Święte Dęby

Szukałem i znalazłem 🙂 Schowane głęboko w lesie, wśród bagien. Szybko stały się ulubionym celem wyjazdów rowerowych, bo to raptem 10 kilometrów od domu. W trzecim podejściu pojechał ze mną aparat fotograficzny.

Informacje na temat dębów znalazłem u niezawodnego Jakuba.

Pora późna to i zdjęcia wychodziły trochę jak z bajek z mchu i paproci 🙂

A otoczenie dębów też lekko posępne 🙂

Święte dęby, to dwa pomniki przyrody, podlegające ochronie od 1988 r. Miejsce, gdzie drzewa rosną przypomina pradawne uroczysko. Niewielka wyniosłość, wysepka z prastarymi drzewami, otoczona przez bagna. Oba dęby rosną w niedalekiej odległości od siebie.

Wymiary dębów: pierwszy – obwód  315 cm wys. 28 m, drugi – obwód 348 cm wys. 28 m. Obecnie dęby ogrodzone są płotkami, dodatkowo w 2016 postawiono obok nich tablicę informacyjną – “Święte dęby”.

“Święte dęby” to nazwa nieprzypadkowa, uroczysko bowiem, związane jest z pewną opowieścią przekazywaną ustnie z pokolenia na pokolenie. Podanie mówi, że w czasie prześladowań Podlaskich Unitów przez carskie władze w kwietniu 1876 roku miało miejsce pewne zdarzenie, kiedy to kobiety z miejscowej parafii Hrud, przez okres sześciu tygodni chroniły swoje dzieci w tym uroczysku, aby zapobiec przymusowemu ochrzczeniu ich w obrządku prawosławnym. Wydarzenie te opisał Władysław St. Reymont w książce “Z Ziemi Chełmskiej” tymi słowami:

(…) w początkach kwietnia, któregoś dnia na samem świtaniu, zahuczał nagle dzwon na trwogę, i rozniosły się złowrogie krzyki:

— Wojsko idzie! Ratuj dzieci, kto w Boga wierzy!

…Wojsko zajęło wieś, i wyszedł rozkaz, aby wszystkie kobiety z dziećmi zebrały się pod cerkwią. Naturalnie nie zjawiła się ani jedna; były już w bezpiecznem schronieniu.

…Dopiero po śladach zrozumiano, gdzie się schroniły; otoczyli więc las patrolami, przecięto komunikacyę ze wsią i srogo pilnowano, żeby nikt nie wynosił im żywności.

…Przeszedł szósty tydzień — nie powróciły! Wreszcie i wojsko miało już dosyć tego oczekiwania i wymaszerowało z Hrud. 

Wtedy cała wieś, jak jeden człowiek, rzuciła się na przełaj do lasów, a jeszcze nie dobiegli, gdy z mrocznych głębin zaczęły się pokazywać jakieś mary; szły zgarbione, o kijach, prawie nagie, wynędzniałe, rozkudlone, sczerniałe, podobne do szkieletów, ale radosne, jak słońce, jak wiosna, tryumfujące, i, jak samo życie, niezwyciężone!…

Zwalczyły głód, strach, opuszczenie, zimno i choroby; zwalczyły samą śmierć, ocaliły dzieci, i oto wracały te wielkie, te bohaterskie, te święte dusze w domowe progi, do codziennego trudu i do codziennej walki”. [Źródło: radiobiper.info]

Dodaj komentarz