wielkie przestrzenie, pusto. Wspaniałe lasy, którymi pokryte są wzgórza (bo góry to niewysokie), kręte, wąskie drogi, czasem szutrowe – choć noszą dumne miano powiatowych. Mam nadzieję, że gdy przyjadę tu kolejny raz, będzie tak samo. Dopóki ktoś nie wpadnie na kolejny pomysł wsadzenia tu jakiegoś projektu unijnego, który wyasfaltuje, wybetonuje i obije schodami i drabinami ten zapomniany zakątek świata.

DSC_9094 Docieramy do Olchowca. Idziemy kilkadziesiąt metrów i już jesteśmy przy pięknej łemkowskiej chyży. Chwilę trwa poszukiwanie gospodarza tego przybytku… gdzieś się zawieruszył 🙂 Nagle wypada do nas zza węgła i pędzi z ogromną prędkością – lekko utykając i o lasce. Wielka radość, błyskawicznie znika w domu „bo ogarnąć trzeba dla gości”, za chwilę z okna rozlega się skoczna łemkowska muzyka. Pan wypada i porywa nam Renatę do tańca, aż się kurzy! Wulkan energii 🙂 Wulkan, który ma… 85 lat. Opadła mi przysłowiowa „kopara” 🙂

DSC_9209

Potem już jest długa godzinna opowieść. Fantastyczna pamięć, barwne słownictwo, kilka wątków przeplatających się ciągle – pan Tadeusz jest świetnym gawędziarzem. Słucha się go z prawdziwą przyjemnością.

Trochę historii: w wyniku walk o Przełęcz Dukielską oraz wysiedleń na Ukrainę i tragedii „Akcji Wisła” Olchowiec zmalał do 12 gospodarstw tracąc prawie 90% przedwojennej zabudowy. Zachowane chaty i zabudowania gospodarcze wymagały remontów, w wyniku których (np. wymiany pokrycia dachów) zatracały swój pierwotny charakter. Jedną z ostatnich zachowanych w niezmienionej postaci łemkowskich chyż, prawie w ostatniej chwili udało się jednak uratować.

Zakupił ją w 1981 roku Tadeusz Kiełbasiński, zapalony turysta górski, miłośnik łemkowszczyzny z Łodzi. Po przeprowadzeniu pod nadzorem Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków w Krośnie gruntownego remontu, w trakcie którego najwięcej nakładów i pracy wymagała wymiana części zniszczonej słomianej strzechy na identyczną, ale nową, chyża została w dniu 16 czerwca 1986 roku wpisana do rejestru zabytków.

Od 1982 roku nowy właściciel chyży rozpoczął urządzanie w niej niewielkiej początkowo ekspozycji pamiątek prezentujących kulturę i sztukę Łemkowszczyzny, a zbieranych przez niego od 1955 roku (najstarszy eksponat pozyskany został do zbiorów 19 czerwca 1955 r.) podczas licznych wędrówek po terenach Beskidu Sądeckiego, Niskiego i Bieszczadów. Wiele z tych eksponatów to absolutne unikaty, które dzięki temu, że trafiły do zbiorów, uratowane zostały przed całkowitą zagładą i zapomnieniem.

Jak to zwykle w takich przypadkach bywa, powstanie muzeum stało się dodatkowym bodźcem do powiększania kolekcji, która szybko zaczęła rosnąć, osiągając naprawdę imponujące rozmiary. Wiele pamiątek trafiło do muzeum w formie darów od sąsiadów i bliższych lub dalszych znajomych, wiele zostało zakupionych lub uzyskanych w drodze wymiany na przedmioty bardziej użyteczne. Z czasem do eksponatów łemkowskich doszły huculskie.

Obecnie na muzeum składają się:

  • zachodniołemkowska, drewniana chyża, o konstrukcji zrębowej, w której pod wspólnym, dwuspadowym, krytym słomianą strzechą dachem z wysuniętym okapem, znajdują się pomieszczania mieszkalne – kuchnia z piecem kuchennym i chlebowym, alkowa i sień oraz pomieszczenia gospodarcze – komora, obora i stodoła (boisko);
  • sypaniec dwukomorowy, drewniany, o konstrukcji zrębowej, z wysuniętym dachem dwuspadowym, krytym strzechą.

Do chyży od strony zachodniej przylega drewutnia [źródło: Olchowiec].

DSC_9213 Czas mija szybko a przed nami sporo kilometrów. Ruszamy na przełaj przez łąkę, potem improwizujemy jakimiś wertepami i nareszcie trafiamy na leśną przecinkę. Pan Andrzej zna tu każdą tutejszą ścieżkę i pewnie prowadzi nas na skróty na grzbiet pasma. Po godzinnym marszu łagodnie wznosząca się ścieżka kończy sie na szczycie Baranie. Jest tu piękna, nowa wiatka no i wieża widokowa! Drewniana konstrukcja powoduje przyśpieszone bicie serca, szczególnie przy wyłażeniu na trzecią, najwyższą platformę, której wysokość oceniam na około 15 metrów.

DSC_9280 Po półgodzinnym odpoczynku, gdy większość ma już za sobą zmagania z wieżą i kanapkami, ruszamy szlakiem granicznym w kierunku Huty Polańskiej. Godzinny marsz w dół, chwilami nawet dość stromo, kończy się na Przełęczy Mazgalica. Kilometrów w nogach już sporo, stawka się trochę rozciąga, ale pilnujemy tych najwolniej idących, szczególnie, że od czasu do czasu na końcu grupy słyszymy nawoływania „nie zostawiaj mnie…” 😉

DSC_9345 Z przełęczy czeka nas jeszcze półgodzinne zejście żółtym szlakiem na Hutę Polańską. Słoneczny dzień potęguje wrażenia bycia w raju. Wychodzę z lasu, zaczynają się łąki, mijam gigantyczną lipę, która natychmiast kojarzy mi się z drzewem widzianym w „Avatarze” 🙂 W dole widzę murowany kościół, ale nim do niego dotrę, siadam na łące pachnącej tysiącem ziół. Rośnie tu np. dziewięćsił  bezłodygowy, tymianek, podbiał, pachnie macierzanka.

DSC_9356 Parę słów o samym kościele: Pierwsza wzmianka o budowie kościoła w Hucie Polańskiej pochodzi z 1902 roku, kiedy to Jan Frankiewicz, jeden z mieszkańców wsi, zapisał pole pod budowę kościoła. Przez następne lata, gromadzono na ten cel pieniądze. W międzyczasie udało się znaleźć rozwiązanie tymczasowe. W jednej z sal szkolnych, urządzono kaplicę, przy której wkrótce postawiono miniaturową dzwonnicę oraz założono cmentarz.

Budowę świątyni rozpoczęto po 8 VIII 1935 roku kiedy to zwrócono się z prośbą o wykorzystanie drzewa z lasów biskupich. W ciągu miesiąca wykonano fundamenty oraz przygotowano kamienie do budowy kościoła. W połowie maja 1938 roku stały już mury świątyni a do połowy czerwca 1939 roku, przy finansowej pomocy Kurii Biskupiej, pokryto kościół blachą i wstawiono okna. Pozostał tylko wystrój świątyni. Poświęcenie świątyni zaplanowano na pierwszą niedzielę września. Niestety nie doszło do tego z powodu wybuchu wojny. Kościół ucierpiał podczas walk o Przełęcz Dukielską (został zniszczony dosyć poważnie). Po wojnie zaczął popadać w coraz większą ruinę. W 1947 roku zabrano cudem ocalałe dzwony, których Niemcy nie skonfiskowali „na przetop”.

Ruiny kościoła przez kilkadziesiąt lat niszczały i coraz bardziej wpisywały się w krajobraz tej pustej doliny, opuszczonej przez mieszkańców. Zainteresował się nimi dopiero pod koniec lat 80-tych – ksiądz Jan Delekta – ówczesny proboszcz parafii w Polanach. Po długich staraniach w Urzędzie Wojewódzkim w Krośnie, 31 III 1991 roku uzyskał zwrot działki na której znajdowały sie ruiny oraz cmentarz parafialny na rzecz parafii w Polanach. W październiku tegoż roku, do ks. Delekty zgłosili się członkowie Koła Łowieckiego „Zacisze” z Krosna z prośbą o odprawienie mszy z okazji święta ich patrona – świętego Huberta.
Na miejsce nabożeństwa, wspólnie wybrano ruiny kościoła w Hucie Polańskiej. Przygotowując się na obchody w dniu 3 XI 1991 roku uporządkowano teren przy kościele i na cmentarzu.

Podczas nabożeństwa, które odprawiano 3 XI 1991 roku na sąsiadującym z ruinami cmentarzu, prócz myśliwych w Eucharystii brali też udział dawni mieszkańcy Huty Polańskiej oraz ich potomkowie. Wówczas to podjęto decyzję o odbudowie kościoła.
8 XI 1992 roku odprawiono pierwszą Eucharystię w ruinach kościoła, podczas której poświęcono plac i ruiny z nadzieją szybkiej odbudowy. Powstał Komitet Odbudowy Kościoła.

Pierwsze prace ruszyły wiosną 1994 roku; podniesiono i wzmocniono mury a jesienią położono blaszany dach. W 1995 roku pokryto blachą wieże oraz wstawiono okna i drzwi.
12 XI 1995 roku w obecności dawnych mieszkańców Huty Polańskiej oraz ich potomków, mieszkańców okolicznych wsi, myśliwych, dostojników kościelnych oraz urzędników – biskup pomocniczy diecezji rzeszowskiej – Edward Biełogowski dokonał poświęcenia odnowionej świątyni. W latach 1996-1998 trwały dalsze prace wykończeniowe (tynkowanie, wykonanie kamiennego ołtarza oraz ambony, wykonanie schodów oraz posadzki). Odbudowę oficjalnie zakończono 8 XI 1998 roku, podczas odpustu ku czci świętego Huberta połączonego z 50-leciem Koła Łowieckiego „Zacisze”. Biskup K. Górny, poświęcił wmurowane przed wejściem tablice pamiątkowe [źródło: Kościół pw. św.Jana z Dukli i św.Huberta].

Błogość…

DSC_9380

GPS pokazuje już ponad 12 kilometrów, jesteśmy w drodze kilka ładnych godzin.

DSC_9413 Jest 14, teraz znowu wsiadamy do busa i jedziemy do Krempnej. Mijamy miejscowość Polany z murowaną cerkwią, przy której jednak nie zatrzymujemy się. Kilka kilometrów dalej znajduje się Kotań. Tu obejrzymy kolejną przepięknie odnowioną cerkiew.

Dawna cerkiew greckokatolicka pod wezwaniem św. Kosmy i Damiana to obecnie kościół, filia parafii rzymsko-katolickiej w Krempnej.

Cerkiew w Kotani znajduje się zaledwie 4 kilometry od Krempnej. Warto będąc w Krempnej udać się na wycieczkę by zobaczyć perłę łemkowskiej architektury, perłę, która w ostatnich latach dzięki min. „Towarzystwu Miłośników Krempnej i okolic” odzyskuje swój blask. Cerkiew znajduje się 500 metrów od głównej drogi z Krempnej do Grabiu.

Nie jest znana dokładna data powstania cerkwi, przypuszcza się że zbudowano ją na przełomie XVIII i XIX wieku ale też bardzo często jako datę budowy podaje się rok 1841 (taka data widnieje nad wejściem do babińca), nie wiadomo jednak czy jest to faktyczna data powstania czy być może pierwszy generalny remont.

DSC_9418 Jest to cerkiew orientowana (prezbiterium jest zwrócone w kierunku wschodnim) o konstrukcji zrębowej, w całości obita gontem. Posiada typową dla cerkwi łemkowskich konstrukcję trójdzielna z wyodrębnioną nawą, babińcem i prezbiterium. Wieża o ścianach pochyłych z izbicą oraz pozorną latarnią. Wokół wieży zachata. Nad nawą i prezbiterium dachy o konstrukcji namiotowej, łamane, kryte gontem. Wnętrze cerkwi poza kilkoma współczesnymi obrazkami, pozbawione jest wyposażenia oraz ikon. Zostały one wywiezione do muzeum w Łańcucie. Dzwon i żyrandol znajdują się w Desznicy.
Cerkiew otacza drewniane ogrodzenie z kamienną podmurówką. Na teren cerkwi wchodzi się przez drewnianą bramkę z gontowym dachem.

Po prawdopodobnym remoncie w 1841 roku, kolejne poważne prace wykonano pod koniec XIX wieku, w 1930 oraz w 1963 roku – wtedy to właśnie niszczejącą cerkiew rozebrano, a następnie po uzupełnieniu brakujących i zniszczonych elementów konstrukcyjnych na powrót złożono, zmieniając przy okazji poszycie dachu, z blachy na gont. Na czas remontu zabrano do konserwacji ikonostas i pozostałe wyposażenie cerkwi. Do dnia dzisiejszego znajdują się one w Muzeum w Łańcucie. Kolejny poważny remont trwa od kilku lat po dzień dzisiejszy. W 2001 roku zakupiono gont, który w 2003 roku został wykorzystany na naprawę wieży na przełomie sierpnia i września 2003 roku. Kolejny etap remontu wykonano we wrześniu 2004 roku a mianowicie wyremontowano poszycie nawy i prezbiterium. Wykonawcą remontu był Józef Hronowski z Nowego Sącza.

DSC_9420 Po zakończeniu tego etapu prac, który zabezpieczył świątynię przed niszczącym działaniem wody, która przez wiele lat dostawała się do wnętrza pojawiły się plany dalszego remontu polegającego min. na remoncie ogrodzenia oraz zaplanowano bardzo ambitnie doprowadzenie do powrotu na należne miejsce ikonostasu. Nie będzie to łatwe gdyż nie jest złożony w jednym miejscu lecz jego części są rozparcelowane po wielu miejscach.

Na terenie wokół cerkwi od 1963 roku z inicjatywy konserwatora zabytków, Olgierda Łotoczki, zaczęto zbierać okoliczne, zniszczone krzyże, które stworzyły małe lapidarium okolicznej kamieniarki. W 2005 roku, staraniem NGK Magurycz i niestrudzonego Szymona Modrzejewskiego na jednym z kolejnych obozów kamieniarskich, wykonano remont stojących wokół cerkwi krzyży. Przed cerkwią stoi ogromna lipa, o której mówi się, że jest tak samo stara jak cerkiew. Pierwotnie przed cerkwią stały dwie lipy, jednak jedna została ścięta, jako zagrażająca cerkwi. W skansenie we Lwowie znajduje się wierna kopia cerkwi w Kotani [źródło: Cerkiew w Kotani].

Jest piękna, podobnie jak jej otoczenie. Jestem oczarowany miejscem. Długo kręcę się wokół robiąc zdjęcia i wciąż czuję niedosyt, że nie oddają tego co tu widzę.

DSC_9475 Przewodnik stada pogania nas, bo czeka nas jeszcze jeden punkt wycieczki, a potem zasłużona obiadokolacja 🙂 Wracamy szybko do Krempnej, by zwiedzić kolejną z cerkwi. Wspominam skansen miniatur w Myczkowcach. Oto mam oryginały budynków, którymi tak zachwycałem się w ich zmniejszonej postaci. Cerkiew w przeciwieństwie do tej w Kotani jest czynna, może zwiedzić jej wnętrze, schronić się na chwilę przed palącym słońcem.

Krempna istniała już prawdopodobnie pod koniec XV wieku. Z 1507 roku pochodzi wzmianka o istniejącej tutaj parafii prawosławnej. W XVI wieku wieś należała do rodziny Stadnickich. W XIX wieku wieś była głównym ośrodkiem kamieniarstwa na Łemkowszyźnie. Krempna mocno ucierpiała podczas I wojny światowej , w maju 1915 roku podczas przejścia frontu spłonęła spora część zabudowań. W okresie okupacji podczas II wojny światowej, wieś była ośrodkiem nacjonalistycznego ruchu ukraińskiego. Po wojnie wysiedlono stąd całą ludność łemkowską.

DSC_9453 Cerkiew w Krempnej wybudowano w 1782 roku. Jest to informacja zapisana na tablicy fundacyjnej, na miejscu cerkwi wcześniejszej, “która 275 lat stała”, przy wsparciu finansowym księcia Karola Radziwiłła.

Pierwszy poważny remont świątyni przeprowadzono w połowie XIX wieku, kolejny remont kapitalny cerkiew przeszła w 1971.

Cerkiew w Krempnej to świątynia typu zachodniołemkowskiego, orientowana, drewniana, trójdzielna, z nawą, babińcem i prezbiterium. Przy prezbiterium zakrystia. Wieża ma konstrukcję słupowo-ramową, o pochyłych ścianach, z izbicą. Wokół niej zachata. Nad nawą i prezbiterium znajdują się dachy namiotowe, dwukrotnie łamane, kryte blachą.

Cechą charakterystyczną świątyni jest nieznaczne pochylenie babińca i prezbiterium do środka, które jest widoczne z pewnego oddalenia. Jest to wynik osiadania terenu na którym została wybudowana cerkiew.

DSC_9468 Wewnątrz cerkwi znajduje się kompletny ikonostas namalowany przez malarza pochodzącego z Przemyśla, Krasuckiego, w 1835 – 36 roku. Są to carskie wrota, ażurowe, ze sceną Zwiastowania i postaciami czterech Ewangelistów. Nad nimi znajduje się scena Ostatniej Wieczerzy, a na następnej kondygnacji Chrystus Pantokrator, po bokach ikony z apostołami. W zwieńczeniu namalowany jest krzyż, a po bokach trzy ikony przedstawiające Proroków.

Na ścianie nawy od strony południowej znajduje się bardzo cenny fragment starego ikonostasu, którego powstanie datuje się na 1664 rok. Jest to rząd Deesis z Chrystusem Pantokratorem w otoczeniu Matki Boskiej i Jana Chrzciciela. Po bokach znajdują się wizerunki dwunastu apostołów. W cerkwi zachowały się także dwie ikony pochodzące XVI wieku, jedna przedstawia św. Mikołaja, druga to ikona Opieki Bogurodzicy. W przedsionku cerkwi stoi feretron z figurą Matki Boskiej, która wśród miejscowych grekokatolików uważana jest za cudowną i otoczona czcią [źródło: Cerkiew w Krempnej].

Wracamy do Chyrowej. Nareszcie zasłużony obiad, zachwycamy się tutejszą kuchnią 🙂 Najedzeni i zmęczeni zarządzamy drzemkę. Około 21 pan Andrzej organizuje nam grilla, ale chłodna noc wygania nas koło 23 do budynku schroniska. Podziwiamy rozgwieżdżone niebo, bo nie ma tu żadnych świateł, a bezksiężycowa noc sprzyja podziwianiu Drogi Mlecznej.

Leżę i patrzę w niebo 😀

DSC_9485

Dodaj komentarz