Święto Jordanu

Minęły już 3 tygodnie nowego 2020 roku, więc kiedyś musiało w końcu nastąpić symboliczne „otwarcie kadru”.  Wychodząc z założenia, że każda pogoda jest fotograficzna, zwarta i silna grupa zwana Niezależną Grupą Plenerową wyrusza w niedzielny poranek w jedynym słusznym, jak się okazało, kierunku, czyli „za Bug”. 

Jedziemy całkiem spory dystans by dotrzeć do mostu na Bugu, bo oczywiście zimą prom w Mielniku nie pływa. Mgła dodaje aury tajemniczości a kilometry szybko lecą. 

Koterka to zagubiona w środku Puszczy Mielnickiej, niewielka cerkiew tuż przy samej granicy. Tam właśnie postanowiliśmy rozpocząć tegoroczny sezon.

W niedzielę (19 stycznia) wierni Kościoła prawosławnego obchodzą jedno z dwunastu najważniejszych świąt w roku liturgicznym – święto Chrztu Pańskiego, zwane świętem Jordanu. Zgodnie z tradycją w tym dniu wierni uczestniczą w obrzędzie wielkiego poświęcenia wody.

W Kościele prawosławnym święto Chrztu Pańskiego obchodzone jest na pamiątkę chrztu Chrystusa w rzece Jordan. Połączone jest ze świętem Epifanii, czyli Objawienia Pańskiego.

Zgodnie z tradycją w tym dniu ma miejsce obrzęd wielkiego poświęcenia wody. Dokonuje się go w cerkwi, a jeśli to możliwe na rzece lub jeziorze.

Wyznawcy prawosławia zanurzają się także sami w lodowatej wodzie. Poświęconą wodę przynoszą do domów i przechowują przez cały rok. Piją ją w czasie choroby. Wierzą, że pomaga odzyskać zdrowie. Taką wodą święcą również mieszkania.

Temat jest bardzo fotograficzny i przez nas lubiany.

Przyjechaliśmy na miejsce mocno przed czasem, więc proponuję jeszcze zajrzeć do sąsiedniej cerkwi św.Kosmy i Damiana w Telatyczach. Odkryłem to miejsce w czasie letnich wyjazdów rowerowych. Intuicja mnie nie zawodzi i trafiamy w sam środek uroczystości, co owocuje całkiem pokaźną ilością materiału fotograficznego. W dodatku jesteśmy tam jedynymi fotografami 🙂

Wracamy do Koterki. Jak zwykle wita nas gościnna Białoruś 😉

Gospodarz świątyni nadal odprawia swoją długą liturgię w środku cerkwi. Kiedy ostatnio miałem z nim okazję rozmawiać, wspominał, że tu „nie ma się gdzie spieszyć” 🙂 Czekamy więc dobrą godzinę na wyjście procesji wiernych. Wreszcie są.

Kręcąc się cicho wokół odbywającej się uroczystości robimy kolejną porcję zdjęć.

Ostatni gasi świeczki 🙂

Pora wracać. Jako znawca terenu proponuję jeszcze zdobycie góry 😉 Moi koledzy są mile zaskoczeni faktem istnienia miejsca, o którym nie wiedzieli, chociaż bywali tu nie raz. No to biegiem na Górę Prowały.

Oczywiście wracając robimy obowiązkowy przystanek przy bunkrach 🙂 Nikt nam nie zarzuci, że „bunkrów nie ma” 😉

Dodaj komentarz