Bieszczadzkie szlaki

Podtrzymując coroczną tradycję, od miesiąca wydzwaniałem do Leśniczówki, aby ustalić szczegóły bieszczadzkiej jesiennej wyprawy. W międzyczasie przeglądałem prognozy pogody, kamery w Wetlinie, by ostatecznie ustalić termin wyjazdu na 10-12 października. To był strzał w dziesiątkę – nawet miejscowi mówili, że na taką pogodę czekali całe lato i się nie doczekali 🙂

Wyjazd jak zwykle w czwartek na noc, około 6h spokojnej jazdy i meldujemy się w Leśniczówce. Część grupy, która wyjechała wcześniej, już się integruje, ale wspólnie zarządzamy, że dziś trzeba złapać oddech przed jutrzejszą wycieczką.

DSC_3151_2_3_tonemapped Nasz plan zakłada drugie podejście do trasy przez Połoninę Wetlińska i Smerek do Kalnicy. Wszystko wskazuje, że tym razem się uda. Zeszłoroczna próba zakończyła się w okolicy Chatki Puchatka nadejściem czarnej chmury i deszczem. Ponownie wypuszczamy przodem wolniejszą część ekipy na górę, a dwaj kierowcy dokonują akcji przemieszczenia jednego z aut na parking w Kalnicy. Idzie nam to sprawnie, bo pokonujemy dwa razy trasę przełęcz nad Brzegami-Kalnica, ruszamy w stronę Chatki Puchatka i dochodzimy naszych tuż przed schroniskiem. Na razie lekko niepokoi nas chmura i wiatr, ale postanawiamy po krótkiej naradzie zaufać prognozie, ubieramy się cieplej i ruszamy na Wetlińską!

Decyzja okazuje się słuszna, bo o ile wiatr będzie nam towarzyszył całą drogę, chociaż coraz słabszy, to pogoda klaruje się totalnie – chmury znikają i mamy nad sobą nieskazitelnie czyste niebo i widoki po lekko zamglony horyzont.

Idzie się rewelacyjnie, widoki zapierają dech w piersiach, bez wielkiego pośpiechu docieramy do Roha. Tu trochę poniżej chowamy się za granią i robimy pierwszy popas. Morale w grupie zwyżkuje, nikt nie narzeka, ale też przyznam uczciwie, że zataiłem trochę szczegóły dotyczące dystansu, podejść i długiego zejścia do Kalnicy 🙂

Zresztą obrany wariant trasy był tym łatwiejszym, więc chyba mi wybaczą 🙂

DSC_3226_7_8_tonemapped Teraz następuje długi marsz ściśle granią i lekko w dół – w kierunku Przełęczy Orłowicza. Mijamy bieszczadzką buczynę, czerwoną od liści, widoki na obie strony ładują wszystkich pozytywnie. Tu niestety moja piękniejsza połowa wyłapuje małą awarię, która na szczęście nie okazuje się skręceniem, a tylko stłuczeniem kostki. Od tej pory idziemy już pomalutku, bo jest dokładnie połowa trasy, więc wariant odwrotu jest równoważny dojściu do końca. Na Przełęczy rozważmy chwilę, czy nie zejść do Wetliny bocznym szlakiem, ale okazuje się, że czasowo wychodzi tyle samo, więc kontynuujemy trasę i 20 minut później zdobywamy Smerek. Robimy kolejną chwilę odpoczynku.

DSC_3271_2_3_tonemapped Teraz już tylko zejście. Długie i męczące, młodzież zaczyna zadawać częściej pytania ‚daleko jeszcze?’ 🙂 Mijamy stromy początek, potem przechodzimy przez coś, co przypomina pole sałaty 😉 Wreszcie zanurzamy się w las. Piękny, jesienny, zółto-czerwony. Podziwiamy gładkie pnie poskręcanych dziwacznie buków – wieczorem Artur, nasz gospodarz, wytłumaczy nam, dlaczego tak wyglądają. Wszystko za sprawą przepędzanych tędy dawniej stad bydła, które w marszu skubało te drzewka. Nie miały szans rosnąć inaczej 😉

DSC_3331_2_3_tonemapped Końcówka szlaku osłabia morale, bo jest małe zamieszanie z drogą zejścia. Podpieram się od jakiegoś czasu aplikacją do telefonu TrekBuddy, która całkiem nieźle nawiguje i według jej wskazań idziemy dokładnie czerwonym szlakiem, ale nasza droga wcale nie przypomina szlaku. Najpierw na środku drogi stoi wielki, ubłocony spychacz, który rozepchnął błotnistą przesiekę, a ta za chwilę zamienia się błotnisty rów. Gdzieś wcześniej było boczne odejście, które przegapiłem – i nie tylko ja, bo wielu turystów przed i za nami brnie naprzód, głowiąc się, gdzie są… Uspokajam wszystkich, że wg wskazań mapy zostało ze 100 metrów do parkingu i idziemy dokładnie po czerwonej kresce na moim GPS 🙂 I wszystko się zgadza – za chwilę jest parking 🙂 A odejście było faktycznie gdzieś wyżej przed spychaczem, marnie oznaczone i wyprowadzało okrężną drogą na szutrówkę, którą część naszej ekipy dotarła chwilę przed nami 🙂

Tu robimy akcję logistyczną w drugą stronę – ściągamy drugie auto z przełęczy nad Brzegami i już w komplecie około 18 docieramy do Leśniczówki na czekające od godziny pierogi 🙂

Reportażowo:

I w wersji kolorowej – obrobionej

Nasza trasa i profil wysokości:

Zrzut ekranu 2014-10-16 o 19.27.32 Zrzut ekranu 2014-10-16 o 19.28.33

Drugi dzień w związku ze zmęczeniem dnia poprzedniego postanawiamy poświęcić na zwiedzanie proponowanych przez gospodarza miejsc.

DSC_3548 Wyruszamy do Myczkowców, gdzie ponownie odwiedzamy ośrodek Caritasu. Zwiedzamy Ogród Biblijny, Skansen Miniatur i mini ZOO. Wcześniej zaglądamy jednak na punkt widokowy, podziwiając meandrujący San.

Stąd jedziemy do oddalonego kilka kilometrów Zwierzynia. Atrakcją dojazdu do źródła jest most na szerokość auta, długi na około 100 metrów, na którym trzeba uważać, aby nie urwać lusterek 🙂

Zwierzyń położony jest miedzy Uhercami a Myczkowcami, na uboczu, nad zakolem Sanu.

DSC_3640 Lokalne podania mówią, iż nazwa Zwierzynia pochodzi od krzyża (Zwizenye – z ukraińskiego : Wozodywenje czestnoho chresta – podwyższenie krzyża świętego). U Oskara Kolberga (dziewiętnastowieczny badacz folkloru), można przeczytać, że około 150 lat temu miejscowa niewiasta wydobyła krzyż z tutejszego źródełka. Kolberg mówi także o tym, jak woda ze źródełka pomagała na choroby oczu, co przywodziło tu również wielu poszukujących pomocy z bardzo odległych miejsc. Od tamtej pory, aż do II Wojny Światowej studzienka była miejscem kultu religijnego. Rokrocznie w procesji poświęcenia źródełka szło setki wiernych. Krzyż, który uważano za wydobyty ze studni do 1922 roku znajdował się w miejscowej cerkwi, natomiast obecnie można go podziwiać w Muzeum Diecezjalnym w Przemyślu. Jak podają źródła naukowe, krzyż ten datowany jest na pierwszą połowę XIII wieku, a jego wykonanie miało miejsce we Francji w mieście Limoges. Kamienną grotę źródełka, którą obecnie możemy podziwiać, wybudowano w 1994 roku. Od tej pory zapomniane na wiele lat cudowne źródełko odżyło i odzyskało swoją dawną świetność.

Pomiary tutejszej wody prowadzone przez radiestetów wskazują bioenergoterapeutyczne właściwości. Woda ta jest bardzo dobra w smaku, działa przede wszystkim oczyszczająco i uspokajająco. Szczególnie zalecana jest przy dolegliwościach trawiennych i płucnych, przy reumatyzmie, chorobach nerek i krtani. Do cudownego źródełka w Zwierzyniu rokrocznie przybywa z daleka, wielu turystów, pielgrzymów, aby napić się wody (źródło: Moje Bieszczady).

Dalej trasa wiedzie nas do Leska na ciastka u Szelca. Odnajdujemy Słodki Domek i zabawiamy w nim przy kawie i deserach około godzinę 🙂

DSC_3729 Teraz kierunek Solina. Tradycyjnie spacer po zaporze, potem szybka decyzja i już płyniemy po Zalewie Solińskim 🙂 Słońce prawdziwie letnie mocno kontrastuje z jesiennymi kolorami drzew. Godzinny rejs szybko mija, drobne zakupy i wracamy do Berezki.

Gospodarz przygotował dla nas ognisko i mnóstwo dobrego jedzenia – siedzmy w zadaszonej i osłoniętej od wiatru altanie, na środku piecze się kaszanka, udka i skrzydełka. Kuchnia przygotowała kwaśnicę, pyszną golonkę, gołąbki, obok altany stoi beczka piwa 🙂

Integrujemy się z wędkarzami muchowymi – tymi samymi, których poznaliśmy rok wcześniej. Mają ze sobą gitary, grają i śpiewają, nawet się próbuję przyłączać do śpiewania 🙂 Czas nam zlatuje do północy. Trzeba się wyspać, jutro droga powrotna…

Znowu pobyt zleciał tak szybko, że już się chce wrócić. Mam chęć na Bieszczady zimą, więc kto wie – może już niedługo 🙂

Dodaj komentarz